TrzyBiada.pl
9
MAR
0
2103
Lubię to
CZŁOWIEK GRZECHU – ANTYCHRYST

 
"Niech was nikt nie zwodzi żadnym sposobem; albowiem nie przyjdzie on dzień, ażby pierwej przyszło odstąpienie i byłby objawiony człowiek on grzechu, on syn zatracenia" (2 Tes. 2:3).

Apostoł Paweł napisał w jednym z listów, że został pochwycony do "trzeciego nieba", czyli widział w wizji okoliczności wprowadzenia dnia Pańskiego, trzeciego świata, po pierwszym świecie, do potopu i drugim świecie, teraźniejszym świecie złym, który się już kończy. Dniem Pańskim jest przepowiedziane tysiąclecie rządów Chrystusa, które przeznaczone jest na przeprowadzenie dzieła restytucji ludzkości. Ten dzień ma swój świt i wstępną fazę przygotowawczą, obejmującą stopniowe obalanie królestw tego świata, oraz fazę zasadniczą, podczas której książę tego świata, Szatan, będzie związany, aby dzieło przywracania ludziom pokoju, szczęścia i życia wiecznego na ziemi mogło postępować bez przeszkód (Obj. 20:1-3).
 


 

Ustalenie prawidłowej chronologii historii świata wykazało, że rok 1874 od upadku w grzech pierwszych rodziców stanowi początek siódmego tysiąclecia. Prorocze światło tzw. "czasów i chwil" dowiodło, a wydarzenia to potwierdziły, że od tego czasu rozpoczął się świt dnia Pańskiego, niewidzialna druga obecność Jezusa Chrystusa. Z kolei ostatnia orientacja chronologiczna, bazująca na wcześniejszych ustaleniach, wykazała, że od roku 1980/81 obecność Pańska weszła już w fazę epifanii, ucisk wielki, anarchię, która bezpośrednio poprzedza założenie Królestwa Bożego na ziemi.
 


 
Znamienne oświadczenie apostoła Pawła, przytoczone na wstępie dowodzi, że przed nadejściem dnia Pańskiego miała pojawić się tajemnicza postać, określona przez niego mianem "Człowieka Grzechu", o ściśle określonej charakterystyce i działaniu. Apostoł podkreśla potrzebę czujności i wagę zauważenia w porę sygnalizowanego niebezpieczeństwa i jego charakteru w wypełniających się proroczych wydarzeniach. W świetle wspomnianego wersetu byłoby ważne stwierdzić, czy wspomniany Człowiek Grzechu już się pojawił. Jeżeliby bowiem postać tak dokładnie opisywana przez św. Pawła i innych apostołów jeszcze nie pojawiła się, to zacytowane słowa stanowiłyby weto św. Pawła przeciwko wszystkim innym świadectwom odnoszącym się do obecności Pańskiej i ustanowienia jego Królestwa w obecnym czasie. Takie weto musiało pozostawać jako nieodparty argument do czasu, aż Człowiek Grzechu zostanie objawiony, odpowiadając w każdym szczególe opisom proroczym.

W przepowiedni jest jasno nie tylko zaznaczone, że Człowiek Grzechu musi wpierw powstać, lecz również, że on musi rozwinąć się i prosperować, zanim nastąpi Dzień Pański. Jeszcze przed dniem Chrystusowym powodzenie i wpływy tej potęgi miały osiągnąć swój szczyt i wtedy stopniowo upadać. I to właśnie jasny blask obecności Pana (epifania) w czasie Jego drugiego przyjścia miał spowodować doszczętną zagładę Człowieka Grzechu. Należy obserwować owe przepowiedziane okoliczności, aby przekonać się, na ile przestroga dla Kościoła z czasów św. Pawła, jest aktualna w naszych dniach. Dziś, po upływie dziewiętnastu stuleci, znów twierdzi się, że nastał Dzień Chrystusowy. Rodzi się więc ważne pytanie: Czy argumenty św. Pawła, którymi korygował błąd Tesaloniczan, są również zaporą do takiego twierdzenia obecnie?

Z napomnień Apostoła do Kościoła, aby wyglądał przyjścia Pańskiego, zważając na pewne słowo proroctwa, oraz z wielkiej troski, z jaką wskazywał na znaki obecności Chrystusa i charakter Jego działalności w tym czasie itp., wynika, jak bardzo zależało mu na tym, aby Kościół umiał rozpoznać obecność Pana, gdy On przyjdzie, i nie dał się zwieść błędem, jakoby Pan przyszedł, jeszcze przed czasem Jego obecności. Popadnięcie w taki błąd, już na początku wieku, wystawiło tych, którzy mu ulegali, na podstępne działanie zasady Antychrysta, działającej już nawet wtedy.

Z kolei, niepowodzenie w rozpoznaniu Dnia Pańskiego i Jego obecności w dniu, w którym ta obecność ma miejsce, czyni tych, co nie potrafią Pana rozpoznać, zupełnie bezbronnymi wobec ustawicznych oszustw i fałszywych doktryn Antychrysta, zaślepiając ich na wspaniałe prawdy i szczególne przywileje tego dnia. Stąd więc troska Apostoła o wiernych żyjących na początku i przy końcu wieku Ewangelii oraz jego ostrzeżenie: "Niech was nikt nie zwodzi żadnym sposobem". Stąd również dokładny opis Człowieka Grzechu, dany w tym celu, aby mógł być on rozpoznany w czasie, gdy się pojawi.

Podczas gdy chrześcijanie żyjący przy końcu tego wieku skłonni są nawet zapominać o obietnicy powrotu Pana, a jeśli już wspomną, to myślą o niej tylko ze strachem i okropnymi przeczuciami, to pierwotny Kościół, przeciwnie. Wyglądał on tego powrotu z niecierpliwością, z radosnym oczekiwaniem na to, co przyniesie, czyli na urzeczywistnienie wszystkich jego nadziei, nagrodę za wszystką jego wierność i koniec wszystkich jego smutków. Wskutek tego, wierzący tamtego czasu gotowi byli pilnie słuchać każdego nauczania, które twierdziło, że Dzień Pański, albo jest bardzo bliski albo już nastał. Z tego powodu byli oni wystawieni na niebezpieczeństwo zwiedzenia na tym punkcie, chyba że byli starannymi badaczami nauczania apostołów na ten temat.

Kościół w Tesalonikach, będąc pod wrażeniem błędnego nauczania niektórych, mówiącego, że Pan znowu przyszedł, i że oni już w Jego dniu żyją, najwyraźniej przypuszczali, że poglądy te były zgodne z nauką apostoła Pawła zawartą w pierwszym jego liście, w którym do nich pisał (1 Tes. 5:1-5), że Dzień Pański przyjdzie potajemnie, cicho i niepostrzeżenie, jak złodziej w nocy, i że chociaż inni nie będą tego świadomi, to święci w tej kwestii zostaną oświeceni.
 
Dowiedziawszy się o poważnym błędzie, w jaki popadli mniemając, że dzień obecności Pana już przyszedł, apostoł Paweł napisał do nich drugi list, którego centralną myślą było skorygowanie tego błędu. Pisał on: "Co się zaś tyczy przyjścia Pana naszego, Jezusa Chrystusa i spotkania naszego z nim, prosimy was, bracia, abyście nie tak szybko dali się zbałamucić i nastraszyć, czy to przez jakie wyrocznie, czy przez mowę, czy przez list, rzekomo przez nas pisany, jakoby już nastał [był obecny, gr. enistemi] dzień Pański. Niechaj was nikt w żaden sposób nie zwodzi; bo nie nastanie pierwej, zanim nie przyjdzie odstępstwo [gr. apostasia] i nie objawi się człowiek niegodziwości, syn zatracenia, przeciwnik, który wynosi się ponad wszystko, co się zwie Bogiem [możnowładcą] lub jest przedmiotem boskiej czci, a nawet zasiądzie w świątyni Bożej, podając się za Boga. Czy nie pamiętacie, że jeszcze będąc u was, o tym wam mówiłem? A wiecie, co go teraz powstrzymuje, tak iż się [Chrystus] objawi dopiero we właściwym czasie. Albowiem tajemna moc nieprawości [nieposłuszeństwa Chrystusowi] już działa, tajemna dopóty, dopóki ten, który teraz powstrzymuje nie zejdzie z pola. A wtedy objawi się ów niegodziwiec, którego Pan Jezus zabije tchnieniem ust swoich i zniweczy blaskiem przyjścia [obecności, gr. parousia] swego".

Paweł mógł pisać tak zdecydowanie o rozwoju Człowieka Grzechu dlatego, że badał proroctwo Daniela, do którego odniósł się też nasz Pan (Mat. 24:15), oraz dlatego przypuszczalnie, że on sam, w jego "widzeniach i objawieniach" został powiadomiony o wielkim spustoszeniu, jakie to indywiduum miało dokonać w Kościele.

Należy zwrócić uwagę, że św. Paweł nie posłużył się argumentami, jakich niektórzy, krytyczni wobec twierdzenia, że Dzień Pański się rozpoczął, skłonni są dzisiaj używać. Apostoł nie mówi bowiem: O głupi Tesaloniczanie! Czyż nie wiecie o tym, że gdy przyjdzie Chrystus, ujrzą Go wasze oczy, a uszy usłyszą przerażające dźwięki trąby Bożej, i że otrzymacie dalszy tego dowód przez otwierające się groby oraz zmartwychwstających świętych? Gdyby tego rodzaju krytyczne podejście było słuszne, że w rozpoznaniu Dnia Pańskiego tylko proste i łatwo uchwytne argumenty mogą być brane pod uwagę, to czy nie jest to oczywiste, że wówczas Paweł szybko by je sobie przyswoił? A ponadto, jeśli nie użył on takiej argumentacji, to czyż nie jest to dowodem, że ona nie jest, i być nie może, oparta na prawdzie?

Apostoł Paweł, w swym energicznym wysiłku prostowania ich błędu wniósł tylko jedno zastrzeżenie w stosunku do ich rozumowania. Okazał przez to najwyraźniej, że popiera jako prawidłowe ich ogólne poglądy na temat Dnia Pańskiego, że gdy ten dzień się rozpocznie, wielu nie będzie o tym wiedzieć i żadna zewnętrzna manifestacja nie będzie temu towarzyszyć. Jedyną podstawą jego zastrzeżenia było założenie, że najpierw miało przyjść odstępstwo, a w konsekwencji tego odstępstwa – rozwój Człowieka Grzechu, który, cokolwiek to mogło być (czy pojedyncza jednostka, czy też wielki system Antychrysta, który ona uosabia), musi powstać, rozkwitnąć i zacząć podupadać – zanim rozpocznie się dzień Pańskiej obecności.

A zatem, gdy uwzględnimy to jedno zastrzeżenie Pawła – jeżeli ujrzymy omawiane indywiduum że ono już faktycznie istnieje, i że jego historia w każdym szczególe zgadza się z proroczym opisem Człowieka Grzechu od początku jego istnienia aż do obecnego czasu, to wtedy Pawła zastrzeżenie, dobrze przyjęte w jego czasach, jako jedyne właściwe, nie jest dłużej uzasadnionym zaprzeczeniem dla obecnego twierdzenia, że żyjemy w Dniu Pańskim, dniu Pańskiej obecności.

Ponadto, jeśli Człowiek Grzechu może być bez trudu rozpoznany, jeżeli jego powstanie, rozwój i upadek można wyraźnie zaobserwować, to ten fakt staje się kolejnym dowodem potwierdzającym twierdzenia badaczy Biblii, że żyjemy obecnie w Dniu Pańskim.
 

PROROCZY OPIS CZŁOWIEKA GRZECHU

 
Ten, kto bada proroctwa zauważy, że Człowiek Grzechu jest wyraźnie odnotowany w Piśmie Świętym, nie tylko przez jasny opis jego charakteru, lecz również przez ukazanie czasów i miejsc jego początku, rozkwitu i upadku.

Nawet w imionach nadawanych przez natchnionych pisarzy, postać ta jest naszkicowana z ogromną siłą. Paweł nazywa go: "Niezbożnikiem", "Człowiekiem Grzechu", "Tajemnicą Nieprawości", "Antychrystem" i "Synem Zatracenia"; prorok Daniel używa nazwy "Obrzydliwością Spustoszenia" (Dan. 11:31; 12:11), zaś nasz Pan odnosi się do tego samego charakteru, jako "Obrzydliwości spustoszenia, opowiedzianej przez Daniela proroka" (Mat. 24:15) i znowu, jako do "Bestii" (Obj. 13:1-8). Ta sama postać ukazana została w obrazie jako mały róg (symbol władzy) na strasznej bestii, którą widział Daniel w swej wizji proroczej. Róg ten miał oczy i usta, mówiące wielkie rzeczy, osiągnął wielkie powodzenie, wypowiedział wojnę świętym i ich zwyciężał (Dan. 7:8,21).
 


 
 
Apostoł Jan też ujrzał to niebezpieczeństwo i przestrzegał przed nim Kościół, mówiąc: "Jakoście słyszeli, że antychryst przyjść ma". Jednocześnie radzi jak ujść wpływu Antychrysta (1 Jan 2:18-27). Również księga Objawienia jest w znacznej części symbolicznym proroctwem dotyczącym tego samego Antychrysta.

Te różne nazwy i krótkie opisy wskazują na postać nikczemną, wyrafinowaną, obłudną, zwodniczą, tyrańską i okrutną, która rozwinęła się wśród Kościoła Chrześcijańskiego. Na początku wpełzającą i pnącą się w górę bardzo powoli, aby nagle wybić się do władzy i wpływu aż do osiągnięcia samego szczytu ziemskiej władzy, bogactwa i chwały – w międzyczasie wykorzystując swój wpływ przeciw prawdzie i przeciw świętym, oraz, dla powiększenia swej potęgi, roszcząc sobie do ostatka pretensje do szczególnej świętości, autorytetu i władzy od Boga.

W rozdziale tym zamierzamy wykazać, że Człowiekiem Grzechu jest system, a nie pojedyncza jednostka, jak to wielu zdaje się utrzymywać. Jak Chrystus składa się z prawdziwego Pana i prawdziwego Kościoła, tak i Antychryst jest fałszywym systemem składającym się z fałszywego pana i odstępczego kościoła, któremu do czasu dozwolono wypaczać Prawdę, praktykować oszustwo i fałszywie naśladować władzę oraz przyszłe panowanie prawdziwego Pana i jego Kościoła, a także upajać narody fałszywymi roszczeniami i teoriami.

Mamy nadzieję udowodnić, ku zadowoleniu każdego sumiennego czytelnika, że ta wielka apostazja, czyli odstępstwo, wspomniane przez apostoła Pawła, miało już miejsce, i że Człowiek Grzechu rozwinął się, usiadł w "świątyni Bożej" (rzeczywistej, a nie symbolicznej), wypełnił wszelkie przepowiednie apostołów i proroków odnośnie jego charakteru i działalności itp., został objawiony i teraz, począwszy od 1799 roku, jest niszczony duchem Pańskich ust (Prawdą) i będzie doszczętnie zniszczony w rozpoczętym już dniu Pańskiego gniewu i objawienia, przez gwałtowny ogień pomsty.
 

 

Dalecy jesteśmy od lekceważenia opinii drugich, niemniej jednak uważamy za konieczne zwrócenie uwagi czytelnika na kilka absurdów związanych z powszechnym poglądem na temat Antychrysta. Czynimy to po to, aby powaga i zasadność prawdy w tym przedmiocie mogły być właściwie ocenione w kontraście do ciasnego twierdzenia, jakoby wszystko, co Pismo Święte przepowiada odnośnie Człowieka Grzechu, miało być dokonane przez jakiegoś jednego literalnego człowieka. Twierdzi się, że człowiek ten tak oczaruje cały świat, że w przeciągu kilku krótkich lat zapewni siebie hołd i uwielbienie wszystkich ludzi, którzy zostaną łatwo przekonani, że jest on Bogiem, więc odbudują świątynię w Jerozolimie, aby go czcić jako Wszechmocnego Jahwe. Wszystko to ma się dokonać w błyskawicznym tempie, trzech i pół roku, jak mówią, błędnie interpretując czas symboliczny, podobnie jak błędnie zinterpretowali oni symbolicznego "człowieka".

Żadne fikcyjne opowieści i najbardziej absurdalne wymysły dziecięce nie dorównają krańcowości poglądów niektórych szczerze wierzących ludzi, którzy potykają się o literalne rozumienie języka apostoła Pawła, a przez to zaślepiają siebie samych i innych na wiele kosztownych prawd, których, z powodu błędu jaki popełniają, nie są w stanie dostrzec w pozbawionym uprzedzenia świetle. Bez względu na to, jak dużo sympatyzujemy z ich "ślepą wiarą", skłania nas do uśmiechu wielka powaga, z jaką opowiadają o rozmaitych symbolach Księgi Objawienia, której nie rozumiejąc, błędnie odnoszą je w literalny sposób do tego ich cudownego człowieka. W obecnym, najbardziej sceptycznym wieku, jaki świat kiedykolwiek oglądał, twierdzą oni, że w przeciągu krótkiego, trzyipółrocznego okresu, będzie on miał cały świat u swoich stóp, czczący go jako Bogu, podczas gdy cezarowie, Aleksander, Napoleon, Mahomet i inni żeglowali przez krwawe morza i spędziwszy na tym wielokrotność trzech i pół roku nie osiągnęli nawet tysięcznej części tego, czego miałby dokonać ów człowiek.

Na dodatek, po stronie tych zdobywców były wszelkie korzyści wynikające z grubej niewiedzy i przesądu, gdy tymczasem dzisiaj żyjemy w warunkach najmniej sprzyjających dla takiego rozwoju oszukaństwa i podstępu; w dniu, gdy każda skryta rzecz jest ujawniana jak nigdy przedtem; w dniu, gdy propagowanie oszustwa tego rodzaju jest zbyt niedorzeczne i śmieszne, by je brać pod uwagę. Rzeczywiście, nasze czasy mają raczej tendencję do braku poszanowania dla człowieka, obojętnie jak jest dobry, utalentowany i zdolny, lub jakie urzędy zaufania i autorytetu zajmuje. Do tego stopnia jest to prawdziwe, jak nigdy przedtem, że jest tysiąc kroć bardziej prawdopodobne, że cały świat raczej zaprzeczy istnieniu jakiegokolwiek Boga, niżeli miałby czcić kiedykolwiek równą sobie istotę ludzką jako Wszechmogącego Boga.

Dla wielu, którzy rozważają ten przedmiot, wielką przeszkodą jest zarażenie się ideą ogólnie przyjętego znaczenia słowa bóg. Nie zauważają oni, że grecki wyraz theos (bóg) nie zawsze odnosi się do Jahwe. Ma on znaczenie potężnej osoby, władcy, i to szczególnie władcy religijnego lub kapłańskiego. W Nowym Testamencie słowo theos rzadko jest używane w innym odniesieniu, jak do Jahwe, a to z tej przyczyny, że apostołowie w swych dysputach rzadko i niewiele mówili o fałszywych systemach religii, wyjątkowo zatem wymieniali ich świętych władców i bogów. W tekstach podanych poniżej słowo bóg (theos) użyte jest w odniesieniu do istot innych niż jedna, najwyższa istota, Jahwe, mianowicie: Jan 10:34,35; Dz.Ap. 7:40,43; 17:23; 1 Kor. 8:5.

Rozumiejąc szeroki zakres greckiego słowa theos, zobaczymy natychmiast, że oświadczenie apostoła Pawła odnoszące się do Antychrysta, że on siądzie sobie w kościele Bożym, prezentując się być bogiem, nie musi z konieczności oznaczać, że Antychryst będzie usiłował wywyższyć się ponad Jehowę, ani nawet, że będzie próbował zająć Jehowy miejsce. Ono po prostu sugeruje, że ta jednostka przedstawi się jako władca religijny i będzie rościć pretensję do zwierzchniego autorytetu nad innymi władcami religijnymi, nawet do stopnia wywyższenia się w Kościele, który jest prawdziwą świątynią Bożą. W nim też miał rościć pretensję aby sprawować pański autorytet jako jego zwierzchnik i upoważniony władca.

Gdziekolwiek w języku greckim, słowo theos użyte jest w zdaniu w taki sposób, że jego znaczenie byłoby dwuznaczne, to wtedy, gdy odnosi się ono do Jehowy, poprzedzone jest przedimkiem; to tak jakbyśmy w języku angielskim powiedzieli "the God". W tekstach podanych wyżej oraz w rozważanym wersecie (2 Tes. 2:4) słowo theos odnoszące się do Antychrysta nie ma żadnego takiego podkreślenia.

Gdy widzimy to wyraźnie, wielki kamień obrażenia został usunięty, a umysł jest przygotowany do szukania właściwych rzeczy jako wypełnienia tej przepowiedni: nie Antychrysta, uważającego się za Jehowę i jako takiego domagającego się czci, lecz takiego, który rości sobie prawo być zwierzchnikiem, najwyższym nauczycielem religijnym w Kościele; który w ten sposób próbuje uzurpować sobie autorytet Chrystusa, z Boskiego naznaczenia Głowy, Pana i Nauczyciela.

Dosyć dziwne jest również i to, że ci, którzy literalnie tłumaczą sobie Człowieka Grzechu są ogólnie tymi, którzy wierzą w przyjście Chrystusa przed Tysiącleciem i którzy oczekują Pana "w każdej chwili, teraz". Dlaczego nie mogą oni pojąć znaczenia słów Apostoła, w których twierdzi on tak zdecydowanie, że Dzień Pański (dzień Jego obecności) nie może przyjść i nie należy go oczekiwać, zanim nie zostanie objawiony ów Człowiek Grzechu? Trzeba było ponad czterdziestu lat, aby wznieść dawną świątynię żydowską, więc wymagałoby to z pewnością co najmniej dziesięciu do dwudziestu lat aby wybudować, z większym przepychem niż poprzednia, nową świątynię w Jerozolimie, gdzie oni oczekują literalnego Człowieka Grzechu wprowadzonego na urząd i czczonego jako Bóg.

Jak zatem ci, którzy wierzą w ten sposób, mogą oczekiwać przyjścia Pana w każdej chwili, teraz! Taki pogląd jest sprzeczny zarówno z rozsądkiem, jak i apostolskim proroctwem. Sama konsekwencja domaga się tego, aby oni, albo zaniechali spodziewania się Pana w każdej chwili, albo zrezygnowali z oczekiwania Człowieka Grzechu dopiero w przyszłości. Przecież dzień obecności Pańskiej nie mógł przyjść wcześniej, zanim nie doszłoby do odstępstwa (apostazji) i zanim z owej apostazji nie rozwinie się i nie zostanie objawiony Człowiek Grzechu.

Kiedy tylko złączymy poprawne zrozumienie słów Apostoła z właściwymi pojęciami odnośnie sposobu przyjścia Pańskiego, nie znajdziemy żadnej takiej rozbieżności i sprzeczności, lecz przekonującą harmonię i stosowność. Taki właśnie pogląd zamierzamy teraz przedstawić, a czytelnik sam musi sprawdzić jego zgodność z Pismem Świętym.

Różne tytuły zastosowane do tego systemu są niewątpliwie symboliczne. One nie odnoszą się jako imiona do pojedynczej osoby, lecz stanowią szkice charakteru skażonej kombinacji religijno-świeckiej, rozwiniętej w obrębie nominalnego kościoła chrześcijańskiego, która przez swoją misterną konkurencję względem Chrystusa, Głowy, i Jego prawdziwego Kościoła, Jego ciała, dobrze zasłużyła sobie na imię Antychrysta.

Tylko taki system, a nie jednostka, mógłby wypełnić wszystkie przepowiednie odnoszące się do Antychrysta, czyli Człowieka Grzechu. Jest też rzeczą oczywistą, że tym Antychrystem nie jest żaden z pogańskich systemów religijnych, takich jak Islam, czy Braminizm, gdyż kościół chrześcijański nigdy nie był pod kontrolą żadnego takiego systemu, ani też żaden z tych systemów nie wywodził się z kościoła chrześcijańskiego. Religie te są i zawsze były niezależne od kościoła chrześcijańskiego.

System, który by w pełni odpowiadał natchnionemu opisowi, musi być z wyznania chrześcijański i musi obejmować dużą większość tych, którzy mienią się być chrześcijanami. Musi być on zapoczątkowany jako apostazja, czyli odpadanie od prawdziwej wiary chrześcijańskiej – jako apostazja również, która była utajona i ukradkowa, do chwili, gdy sprzyjające okoliczności pozwoliły na przejęcie władzy. Jego ukradkowy początek pojawił się za dni apostołów, w pragnieniu niektórych nauczycieli by być największymi.

Nie potrzebujemy długo szukać, aby znaleźć indywiduum, które doskonale pasuje do wszystkich wymagań. Przekonamy się, jak jeden z zapisów, autorstwa świeckich historyków oraz jego własnych zwiedzionych sług, zgadza się dokładnie z proroczymi opisami Antychrysta. Jeśli jednak powiemy, że tym systemem i jedynie tym, którego historia odpowiada proroctwom, jest papiestwo, to niechaj nikt o nas mylnie nie rozumie, że uważamy, iż każdy rzymsko-katolik jest człowiekiem grzechu, albo iż księża, czy nawet papieże Kościoła Rzymskiego są, lub byli, Antychrystem. Żaden człowiek nie jest "onym Antychrystem", "Człowiekiem Grzechu" opisanym w proroctwie. Papieże, biskupi i inni są, co najwyżej, jedynie częściami, czyli członkami systemu Antychrysta, podobnie jak wszyscy z Królewskiego Kapłaństwa są jedynie członkami prawdziwego Chrystusa, którego Głową jest Jezus. W taki sam sposób ukazani są oni razem, podczas wieku Ewangelii, w figurze proroka Eliasza, chociaż żaden z nich nie jest przepowiedzianym Eliaszem lub Chrystusem.

Zauważmy, dalej, że Kościół Rzymski, jako jedynie eklezjastyczny system, nie jest "Człowiekiem Grzechu" i nigdy nie jest przedstawiany pod figurą mężczyzny. Przeciwnie, zawsze niewiasta użyta jest jako symbol kościoła oddzielonego od pana i głowy. Prawdziwy Kościół symbolizowany jest przez "czystą pannę", podczas gdy kościół odstępczy, który odpadł od pierwotnej czystości i wierności Panu, jest symbolicznie zwany "nierządnicą". Kościół, jako rzeczywista "dziewica", miał trwać w swym dziewiczym stanie aż do końca wieku, i być wtedy połączony z jego Panem i przybrać Jego imię – Chrystus. Odstępczy kościół przeto nie był Antychrystem, czyli Człowiekiem Grzechu, wcześniej, aż zjednoczył się ze swym panem i głową, papieżem, domniemanym namiestnikiem Chrystusa, i stał się wtedy religijnym cesarstwem, fałszywie zwanym chrześcijaństwem, czyli królestwem Chrystusa.

Wyraz papiestwo jest zatem nazwą tego fałszywego królestwa, zbudowanego na mylnie zastosowanej prawdzie, że Kościół będzie nazwany królewskim kapłaństwem Bogu i będzie królować na ziemi. Wiek Ewangelii nie miał być jednak czasem jego panowania. Wiek ten nie był przeznaczony na ten cel, lecz na wybór, rozwój, ćwiczenie, upokorzenie i ofiarowanie Kościoła, podążającego śladami swego Pana, cierpliwie czekającego i trwającego aż do czasu naznaczonego na obiecane wywyższenie i chwalebne panowanie – wieku Tysiąclecia.

Pan przewidział, że to nominalne chrześcijaństwo rozprzestrzeni się na cały świat, stanie się popularne i będzie przyjęte przez wielu, którzy ocenią jedynie formę, bez zagłębiania się w ducha jego instytucji. Przewidział On też, że w miarę jak rzesze ludzi tej kategorii będą identyfikować się z Kościołem, to wraz z nimi pojawi się duch światowości, który jest przeciwny duchowi samozaparcia i samo-ofiarowania. Uprzedził, że nie potrwa długo, gdy samolubstwo, pragnienie by być wielkim i żądza władzy pochwycą swoje sposobności, i że w taki sposób Kościół będzie się starał o to, by dominować w świecie przed czasem. Albo raczej, że doczesny element, dostawszy się do Kościoła, zdobędzie wpływ tak odczuwalny, że w imię prawdziwego Kościoła ujmie ziemską władzę, którą Bóg oddał poganom, i która nie mogła przejść w ręce prawdziwego Kościoła wcześniej aż Czasy Pogan zakończą się (1914) i zostaną całkowicie usunięte.

I tak też się stało. Nominalny kościół zaczął popadać w odstępstwo, w miarę jak rósł w liczbę pod wpływem nauczania i przykładu ambitnych ludzi, których idee w coraz większym stopniu sprzyjały ubieganiu się o władzę i światowy wpływ, czyli tendencjom, które niosły ze sobą liczba i bogactwo. Stopniowo duch Kościoła stawał się światowy i rosło pożądanie rzeczy tego świata.

Ambicja podsuwała myśl: "Gdyby głównym zadaniem wielkiego Imperium Rzymskiego, z całą jego władzą i wpływem, jego armiami i bogactwem, było wspieranie Kościoła, jakże zaszczytną i szlachetną rzeczą byłoby wtedy być chrześcijaninem! Jakże prędko mogłyby wtedy ustać prześladowania ze strony pogan! A wtedy to my bylibyśmy u władzy, aby nie tylko ich onieśmielić, ale również wymusić na nich trzymanie się kościoła, krzyża i imienia Chrystusowego. Na pewno nie jest to zamiarem Bożym, aby Kościół już zawsze podlegał światu i był przez niego prześladowany. Wszak Apostoł napisał: Czyż nie wiecie, iż święci będą sądzili świat?, a obietnicą naszego Pana było, że będziemy z Nim królować. Poza tym wiele proroctw odnoszących się do panowania Kościoła jasno wykazuje, że taki jest Boski plan.To prawda, że Apostoł pisał, iż nasz Pan musi pierwej powrócić i wywyższyć Kościół, i że napominał On, abyśmy czekali na Niego, ale minęło już tyle stuleci i nie widzimy żadnych znaków Pańskiego przyjścia. Musimy uznać, że apostołowie do pewnego stopnia popełnili omyłkę. Dla nas wydaje się to być wyraźne, że powinniśmy użyć wszelkich środków, by uchwycić ster cywilnego rządu i zdobyć świat dla Pana. Musi również i to być, aby Kościół miał widzialną głowę – kogoś, kto byłby przedstawicielem nieobecnego Pana i kto reprezentowałby Kościół przed światem; kogoś, kto odbierałby hołd od świata, wykonując autorytet Chrystusa i rządząc świat laską żelazną, według słów proroka Dawida".

W ten sposób, stopniowo, przez powolny proces rozumowania ciągnący się przez stulecia, prawdziwa nadzieja Kościoła na wywyższenie do władzy i przywileju błogosławienia świata w czasie drugiego przyjścia Pana została utracona z oczu, a jej miejsce zajęła nowa nadzieja: nadzieja sukcesu bez Pana, pod przywództwem i kierunkiem kolejnych papieży. I tak, przez zmowę, snucie intrygi i wymianę uprzejmości ze światem nadzieja Kościoła stała się nadzieją fałszywą, zwodniczą pułapką, przez którą Szatan prowadził od jednego zła i błędu do drugiego, zarówno w doktrynie, jak i praktyce.

Punkt krytyczny, w którym apostazja rozwinęła się w "Człowieka Grzechu", został osiągnięty wtedy, kiedy papieska hierarchia wywyższyła się pod kierunkiem zorganizowanej linii papieży, kiedy zażądała i usiłowała przejąć władzę nad ziemią w imieniu Tysiącletniego Królestwa Chrystusa, którym mieniła się być. Było to fałszywe, oszukańcze roszczenie, bez względu jak mocno niektórzy jego zwolennicy w nie wierzyli. Było to oszukańcze, sfałszowane królestwo, niezależnie od tego, jak szczere mogły być intencje niektórych jego organizatorów i popleczników. Był to Antychryst, bez względu na to, jak dużo oni twierdzili i uwierzyli, że była to chwała, królestwo i władza na ziemi prawdziwego Chrystusa. Błędnym jest mniemanie, że jeśli ktoś jest sumienny, to zawsze ma rację. Każdy błędny system ma niewątpliwie wielu sumiennych choć zwiedzionych wyznawców, ale tyle samo lub więcej hipokrytów. Sumienność oznacza uczciwość moralną i nie zależy od wiedzy. Poganin, wprowadzony w błąd, w zgodzie z swoim sumieniem składa hołd i ofiary bałwanom. Wprowadzony w błąd Saul sumiennie prześladował świętych. I tak też, wielu papistów, źle poinformowanych, w zgodzie z sumieniem zadawało gwałt proroctwom, prześladowało prawdziwych świętych i zorganizowało wielki system Antychrysta.

Przez setki lat papiestwo zwodziło królów ziemi pod względem jego władzy i roszczeń, rzekomo z Boskiego upoważnienia, oraz panowało nad nimi. Ale nie tylko. System ten posunął się do tego, że nawet w Kościele, Świątyni Boga, gdzie tylko Chrystus winien być uznawany za Głowę i Nauczyciela, rozsiadł się i ogłosił się być jedynym nauczycielem i prawodawcą. Tutaj zwiódł on wszystkich, z wyjątkiem niewielu, przez swoje fenomenalne powodzenie i chełpliwe roszczenia. "Cały świat się dziwował" – mieszkańcy ziemi zdumieli się, zostali zwiedzeni i oszołomieni – "których imiona nie są zapisane w księgach żywota Baranka", a wielu tych, których imiona są tam zapisane, jako świętych Boga, popadło w poważne zakłopotanie.

Złudzenie to było tym silniejsze, że ambitne plany formowały się stopniowo, bardzo powoli, a ich realizacja była jeszcze bardziej stopniowa i powolna. Ciągnęło się to całe wieki i działało potajemnie, jako ambicja, już w czasach apostoła Pawła. Był to proces stopniowego dodawania błędu do błędu – uzupełnianie ambitnych oświadczeń jednego człowieka myślami drugiego i jeszcze innych, i tak szło w miarę upływu czasu. W taki podstępny sposób, Szatan sadził i podlewał nasiona błędu, i rozwijał największy i najbardziej wpływowy system, jaki świat znał kiedykolwiek – system Antychrysta.
 

ZNACZENIE SŁOWA ANTYCHRYST

 
Słowo "Antychryst" ma dwojakie znaczenie. Pierwsze z nich brzmi: przeciwko Chrystusowi (tj. w opozycji do Chrystusa), zaś drugie – zamiast Chrystusa (tj. fałszywa imitacja Chrystusa). W pierwszym wypadku słowo to ma ogólny sens i może odnosić się do wszystkich wrogów sprzeciwiających się Chrystusowi. W tym sensie Saul (później nazwany Pawłem), każdy Żyd, muzułmanin, i wszyscy pogańscy cesarze i lud Rzymu, byli antychrystami – przeciwnikami Chrystusa (Dz.Ap. 9:4).

Jednakże Pismo Święte nie używa imienia Antychryst w takim znaczeniu. Pomija ono wszystkich tego typu nieprzyjaciół i stosuje termin Antychryst w drugim z podanych znaczeń, mianowicie – przeciwko, ale w znaczeniu przeinaczania, fałszowania, zajmowania miejsca prawdziwego Chrystusa. Jan wyraża to w następujący sposób: "A jakoście słyszeli, że [ów] antychryst przyjść ma, i teraz wiele antychrystów powstało" (1 Jana 2:18,19). [Język grecki odróżnia owego jednego szczególnego Antychrysta od wielu pomniejszych.] Dalszy komentarz św. Jana dowodzi, że nie miał on na myśli wszystkich oponentów Chrystusa i Kościoła, ale pewną grupę, która wyznając swą przynależność do Ciała Chrystusowego, Kościoła, porzuciła fundamentalne zasady Prawdy. Dlatego też nie tylko przekręcała ona Prawdę, ale w oczach świata zajmowała miejsce Chrystusa, nosząc Jego imię. W taki sposób udawała ona prawdziwych świętych. Św. Jan mówi o nich: "Z nas wyszli, ale nie byli z nas" – oni nie są naszymi przedstawicielami, choćby nawet oszukiwali samych siebie i świat pod tym względem. W tym samym liście św. Jan oświadcza, że ci, o których wspomina, jako o wielu antychrystach, posiadają ducha onego Antychrysta.

Tutaj zatem jest to, czego winniśmy byli oczekiwać, i co naprawdę znajdujemy w papiestwie: ono nie sprzeciwia się imieniu Chrystusa, lecz jest wrogiem, oponentem Chrystusa w tym, że fałszywie nosi Jego imię, fałszywie naśladuje Jego królestwo i autorytet, a także w nieprawdziwym świetle przedstawia Jego charakter, plan i nauki przed światem. Taki wróg jest rzeczywiście najbardziej jadowitym nieprzyjacielem i przeciwnikiem, daleko gorszym od otwartego wroga. Taka jest prawda, i należy o tym pamiętać, mimo że niektórzy z tych, którzy należą do tego systemu, pobłądzili w szczerości swych intencji, a w nim będąc "zwodzą, będąc sami zwiedzeni".

Z tymi wiadomościami na temat tożsamości i charakterystyk Człowieka Grzechu, wiedząc kiedy, gdzie i w jakich okolicznościach należy go szukać, przejdziemy dalej do zbadania niektórych historycznych dowodów, które udowadniają, ponad wszelką uzasadnioną wątpliwość, że wszystkie przepowiednie odnoszące się do Antychrysta wypełniły się w systemie papieskim, w stopniu i wymiarze, które nigdy nie mogą się powtórzyć. Musimy to wszyscy przyznać, żyjąc w dzisiejszej dobie oświecenia. Szczupłość miejsca zmusza nas do zamieszczenia zaledwie skrótu ogromnej masy historycznego świadectwa. Ograniczymy się przy tym do historyków o potwierdzonej rzetelności historycznej, sięgając niejednokrotnie do świadectwa i wyznań pisarzy rzymsko-katolickich.
 

OKOLICZNOŚCI POWSTANIA CZŁOWIEKA GRZECHU

 
WIELKIE ODSTĘPSTWO. Zapytujemy najpierw, czy historia światowa odnotowuje wypełnienie proroctwa apostoła Pawła o wielkim odpadaniu od pierwotnej prostoty, czystości doktryn i życia Kościoła chrześcijańskiego oraz o tajemnym działaniu niegodziwego, ambitnego wpływu w kościele w okresie poprzedzającym powstanie papiestwa, Człowieka Grzechu, to znaczy, przed uznaniem papieża za głowę kościoła?

Odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak. Hierarchia papieska powstała dopiero kilka wieków po tym, gdy Chrystus i apostołowie założyli Kościół. O okresie dzielącym oba te wydarzenia czytamy:

"W miarę wzrostu kościoła w liczbę i bogactwo, wznoszono kosztowne budowle przeznaczone na miejsca kultu. Nabożeństwa stawały się coraz bardziej wyszukane, a rzeźby i malowidła wprowadzono do wspomagania religijności. Relikwie świętych i męczenników pielęgnowano jako święte dziedzictwo; ceremonie religijne zostały pomnożone; kościół pod władzą chrześcijańskich cesarzy [w czwartym wieku] z bogatymi strojami kleru oraz imponującymi ceremoniami, przyjął wiele z okazałości i zewnętrznego splendoru który należał do pogańskiego systemu, i który zastąpił".
Historia powszechna Fishera, str. 193

Inny pisarz mówi: "Jednocześnie ze ustanowieniem [chrześcijaństwa jako religii cesarstwa w czwartym wieku] postępowała wielka i powszechna korupcja, która pojawiła się już dwa wieki wcześniej. Przesąd i ciemnota dały klerowi władzę, której użył do pomnożenia swej wielkości". Historia powszechna White’a, str. 156

Rapin zaś zauważa: "W piątym wieku chrześcijaństwo zostało upodlone przez wielki napływ ludzkich pomysłów. Prostota jego rządu i dyscyplina zostały zredukowane do systemu władzy klerykalnej, zaś wielbienie Boga skażone ceremoniami zapożyczonymi z pogaństwa".

Mosheim w swej "Historii chrześcijaństwa" śledzi odpadanie Kościoła od jego pierwotnej prostoty i czystości, krok po kroku, w dół ku głębszej degradacji, która doszła szczytu w rozwinięciu "Człowieka Grzechu". Czy rozpoznał on Antychrysta, czy nie, z jego pism nie wynika, niemniej jednak w mistrzowski sposób prześledził działanie "Tajemnicy Nieprawości" w Kościele aż do początku czwartego wieku. Jego dalszą pracę przerwała nagła śmierć. Ograniczona ilość miejsca nie pozwala nam tu przytoczyć fragmentów jego wspaniałego i obszernego dzieła, lecz pragniemy je w całości polecić jako wysoce pouczające w rozważanym przez nas przedmiocie.

Z książki Lorda "Stary rzymski świat" cytujemy krótki i znaczący szkic historii kościoła pierwszych czterech wieków, który wyraźnie i zwięźle ukazuje stopniowy jego upadek oraz szybkie zwyrodnienie po usunięciu przeszkody, o której wspomina Apostoł. Pisze on:

"W pierwszym wieku wśród powołanych nie znalazło się wielu mądrych i szlachetnie urodzonych. Żadne wielkie imiona nie zostały nam przekazane, żadnych filozofów, mężów stanu, szlachty, generałów, gubernatorów, sędziów czy urzędników. W pierwszym wieku chrześcijanie nie byli na tyle znamienitymi ludźmi, by mogli byli powszechnie prześladowani przez rząd. Nie ściągnęli na siebie nawet publicznej uwagi. Nikt przeciw nim nie pisał, nawet greccy filozofowie. Nie czytamy o żadnych protestach lub mowach obronnych ze strony samych chrześcijan. W swych szeregach nie posiadali oni żadnych wielkich, ani pod względem wiedzy, ani talentów, ani bogactwa, ani pozycji społecznej. Nic w historii nie jest bardziej jałowe niż kronika Kościoła w pierwszym wieku. Jednak nowo-nawróceni mnożyli się w każdym mieście, a tradycja wskazuje na męczeństwo tych, którzy byli znaczniejsi między nimi, w tym prawie wszystkich apostołów.

W drugim wieku nie ma większych imion, jak Polikarp, Ignacy, Justyn Męczennik, Klemens, Melito i Apoloniusz, cichych biskupów lub nieustraszonych męczenników, którzy przemawiali do wiernych w wieczernikach i którzy nie posiadali żadnych światowych godności, sławnych jedynie dla ich świątobliwości i prostoty charakteru, a wspominanych jedynie ze względu na ich cierpienia i wiarę. Czytamy o męczennikach, niektórzy z nich napisali cenne rozprawy i apologie, lecz nie znajdziemy wśród nich żadnych ludzi wyższego stanu. W oczach wielkiego świata i władzy bycie chrześcijaninem było czymś haniebnym. Wczesna literatura chrześcijańska jest głównie apologetyczna, a charakter jej nauki jest prosty i praktyczny. W Kościele były kontrowersje, intensywne życie religijne, wielkie działania, wielkie cnoty, nie było natomiast żadnych konfliktów zewnętrznych, żadnej historii świeckiej. Jeszcze wtedy nie atakowali oni rządu ani wielkich instytucji społecznych cesarstwa. Była to mała społeczność czystych i niewinnych ludzi, którzy nie mieli aspiracji, aby owładnąć społeczeństwem. Lecz z czasem zwrócili na siebie uwagę rządu, który uznał, że ma dosyć powodów, by ich prześladować. Postrzegano ich jako fanatyków, którzy usiłują zniszczyć poszanowanie dla istniejących instytucji.
 

[Kościół zorganizował się w celu zdobycia władzy]

 
"W tym wieku [drugim] ustrój kościoła został po cichu zorganizowany. Pojawiły się zorganizowane formy społeczności członków. Zwiększyły się wpływy biskupów, nie w społeczeństwie, ale wśród chrześcijan. Ustanowiono podział na diecezje i parafie. Zróżnicowano pozycję biskupów miejskich i wiejskich. Delegaci kościoła zbierali się, aby dyskutować nad zagadnieniami wiary czy też powstrzymywać rodzące się herezje. Rozwinął się system diecezjalny i zaczęła się centralizacja kościoła. Poczęto zaliczać diakonów do wyższego kleru. Ukuto broń ekskomuniki. Podjęto działalność misyjną. Tworzono święta kościelne. Wiele wiodących umysłów epoki przyjmowało poglądy gnostyckie. Regularnie nauczano wiary w szkołach katechetycznych. Wielkiego znaczenia nabrały ceremonie chrztu i sakramentów. Popularne stało się życie klasztorne. Tak oto kościół kładł fundamenty pod przyszły ustrój i władzę.

Trzeci wiek zastał kościół jako instytucję bardziej potężną. W większych miastach imperium zgromadzały się synody. Rozwinięto system metropolitalny. Kanony kościoła zostały zdecydowanie wyliczone. Wielkie szkoły teologiczne przyciągały badawcze umysły. Dogmaty zostały usystematyzowane [tzn. określone, ograniczone i sformułowane w creda i wyznania wiary]. Chrystianizm rozprzestrzenił się tak szeroko, że musiało to skończyć się albo prześladowaniami, albo legalizacją. Wielcy biskupi sprawowali władzę nad rozwijającym się kościołem. Wielcy doktorzy [teologii] spekulowali na temat problemów [tak zwanej filozofii i nauki], którymi żyły szkoły greckie. Budowle kościelne zostały powiększone. Ustanowiono święta dla uczczenia męczenników. Kościół postępował szybko ku stanowisku, które zmusiło świat do zwrócenia nań uwagi.

Nie stało się to wcześniej aż w czwartym wieku – gdy ustały już cesarskie prześladowania, gdy chrześcijaństwo przyjął [rzymski cesarz] Konstantyn, gdy Kościół sprzymierzył się z Państwem, gdy pierwotna wiara została skażona, kiedy przesądy i próżna filozofia przeniknęły w szeregi wiernych, gdy biskupi stali się dworzanami, kiedy kościoły stały się bogate i wspaniałe, gdy synody dostały się pod wpływy polityczne, gdy monachiści [mnisi] ustanowili fałszywe zasady cnoty, gdy polityka i dogmatyka poszły ręka w rękę, a cesarze wymuszali dekrety soborów [kościoła] – że do kościoła przyłączyli się ludzie wyższego stanu. Gdy tylko chrześcijaństwo stało się religią dworu i klas uprzywilejowanych, zaczęło być ono używane do popierania wszelkich form zła, przeciwko którym pierwotnie występowało.

Kościół nie tylko przesiąkł błędami filozofii pogańskiej, lecz przyjął wiele ceremonii kultów wschodnich, zarówno drobiazgowych, jak i wspaniałych. Kościoły czwartego wieku były już równie imponujące, co świątynie bałwochwalstwa. Święta stały się częste i olśniewające.

Lud lgnął do nich, gdyż zapewniały radosne podniecenie i uwolnienie od ciężkiej pracy. Cześć dla męczenników dojrzała do wprowadzeniem obrazów – późniejszego źródła powszechnego bałwochwalstwa. Chrześcijaństwo zostało przyozdobione wystawnymi ceremoniami. Cześć dla świętych zaczęła zamieniać się w ich ubóstwianie, a przesąd uczynił z matki Jezusa przedmiot absolutnego uwielbienia. Stoły do komunii upodobniły się do imponujących ofiarniczych ołtarzy żydowskich, a relikwie męczenników były przechowywane jako święte amulety. Życie klasztorne przerodziło się w wielki system pokuty i w rytuały wyrażania skruchy. Zastępy mnichów udawały się do ponurych i odludnych miejsc, gdzie oddawali się śpiewom, postom i pokucie. Był to gatunek ludzi ponurych i fanatycznych, którzy nie dostrzegali praktycznych celów życia.

Kler, ambitny i światowy, gonił za stanowiskami i wyróżnieniami. Cisnęli się nawet do dworów książęcych i ubiegali się o doczesne honory. Nie byli już dłużej wspierani dobrowolnymi datkami wiernych, ale żyli z rządowych pensji lub z własności dziedziczonych po starych [pogańskich] świątyniach. Przez ludzi bogatych były czynione wielkie zapisy spadkowe na rzecz Kościoła i przez kler potem kontrolowane. Zapisy te stały się źródłem niewyczerpanego bogactwa. W miarę jak bogactwo rosło i było powierzane klerowi, stawał się on coraz bardziej obojętny na potrzeby ludzi, nie będąc dłużej przez nich utrzymywany. Był coraz bardziej leniwy, arogancki i niezależny. Lud został odsunięty od zarządzania kościołem. Biskup stał się wielką osobistością, która kontrolowała i wyznaczała jego kler. Kościół sprzymierzył się z państwem, a dogmaty religijne były narzucane mocą urzędniczego miecza.

Ustanowiona została imponująca wielostopniowa hierarchia zwieńczona biskupem Rzymu. Cesarz decydował w sprawach wiary, a kler został zwolniony od wszelkich obciążeń państwowych. Napływ kandydatów na urzędy kapłańskie był ogromny, odkąd kler władał wielką władzą i stał się tak bogaty. Ludzie byli wynoszeni na wielkie stolice biskupie [biskupstwa] nie dla ich pobożności czy talentów, ale dla ich wpływu u wielkich ludzi. W degradującym związku z państwem misja kościoła została stracona z oczu. Chrześcijaństwo stało się widowiskiem, przywiązaniem do rytuałów, ramieniem państwa, próżną filozofią, przesądem i formułą".

A zatem wielkie odstępstwo od wiary, przewidziane przez apostoła Pawła, jest ustalonym faktem historycznym. Dają temu wyraz wszyscy historycy, nawet ci, którzy zgadzają się na takie przejęcie władzy i wychwalają pod niebiosa głównych aktorów tej intrygi. To odstępowanie, przez okres wielu wieków, było tak stopniowe, że żyjącym wtedy ludziom było znacznie trudniej je zaobserwować niż nam, którzy widzimy je jako całość. Tym bardziej było ono zwodnicze, że każdy krok organizacyjny i każdy postęp w kierunku zdobycia wpływu i władzy w kościele i nad światem był czyniony w imieniu Chrystusa, rzekomo by Go uwielbić i wypełnić plany zapisane w Piśmie Świętym. Tak rozwinął się wielki Antychryst – najbardziej niebezpieczny, najbardziej wyrafinowany i najbardziej uporczywy przeciwnik prawdziwego chrześcijaństwa, najbardziej krwawy prześladowca prawdziwych świętych.











 
Dodał: Andrzej
Popularne artykuły
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 2 z 2
Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan   (ciąg dalszy artykułu)   Twierdzenia Palestyńczyków   Twierdzenia palestyńskiego, że ...dalej
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 1 z 2
    Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan     Wstęp     Nie zdarzyło się nigdy przedtem, aby ...dalej
Gromadzenie sił na Armageddon
"Albowiem przyszedł dzień on gniewu i któż się ostać może" Obj. 6:17     Księgę Objawienia Bóg dał, jak ...dalej
Wychowanie jezuickie
Wyjątki z traktatu Stanisława Szczepanowskiego pt. "Idea polska wobec prądów kosmopolitycznych". Lwów, Towarzystwo Wydawnicze 1901, ...dalej
Antychryst. Jego ostateczny koniec
OSTATECZNY KONIEC ANTYCHRYSTA WIDZIANY W 1889 ROKU     Prześledziliśmy historię papiestwa aż do obecnych czasów, do Dnia Pańskiego ...dalej
ANARCHIA - Symboliczny ogień, którym kończy się stary świat
"A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ...dalej
Dzień Sądu
W kwestii dzieła sądu w przyszłym wieku wielu ludzi posiada bardzo pomieszane pojęcia. Popularny pogląd ...dalej
Apokalipsa (rozdział 17)
Opinia T.Ch. Russella na temat siedemnastego rozdziału   "Brat Russell mówił, że ... tego rozdziału nie można ...dalej
Izrael. Od Abrahama do Chrystusa (3)
W poniższym rozdziale podano skrótowy przegląd wydarzeń w historii Izraela, od czasu patriarchy Abrahama do ...dalej
Plagi egipskie - Dziewiąta i dziesiąta (6 z 6)
DZIEWIĄTA PLAGA EGIPSKA – CIEMNOŚCI 2 Mojżeszowa 10:20-29     "Rzekł więc Pan do Mojżesza: Wyciągnij rękę swoją ku ...dalej
Archiwum
Etykiety
Trzy Biada Copyright © 2011 Artykuły   Articles   Wprowadzenie   Warto zobaczyć   Kontakt
projekt graficzny cefau wykonanie eball