TrzyBiada.pl
29
SIE
0
1644
Lubię to


„A przetoż pośle im Bóg skutek błędów, aby wierzyli kłamstwu, aby osądzeni byli wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale sobie upodobali niesprawiedliwość” (2 Tessal. 2: 11,12).

Już ponad trzydzieści lat minęło od czasu, gdy Polską wstrząsnęła gwałtowna zmiana ustrojowa, ale następstwa tego faktu, postrzegane na scenie politycznej i w życiu społecznym, muszą pobudzać do bardzo smutnych refleksji.

Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to obalono komunizm, społeczeństwo polskie ogarnęła euforia. Oto nareszcie upadł totalitarny system, którego polityka podporządkowana ideologii pochłaniała ogromne zasoby kraju, uniemożliwiając jego normalny rozwój. Ci, którzy umiejętnie wykorzystali społeczeństwo dla osiągnięcia takiego celu, łatwo rozbudzili w nim naiwne nadzieje, że od tej pory będzie już tylko lepiej, że solidarność, braterstwo i chrześcijańskie wartości pomogą zbudować w Polsce ojczyznę szczęśliwych ludzi, że znajdzie ona należne jej miejsce w rodzinie państw europejskich. Wejście do Unii Europejskiej i NATO spotęgowało jeszcze te nadzieje, a miliardy euro, które zaczęły płynąć do kraju zdawały się potwierdzać spełnienie tych wszystkich marzeń. Kraj zaczął pięknieć w oczach, a byt materialny tych, którzy mieli zapewnioną pracę stale się poprawiał.

Z czasem jednak, zaczęła wychodzić na jaw prawda, że to nie interes robotników mieli na względzie przywódcy akcji przeciwko komunizmowi. Solidarność dawnych dysydentów skończyła się bardzo szybko i ustąpiła zażartej walce o władzę i intratne stanowiska. Świat pracy zaczął się budzić z naiwnej mrzonki i doświadczać na sobie zapomnianej lekcji, czym jest kapitalizm. Polski proletariusz zobaczył, jak niewiele znaczy dla prywatnego przedsiębiorcy i jak łatwo może być zastąpiony przez licznych konkurentów. Troska o los rodziny kazała mu odtąd coraz częściej zaciskać zęby i w pokorze znosić kaprysy pracodawców o wątpliwym nieraz morale. Historyczne uwarunkowania postawiły Polskę w rzędzie dość biednych krajów europejskich. Gdy więc teraz znalazła się na czele nagłej transformacji ustrojowej, bez większych zasobów materialnych, bez przygotowania i doświadczenia, poniosła ona ogromne straty w konfrontacji z powracającym dzikim kapitalizmem.. Skutkiem tego nastąpiło gwałtowne zadłużenie kraju i ogromny odpływ kapitału za granicę. Spowodowało to wzrost bezrobocia i konieczność kolejnych redukcji zdobyczy socjalnych. Zaczęła się mnożyć przestępczość i wielkie afery gospodarcze. Coraz bardziej ubożejące społeczeństwo stawało się powszechnym tłem dla tych nielicznych, którzy bogacili się nad miarę. Nic zatem dziwnego, że zwykłych ludzi zaczęła ogarniać coraz większa fala rozczarowania i niezadowolenia. Zaczyna do nich docierać, że tak naprawdę, to nic im obalenie komunizmu nie dało.

Jak to możliwe, zapyta szczery chrześcijanin, że dzieje się to w nadzwyczaj religijnym państwie, którego przywódcy postawili na pierwszym miejscu wartości chrześcijańskie, a prawie każdy polityk twierdzi, że dla niego liczy się tylko Bóg, honor i ojczyzna. Wszędzie wiszą krzyże, a politycy od samego początku powierzyli wolną już Polskę opiece Matki Bożej Jasnogórskiej. Spędzają dużo czasu na modlitwach i kościelnych uroczystościach oraz otaczają się doradcami z Kościoła Rzymsko-katolickiego. W minionym dwudziestoleciu zbudowano na potrzeby polskich katolików setki kościołów, aby wierni mogli się w nich uczyć jak najlepiej służyć Bogu i ojczyźnie. Nawet szkoły zapełniły się katechetami, co zdawało się gwarantować wychowanie młodzieży w duchu chrześcijańskim

Tymczasem rzeczywistość jest bardzo różna od życzeń i nie trudno zauważyć, że atmosfera, którą oddycha polskie społeczeństwo jest daleka od chrześcijańskiej.
 

Dlaczego nic nie wychodzi?
 

"Lecz niezbożnemu rzekł Bóg: Cóż ci do tego, że opowiadasz ustawy moje, a bierzesz przymierze moje w usta twoje? Ponieważ masz w nienawiści karność i zarzuciłeś słowa moje za się" (Ps. 50:16,17).

U podstaw wszystkich niepowodzeń krajów, które uważają się za chrześcijańskie, legła fałszywa teoria, że kościół wraz z świeckimi władcami tego świata ma boskie upoważnienie do panowania na ziemi już teraz, bez czekania na drugie przyjście Chrystusa. Krótko po śmierci Apostołów, pojawili się "chrześcijańscy" myśliciele, Cyprian, Augustyn i inni, którzy swoimi teoriami położyli podwaliny pod budowę "Państwa Bożego". Pismo Święte wyraźnie uczy, że Kościół będzie rządził światem z nieba, że "królowie i kapłani" tego rządu musieli wpierw rozwinąć prawdziwie chrześcijański charakter, umrzeć i we śnie śmierci czekać na drugie przyjście Chrystusa. "Ożyli i królowali z Chrystusem tysiąc lat" (Obj. 20:4).

Narzucenie ogółowi ludzi ideałów "wąskiej drogi", przeznaczonych wyłącznie dla wyboru "Małego Stadka" - prawdziwego Kościoła, wprowadziło Chrześcijaństwo w wielkie sprzeczności i zamieszanie graniczące wręcz z obłędem. Było to od początku wyrachowane działanie przywódców świeckich i religijnych. Dopilnowali tego, aby w chrześcijaństwie, przyjmowanym jako religia państwowa, znalazły się nauki wzbudzające w poddanych paraliżujący strach przed jakimkolwiek nieposłuszeństwem. W tym celu przeszczepiono z pogaństwa na grunt chrześcijaństwa teorie o rzekomej nieśmiertelności duszy i straszliwych karach dla opornych, wykonywanych za życia przez stosy "Świętej Inkwizycji", po śmierci zaś przez wieczne płomienie piekła podsycane przez ogniotrwałych demonów. Takie potworności położono na sumienia prostych, niepiśmiennych ludzi, którzy nie mieli szans zajrzeć do Pisma Świętego i przekonać się, że Bóg jest miłością, i że przez ofiarę swojego Syna przygotował dla wszystkich ludzi wybawienie w czasach naprawienia wszechrzeczy. Taki nieszczęsny stan utrzymywał się przez długie stulecia.

Sytuacja zmieniła się zasadniczo, gdy wszechwładza papiestwa została skruszona a rosnące oświecenie zaczęło budzić narody do świadomości przysługujących im praw i przywilejów. Odtąd rządzenie narodami i utrzymanie spokoju społecznego stawało się dla władz coraz trudniejszym zadaniem. Ideologiczne środki oddziaływania na serca i umysły ludzkie, religijne i świeckie, wyczerpały się. Oprócz najstarszego pokolenia mało kto zwraca na nie uwagę. Stosowanie przemocy jest coraz mniej brane pod uwagę wobec potęgi mas ludzkich zdolnych połączyć się natychmiast w zgodnym działaniu dzięki środkom porozumiewania się i komunikacji.

Społeczeństwo wybiera demokratycznie spośród siebie najmądrzejszych i najzdolniejszych ludzi aby kierowali państwem, ale jest rzeczą oczywistą, że rzeczywistość tego świata przerasta ich możliwości, bez względu na to, czy są to rozsądni ludzie lewicy, czy prawicy. Nie można powiedzieć społeczeństwu prawdy, bo natychmiast wybuchłaby rewolucja i anarchia. Ponieważ prawdziwa wiara w Boga i chociaż częściowe stosowanie zasad Pisma Świętego już dawno straciło rację bytu w życiu publicznym, przywódcom pozostało udawanie kogoś kim nie są i mówienie ludziom nieprawdy.

Szczególnie widoczne to jest w Polsce, dość dużym kraju w środkowej Europie, który przez kilkadziesiąt lat funkcjonował jako państwo socjalistyczne, a obecnie wciąż szczyci się swoją ponad dziewięćdziesięcioprocentową katolickością. Jej scena polityczna z przywódcami lewicy i prawicy, dostarcza obserwatorom coraz smutniejszej refleksji co do perspektyw kraju miotanego na przemian fałszywymi ideologiami, świecką i religijną.

Z pewnością ludzie kierujący państwem obdarzeni są nieprzeciętną inteligencją i zdolnościami i dlatego trudno sobie nawet wyobrazić, aby nie znali oni historii i szczerze wierzyli w średniowieczne wymysły i zabobon Kościoła Rzymsko-katolickiego. Podjęli się jednak rządzenia krajem, który zaprzedał się Watykanowi w wiernopoddańczej służbie jak rzadko który naród we współczesnym świecie. Zmuszeni są zatem udawać, że są bardzo religijni. Bardzo często widać ich na mszach i w kościelnych procesjach. Tych właśnie ludzi, udających kogoś innego niż są w rzeczywistości, można podzielić na kilka kategorii.

Pierwsza grupa to karierowicze. W przeszłości nierzadko pełnili oni odpowiedzialne funkcje w aparacie partyjnym, pobierali przydziały na różnorodne dobra, głosili pochwalne hymny na cześć partii i przyjaźni polsko-radzieckiej. Wtedy opłacało się to, bo owocowało korzyściami materialnymi. Sumienie i przekonania nie były aż tak ważne. Nagle stali się wierzącymi, a nawet praktykującymi katolikami. Wiedzieli, że Polacy nie są narodem pamiętliwym i mściwym. Dla wielu z nich ułatwiło to zrobienie kariery w nowym, pokomunistycznym porządku.

Inna grupa to dłużnicy Kościoła rzymsko-katolickiego. W przeszłości, przez długie lata skupiał on wokół siebie tych wszystkich, którzy opowiadali się przeciwko komunizmowi. Ponieważ byli represjonowani, w nim właśnie znajdowali zarówno oparcie duchowe, jak i pomoc materialną. Teraz, kiedy dawni dysydenci objęli po swoich dawnych prześladowcach stanowiska i decydują o losach kraju, Kościół Rzymsko-katolicki domaga się od nich, zasłużonego jego zdaniem, dostępu do przywilejów i udziału w kształtowaniu nowej rzeczywistości. Przyszedł czas na spłatę długów, więc "dłużnicy" zmuszeni są je regulować. Czynią tak od ponad 20 lat, nawet z nawiązką i często z pogwałceniem prawa. Czynią to nieraz wbrew swoim przekonaniom, bo przecież dobrze widzą zachłanność kleru. Kościół jednak zdobytego terenu łatwo nie oddaje, a wszelkie oznaki sprzeciwu są piętnowane i kończą się bardzo często utratą intratnych stanowisk.

Trzecią grupę stanowią tzw. "prawdziwi chrześcijanie – patrioci", którzy uważają, że po latach ateizacji prowadzonej przez komunistyczne władze ich misją jest duchowe odrodzenie Polski. Nienawidzą nie tylko komunistów, ale i tych wszystkich, którzy nie zgadzają się na powrót do Średniowiecza i dyktatury papiestwa. Gdyby nawet uznać szczerość ich intencji oraz nieposzlakowaną opinię wielu z nich, to jednak zastanawia brak realizmu u tych ludzi w ocenie rzeczywistości, która ich otacza.

Ludzie czytający Biblię dobrze wiedzą, że fałszywa religia odbiera ludziom rozum. Każda religia, która połączyła się z państwem i przestała oczekiwać na Królestwo Chrystusa na ziemi jest fałszywa. Bez ingerencji Kościoła Rzymsko-katolickiego w życie państwa polskiego jego polityka byłaby zdecydowanie bardziej rozsądna, a jego losy mniej tragiczne. W chwili obecnej, gdy fatalny wpływ tego kościoła wciąż wykrzywia moralne kręgosłupy ludzi władzy, trudno się dziwić, że zabiegają oni głównie o korzyści materialne i osobistą karierę, a państwo coraz szybciej pogrąża się w upadku. Nic się nie udaje.
 

Fałszywy obraz
 

Ludzie, którzy dążą do totalitarnej władzy kościoła wciąż jeszcze sądzą, że polskie społeczeństwo spragnione jest religii i że wartości chrześcijańskie stawia na pierwszym miejscu. Były tego pozory w okresie walki z komunizmem, kiedy kościoły były miejscem zebrań politycznych, a księża stali się orędownikami opozycjonistów. Rzeczywistość, jaka nastała po obaleniu socjalizmu pokazała jednak, ile ta manifestowana wcześniej religijność jest warta.

Dzisiejszy odwrót Polaków od religii jest aż nadto widoczny. Składa się na to kilka czynników.

Zapatrzenie się na Zachód owocuje bezwzględnym pędem ku karierze i bogactwu. W takiej atmosferze nie ma czasu na duchowe życie, więc społeczeństwo prowadzi coraz bardziej świecki tryb życia. Następstwem tego jest upadek moralności i powszechne odchodzenie od narzuconych przez kościół wartości chrześcijańskich.

Pazerność duchowieństwa i zbytek jakim się otacza kłuje ludzi coraz bardziej w oczy. Z tego powodu stają się oni coraz bardziej krytyczni wobec kleru i pomimo uczęszczania do kościołów nie są już zbyt hojni w dawaniu na tacę.

Wtrącanie się Kościoła we wszystkie dziedziny życia politycznego i społecznego spotyka się z coraz większą krytyką. Tym bardziej, że w większości przypadków ingerencja ta przynosi negatywne skutki. Przykładem działania kleru, w którym skutki okazały się odwrotne od spodziewanych było nie konsultowane ze społeczeństwem podstępne wprowadzenie religii do szkół. Kiedyś nauczanie to odbywało się przy kościołach i skupiało wszystkich chętnych. Dzisiaj, kiedy zmusza się do tego każdego ucznia przynosi to odwrotny skutek. Religia stała się przedmiotem najmniej lubianym i unikanym, a katecheci są lekceważeni i wyszydzani.

Jak wytłumaczyć wielką popularność czasopism antyklerykalnych wśród katolickiego społeczeństwa? "NIE" oraz "Fakty i Mity" wychodzą w kilkusettysięcznych nakładach, chociaż to pierwsze jest organem szerzącym ateizm i wszelką niemoralność.

Przykładów znużenia polskiego społeczeństwa natrętnym narzucaniem mu religii przez Kościół Rzymsko-katolicki można znaleźć więcej. Ogół ludzi postrzega je wyraźnie, lecz nie widzi lub nie chce widzieć tego sam kler i jego fanatyczni zwolennicy. Niczego nie nauczyli się z historii. Wciąż się łudzą, że bieg wydarzeń da się odwrócić i wrócą dawne czasy. Szalone ekscesy Rewolucji Francuskiej a potem Rewolucji Październikowej, podczas których religia została skrajnie poniżona i zniesiona a kapłani masowo mordowani, powinny były stanowić dla kleru wystarczającą przestrogę. Tak się jednak nie stało. Dlatego też nasilający się ucisk wielki ze zwielokrotnioną siłą niż wspomniane rewolucje uprzytomni nominalnym kościołom, że Bóg postanowił położyć raz na zawsze kres ich fałszerstwom religijnym i moralnemu zepsuciu.
 

Dziwaczne połączenie
 

Tak bardzo popularny w Polsce slogan: "Bóg, honor, ojczyzna" nie ma oczywiście nic wspólnego z Pismem Świętym.. Bóg nie jest Bogiem wyłącznie Polaków, lecz wszystkich ludzi; i za tych wszystkich ludzi ofiarował swego Syna na śmierć, aby ich przywrócić do życia. Patriotyzm jest na pewno jakąś zaletą, ale tylko do pewnych granic. Nie można go zbyt ciasno pojmować i wynosić ojczystą Polskę ponad wszystkie narody świata. Przecież wszyscy jesteśmy dziećmi jednej pary ludzkiej, Adama i Ewy. Czy możemy zatem, jako ludzie wierzący w prawdziwość Biblii, wątpić w to, że nasi sąsiedzi, Niemcy, Rosjanie i Czesi są naszymi braćmi? A czy honor, poczucie godności osobistej, jest to cecha w jakiś szczególny sposób wyróżniająca tylko Polaków, czy też posiadają ją wszyscy inni?

Musi budzić niesmak powtarzanie tego wyświechtanego, pustego i fałszywego sloganu. Nie ulega wątpliwości, że Kościół Rzymsko-katolicki współdziałał w jego uformowaniu. Grając na uczuciach prostych ludzi, wpoił im przekonanie, że gdy służą wiernie ojczyźnie oddanej bez reszty Watykanowi, to służą samemu Bogu.

Do jakiego stopnia Szatan za pomocą kleru zdołał zaćmić rozsądek ludzi świadczyć może choćby kult Matki Boskiej. Przecież chodzi o tę samą Marię, matkę Pana Jezusa, a jednak każdy chrześcijański naród ma swoją własną, odpowiednio zaadaptowaną dla jego potrzeb. Uważa ją za opiekunkę wyłącznie swojego kraju. Gdy wojska chrześcijańskich krajów, Polski i Rosji, walczyły ze sobą, Matka Boska Jasnogórska prowadziła do bratobójczego boju polskich, a Matka Boża Prawosławna carskich żołnierzy. Nic dziwnego że tak absurdalne teorie zostały porównane w Piśmie Świętym do zatrutego wina, które przygotowała rzymska nierządnica, upoiły wszystkie narody i doprowadziły je do szaleństwa (Obj. 17:1-6,18; Jer. 51:7).

Kościół we własnym interesie rozbudzał w każdym kraju taki lokalny patriotyzm i grał na nutce honoru, ale taki oszukańczy proceder można było uprawiać bezkarnie tylko w czasach powszechnej ciemnoty. Przez całe wieki kler katolicki propagował takie niefortunne połączenie służby dla Boga z honorem i patriotyzmem. Jaskrawym przykładem tego obłędu stały się wydarzenia poprzedzające bitwę pod Borodino (1812).) W starciu wojsk napoleońskich z armią rosyjską pod Borodino (1812) zginęło po obu stronach około 80 tysięcy żołnierzy. Po czyjej stronie miał stanąć Pan Bóg, skoro w przeddzień bitwy duchowni prawosławni z jednej strony, a księża katoliccy z drugiej odprawiali nabożeństwa w intencji przyszłego zwycięstwa? Skoro były to dzieci Boże i naśladowcy Chrystusa, którzy walczyli z wiarą, że śmierć na polu chwały przybliży ich do niebiańskiej chwały, to w jakim niebie oni się znaleźli? Czy inne niebo jest dla patriotów rosyjskich, inne zaś dla katolickich?

Potem ludzkość oglądała straszliwe pobojowiska Pierwszej Wojny Światowej z milionami poległych młodzieńców chrześcijańskich, z których każdy w obliczu śmierci wzywał zapewne Matki Bożej, patronki swojego kraju. Czy Bóg mógł sprzyjać którejkolwiek ze stron, rzekomo naśladującej Chrystusa w Jego miłości do nieprzyjaciół, skoro chrześcijańscy bracia mordowali się z taką zaciekłością?

Skala zniszczeń i żniwo śmierci zwielokrotniły się podczas Drugiej Wojny Światowej. W obliczu agresji niemieckiej chrześcijańskie narody nadaremno wzywały imienia Bożego i Najświętszej Matki, ponieważ serce papieża było przy Hitlerze i konkordacie z faszystami. Dla tego narodu biło ono i po wojnie, gdy trzeba było zbrodniarzy hitlerowskich zaopatrzyć w fałszywe paszporty i wyprawić ich bezpiecznie za ocean; do któregoś z krajów Ameryki Południowej.

Wcześniej, pod fałszywym sztandarem "Bóg, honor i ojczyzna" zastępy krzyżowców wyrzynały w pień arabskie dzieci Abrahama (a po drodze i żydowskie). Ojczyzna miała wtedy szerszy wymiar. Obejmowała wszystkie narody chrześcijańskiej Europy, którym papież wmówił, że honor wymaga odbicia za pomocą miecza grobu Jezusa z rąk pogan. Krucjata szła za krucjatą, a nieszczęśni "chrześcijańscy" rycerze mniemali, że przelewając morze krwi w imię Chrystusa "czynią Bogu przysługę".

Winem nierządu (czyli niedozwolonego sojuszu tronu i ołtarza) upoił Kościół Rzymsko-katolicki wszystkich, nad którymi zdobył władzę. Zostali nimi powszechnie zatruci nie tylko ludzie kościoła, ale również ludzie świeccy. Ci drudzy, o ile wyróżniali się talentem lecz ulegali sugestiom kleru, przyczynili się w szczególny sposób do ogłupienia narodu. Na naszym polskim podwórku za przykład może służyć twórczość Henryka Sienkiewicza.

Pisarz ten wykreował postać "rycerza bez skazy", wspaniałego chrześcijanina, który w obronie ojczyzny przed poganami bez skrupułów sięgał po miecz i zabijał. Opis dokonań i śmierci Longinusa Podbipięty, zapewne dla wielu katolików piękny i wzruszający, jest jawnym zaprzeczeniem ducha Chrystusa. Zatrważa skutecznością w odwracaniu od krzyża Chrystusowego i miłości do nieprzyjaciół. Mając tak wielki wpływ na uczucia czytelników, Sienkiewicz zupełnie przestawił Boży sposób wartościowania wypływający w jasny sposób ze Słowa Bożego. Dzielnych bohaterów swoich powieści: Wołodyjowskiego, Skrzetuskiego, Kmicica i pozostałych, mimo że bez przerwy zabijali wrogów ojczyzny, wysławia Sienkiewicz jako dobrych katolików. Podniosła scena śmierci Podbipięty kończy się takim oto opisem: "Aniołowie niebiescy wzięli jego duszę i położyli ją jako perłę jasną u nóg Królowej Anielskiej”.

Gdyby powyższą kwestię rozpatrywać w kategoriach sprawiedliwego prawa „oko za oko, ząb za ząb, dusza za duszę”, obrona Polski przed napaścią Tatarów była w pełni uzasadniona. Ale nie wolno wprowadzać nikogo w błąd sugestią, że jakiekolwiek zabijanie swoich bliźnich może być czynem chrześcijańskim, czyli naśladownictwem Jezusa. Na tym polega fałszerstwo kleru i tragiczne jego konsekwencje dla narodów świata.

Pomimo swego geniuszu, Henryk Sienkiewicz najwyraźniej nie pojmował na czym polega prawdziwe chrześcijaństwo. Kierowany fałszywym duchem Antychrysta potrafił w swoich historycznych powieściach całkowicie osłonić okrucieństwo polskich dowódców, którzy tak jak książę Wiśniowiecki w bestialski sposób rozprawiali się z ukraińskimi chłopami. To już nie byli poganie, jak Tatarzy. To byli chrześcijańscy bracia Polaków, którzy byli na własnej ziemi, chcieli tam być wolni, mówić własnym językiem i zabiegać o względy ich własnej Matki Boskiej. Polacy natomiast chcieli im tego wszystkiego zabronić. Traktowali Ukraińców jako naród niższy, kolonialny, wyśmiewali ich język i zwyczaje, pozbawiali praw. Gdy Ukraińcy buntowali się, polskie "chrześcijańskie" rycerstwo stosowało taktykę spalonej ziemi, nabijało ich masowo na pal i mordowało na wszelkie okrutne sposoby. Gdyby tak zdolny i wpływowy pisarz jak Henryk Sienkiewicz nie był tak rażąco stronniczy, gdyby mówił Polakom prawdę, ukraińska gorzkość względem Polaków z pewnością byłaby mniejsza. Nie zapuściłaby tak głębokich korzeni i nie wydała takich tragicznych owoców nienawiści między chrześcijańskimi braćmi, jak te na Wołyniu.
 

Nasza ojczyzna jest w niebie
 

Powyższe słowa napisał apostoł Paweł w swoim liście do Filipian (3:20). Konsekwentnie potwierdzają one nauczanie Pisma Świętego, że wybór Kościoła Chrystusowego jest w historii ludzkości tylko epizodem. Długim wprawdzie, bo trwającym dwa tysiące lat, ale jednak przejściowym epizodem. Kościół ten jest "potomstwem Abrahama", wybieranym spośród mieszkańców ziemi, aby w pierwszym zmartwychwstaniu otrzymać od Boga duchową boską naturę i w wieku Tysiąclecia przeprowadzać wraz z Chrystusem dzieło odrodzenia świata. Wynika z tego wyraźnie, że prawdziwi chrześcijanie są na tej ziemi tylko gośćmi, nie są obywatelami żadnej ziemskiej, ale duchowej ojczyzny, do której całe swe ofiarowane Bogu życie zdążają. W ich wypadku nie może być zatem mowy o przynależności do jakiegoś narodu i manifestowaniu narodowych uczuć patriotycznych. Wszyscy chrześcijanie są braćmi Chrystusa, członkami jednego Bożego ludu, w którym nie ma podziału na Żydów, Greków czy inne nacje.

Prawdziwi naśladowcy Chrystusa nie będą nigdy mieszać się do polityki. Nigdy też nie staną się bezwolnym narzędziem przywódców, by być posłanymi przez nich na wojnę i zabijać innych ludzi. W warunkach przymusu, gotowi są raczej umrzeć sami.

Słowa samego Pana Jezusa są wystarczającym pouczeniem, jak chrześcijanin, obywatel niebiańskiej ojczyzny, ma się zachować w obliczu wojny. Wówczas, nieuchronnym następstwem odrzucenia Go przez Żydów była katastrofa całego narodu wybranego. Pan przepowiedział ją proroczo, a swoich uczniów przygotował na taką ewentualność, mówiąc:

"Gdy zaś ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wówczas wiedzcie, że przybliżyło się jej zburzenie. Wtedy mieszkańcy Judei niech uciekają w góry, a ci, którzy są w obrębie miasta, niech wyjdą z niego, a mieszkańcy wsi niech nie wchodzą do niego" (Łuk.21:20,21).

Żydowscy patrioci poczytaliby te słowa za haniebną zachętę do tchórzostwa i zdrady. W roku 70 walecznie trwali oni na murach Jerozolimy broniąc ich do ostatka, natomiast chrześcijanie, będąc ostrzeżeni, w porę opuścili miasto, zanim pierścień rzymskiego oblężenia zamknął się ostatecznie. W ostatnim zrywie powstańczym lat 132-135 sytuacja powtórzyła się. Historia zanotowała, że przywódca powstania, Szymon Bar Kochba, prześladował chrześcijan i kazał ich zabijać za to, że nie chcieli podjąć walki z wojskami Rzymu. Jako Żydzi, trzymający się Zakonu, mieli prawo się bronić, ale teraz, gdy poznali zasady Chrystusowej miłości, gotowi byli raczej umrzeć sami, niż zadać śmierć komuś innemu.

Błąd rodzi błąd. Chrześcijanie, zniecierpliwieni długim oczekiwaniem na drugie przyjście Chrystusa i Jego Królestwo, postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Zaczęło się od podziału na kler i laików. To kler wyłonił spośród siebie rzekomego namiestnika Chrystusa na ziemi – papieża i ogłosił go głową całego kościoła. Nieświadomym, pozbawionym wiedzy wypływającej ze Słowa Bożego parafianom wmówiono, że papież wraz ze swoimi biskupami stali się klasą królów i kapłanów, o których naucza Pismo Święte; że w taki oto sposób rozpoczęło się na ziemi Królestwo Boże. Oczywistą konsekwencją takiego fałszywego poglądu było nie tylko ustanowienie własnej papieskiej armii, ale również zobowiązanie wszystkich poddanych tak rozumianego królestwa do przelewania krwi w jego obronie. I tak to szaleństwo się rozpoczęło. Kościół, z prześladowanego stał się największym w historii świata prześladowcą, który przez 1260 lat ogniem i mieczem rozszerzał strefę swoich wpływów.

Jest rzeczą zrozumiałą dlaczego Kościół Rzymsko-katolicki odrzucił pacyfizm, a żołnierzy, którzy zabijają w rzekomo sprawiedliwych wojnach traktuje jak dzieci Boże, udziela im komunii i spowiada ich, tak jakby rzeczywiście byli braćmi Chrystusa? Dlaczego nie wycofa z wojska swoich duchownych na znak protestu przeciwko zagubieniu idei Chrystusowej? Odpowiedź nie jest trudna. Patrząc na sposób w jaki Kościół przez ponad 1000 lat budował augustiański model „Państwa Bożego” na ziemi, widać tylko przemoc i wojny. „Święta Inkwizycja” i wojny religijne pochłonęły miliony ofiar w Europie. Niosąc Ewangelię południowo-amerykańskim Indianom inkwizytorzy doprowadzili do eksterminacji kilkunastu milionów niewinnych ludzi. Potęga Kościoła została zbudowana na morzu przelanej krwi i łez ludzkich i dlatego tak niechętnie mówi on o swojej przeszłości. Jego mroczna i krwawa historia odbiera mu prawo do uznawania się za najwyższy autorytet moralny oraz pretendowania do miana kościoła „poza którym nie ma zbawienia”.

Jednak Pan nie pozwolił Antychrystowi prosperować w nieskończoność. Mocą swojej Prawdy zaczął już zabijać ten system od czasu Napoleona Bonaparte, wymuszając powszechny druk Słowa Bożego. Obecnie nastał już czas epifanii obecności (paruzji) Chrystusa, a więc czas ostatecznej zagłady tego odstępczego systemu. Na jego nieprawości zaczynają się już otwierać oczy polskiego narodu, który przez całe wieki najwierniej Antychrystowi służył. Tutaj, w Polsce, rozwinęło się też tło politycznych wydarzeń, które prowadzą do zniszczenia papiestwa.

Polacy uważnie słuchają tego, co ma im kościół do powiedzenia po obaleniu komunizmu. Patrzę też na to, na co kler przeznacza strumień pieniędzy, który tak obficie płynął dotąd od ofiarnych wyznawców. Ile z tych środków zużywane jest na rzeczywiste potrzeby duchowe, a ile odpływa do obcego państwa Watykanu.

Wyznawcy sloganu: Bóg, honor i ojczyzna, chcieliby przy jego pomocy zmusić społeczeństwo do wyrzeczeń i do zaakceptowania porządku jaki powstał po obaleniu komunizmu. Służbą dla Pana Boga ma być cierpliwe znoszenie nieudolnych rządów, wyrażenie zgody na cofanie przywilejów socjalnych, nieustanne uczestnictwo w mszach, poświęceniach i pielgrzymkach oraz przymykanie oczu na wystawny tryb życia większości kleru. Było to możliwe w latach rozbiorów oraz okupacji, kiedy to nienawiść do zewnętrznego wroga przesłaniała faktyczny obraz kleru. Dzisiaj jednak, choć Polacy cieszą się swoją niezawisłością, nie przynosi ona im zapowiedzianych korzyści. Widzą, że narzuca się społeczeństwu ciężary, których jednak nie zamierzają dźwigać. Cierpliwość społeczeństwa się kończy się, a Polska szybkimi krokami zmierza ku społecznemu wybuchowi i anarchii.

Kościół Rzymsko-katolicki upada w miarę jak jego autorytet szybko się umniejsza. Choć jeszcze trzyma się kurczowo stanu posiadania, jaki wymusił po obaleniu komunizmu, to jednak jego pozycja stale słabnie. Zmniejsza się ilość powołań kapłańskich, ubywa wiernych na niedzielnych nabożeństwach, coraz liczniejsze są akty apostazji. Rośnie fala krytyki i duchownym jest coraz trudniej rządzić sumieniami swoich wiernych. Coraz trudniejsza jest też sytuacja finansowa Kościoła. Kończą się też czasy, kiedy bez ograniczeń korzystał z hojności Funduszu Kościelnego, a strumień pieniędzy płynął szeroką strugą omijając często zasady prawa. Nadeszły czasy, że wrogowie Kościoła nieustannie nad tym pracują, aby wszelkie afery były nagłaśniane w antyklerykalnych mediach. Ostatnio społeczeństwo dowiedziało się na przykład, że zawarty 20 lat temu Konkordat z Watykanem kosztował już dotąd polskich podatników około 160 miliardów złotych. Czy wydatek ten przełożył się na większą pomyślność naszego kraju? Więzienia pękają w szwach, praktyki aborcyjne zeszły do podziemia, gospodarka kuleje, klęski żywiołowe nas nie omijają a większość społeczeństwa pogrąża się w beznadziejności. Jaki będzie jego gniew, kiedy zorientuje się ono, że uwierzyli kłamstwu kleru, kiedy powierzał Polskę wstawiennictwu Matki Bożej i świętych? Dlaczego ich opatrzność nie uchroniła  elitę polskiej prawicy, prawdziwych patriotów i katolików, przed katastrofą smoleńską? 
 

Honor chrześcijanina
 

Jak scharakteryzować honor, czyli godność osobistą chrześcijanina, któremu Jezus nakazał nie sprzeciwiać się złemu? Pan rzekł: "A jeśli kto cię uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi". Apostoł Paweł idąc za słowami Pana przyznaje, że ma "upodobanie w słabościach, w zniewagach, w potrzebach, w prześladowaniach, w uciskach dla Chrystusa" (2 Kor. 12:10). Gdyby chciał się unosić fałszywie pojmowanym honorem, na modłę dzisiejszych polityków, nie puściłby płazem żadnej zniewagi. Biblia ukazuje go jako człowieka wojowniczego, niezwykle sumiennego i gorliwego we wszystkim, co robił.. Z pewnością spędzałby dużo czasu w sądach na dochodzeniu sprawiedliwości i oczyszczaniu dobrego imienia z fałszywych oskarżeń.

On tymczasem pokornie naśladował swojego Mistrza, któremu "Gdy złorzeczono nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi" (1 Piotra 2:23). Czy po nawróceniu stracił poczucie honoru? Nie! On dobrze wiedział, że honor prawdziwego naśladowcy Chrystusa polega zupełnie na czym innym. Został przekonany nauką Chrystusa, że w Wieku Ewangelii Pan Bóg żąda od swoich sług zupełnie innej postawy niż w przeszłości. Już nie żądanie sprawiedliwości od drugich miało kierować jego życiem, lecz wyrozumiała miłość, nawet do nieprzyjaciół. Odkąd otworzyło się przed nim niebiańskie powołanie, aby stać się miłosiernym współkapłanem dla udręczonej ludzkości, zaparł się samego siebie, umartwił całą swoją godność oraz wszystkie swoje ziemskie ambicje i cele.

W innym miejscu ten sam Apostoł napisał: "Staliśmy się dziwowiskiem dla świata". Rzeczywiście! Człowiek myślący ziemskimi kategoriami nie może pojąć postawy takich chrześcijan, którzy nie włączają się do polityki, unikają rozgłosu i wywyższenia, gotowych oddać życie dla wyznawanej Prawdy, gotowych "kłaść życie za braci". Skłonny jest uważać ich za głupców, fanatyków, którzy bezmyślnie marnują swoje życie. Ale na tym właśnie polega prawdziwe uczczenie Boga i honor prawdziwego chrześcijanina aby jak najwierniej wstępować w ślady swego Mistrza Jezusa Chrystusa i wypełnić do granic możliwości Jego nakaz miłości.

Za punkt honoru uznali też walkę nie tylko w obronie czystości Prawdy, ale i wizerunku naszego Niebiańskiego Ojca. Nauka nominalnego chrześcijaństwa uczyniła z Niego niesprawiedliwego i okrutnego tyrana, który zatraci w piekielnych mękach większość rodzaju ludzkiego. Zbawi zaś tylko nielicznych, choć miliardy z potępionych nigdy nie miały możliwości zetknięcia się ze Słowem Bożym aby stanąć na prawdziwej próbie życia i śmierci. Kiedy odrzucali piekło i wiarę w życie pozagrobowe, tzw. Świętą Trójcę, czyściec, chrzest niemowląt, prymat papieża i Kościoła katolickiego i wiele pozostałych fałszywych nauk wysyłano przeciwko nim urzędników „Świętej Inkwizycji”, żołnierzy krzyżowych lub zwykłych fanatyków religijnych. Gdy ich torturowano i palono na stosach, nigdy nie złorzeczyli swoim oprawcom. Nigdy nie chwytali za broń w obronie swojego życia. Powierzali się swojemu Panu, w obronie honoru którego występowali.

Taka postawa szczególnie drażni chrześcijan z imienia, biblijny kąkol, którzy praktycznie nie zeszli z "szerokiej drogi" i nie wstąpili na "drogę wąską", ale uważają, że do nich należą błogosławieństwa i nagrody, które Ewangelia obiecuje dla wiernych naśladowców Chrystusa. Nie znoszą oni mówienia o Królestwie Bożym na ziemi i o wielkim ucisku, który ma pogrzebać stary porządek rzeczy. Nie chcą, aby tego rodzaju nauki mąciły im spokój i radość z korzystania z uciech tego świata, a także osłabiały wolę w ubieganiu się o ziemskie zaszczyty i przywileje. Prawdziwie poświęconych Bogu świętych nienawidzą, uważając ich za dziwaków, ludzi aspołecznych i pozbawionych uczuć patriotycznych. Nie rozumieją oni, że skończył się już czas samowoli człowieka i budowania na własną rękę. Jego wysiłki poniosły fiasko i wielki ucisk zdruzgocze jego wysokie o sobie mniemanie, ukaże bezradność wobec narastających problemów, a w rezultacie przygotuje ludzkie serca do zaakceptowania nowego porządku, jaki przyniesie Królestwo Boże.

Ten wielki ucisk zaczął się już jednak bez względu na to, jak wielu zdaje sobie z tego sprawę. Jego wynik jednakże objawi wkrótce całemu światu Boskie sądy. Stanie się wtedy jawne, że tylko ci, którzy właściwie rozumieli jakim jest prawdziwy Bóg, na czym polega prawdziwy honor i gdzie jest prawdziwa ojczyzna chrześcijanina, usłyszeli słowa Pana: "Dobrze sługo wierny i dobry! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości Pana twego" (Mat. 25:23).




 
Dodał: Łukasz
Popularne artykuły
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 2 z 2
Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan   (ciąg dalszy artykułu)   Twierdzenia Palestyńczyków   Twierdzenia palestyńskiego, że ...dalej
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 1 z 2
    Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan     Wstęp     Nie zdarzyło się nigdy przedtem, aby ...dalej
Gromadzenie sił na Armageddon
"Albowiem przyszedł dzień on gniewu i któż się ostać może" Obj. 6:17     Księgę Objawienia Bóg dał, jak ...dalej
Wychowanie jezuickie
Wyjątki z traktatu Stanisława Szczepanowskiego pt. "Idea polska wobec prądów kosmopolitycznych". Lwów, Towarzystwo Wydawnicze 1901, ...dalej
Antychryst. Jego ostateczny koniec
OSTATECZNY KONIEC ANTYCHRYSTA WIDZIANY W 1889 ROKU     Prześledziliśmy historię papiestwa aż do obecnych czasów, do Dnia Pańskiego ...dalej
ANARCHIA - Symboliczny ogień, którym kończy się stary świat
"A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ...dalej
Dzień Sądu
W kwestii dzieła sądu w przyszłym wieku wielu ludzi posiada bardzo pomieszane pojęcia. Popularny pogląd ...dalej
Apokalipsa (rozdział 17)
Opinia T.Ch. Russella na temat siedemnastego rozdziału   "Brat Russell mówił, że ... tego rozdziału nie można ...dalej
Plagi egipskie - Dziewiąta i dziesiąta (6 z 6)
DZIEWIĄTA PLAGA EGIPSKA – CIEMNOŚCI 2 Mojżeszowa 10:20-29     "Rzekł więc Pan do Mojżesza: Wyciągnij rękę swoją ku ...dalej
Izrael. Od Abrahama do Chrystusa (3)
W poniższym rozdziale podano skrótowy przegląd wydarzeń w historii Izraela, od czasu patriarchy Abrahama do ...dalej
Archiwum
Etykiety
Trzy Biada Copyright © 2011 Artykuły   Articles   Wprowadzenie   Warto zobaczyć   Kontakt
projekt graficzny cefau wykonanie eball