TrzyBiada.pl
12
SIE
1
1658
Lubię to
 

Oto są dzieje Jakuba wiernego,
      Mieszkańca kraju chananejskiego,
Który przed laty był celem znanej
      Pielgrzymki przez ojca kontynuowanej.

Lat siedemnaście miał Józef młody,
     Gdy z swymi braćmi zwykł pasać trzody.
Bala i Zelfa ich urodziły,
     Co ojca jego żonami były.
Józef zaś mówił do ojca swego,
     Co o tych synach mówiono złego.
Józef w starości ojca zrodzony,
     Był ponad braci swych wyróżniony,
A w dowód, że więcej był miłowany,
     Przepiękną suknią był obdarowany.

Bracia Józefa świadomi byli,
     Że ojciec więcej miłuje jego,
Więc go okrutnie znienawidzili;
     Nie mogli przyjaźnie mówić do niego.
Sen miał też Józef czasu onego,
     Lecz tajemnicy nie robił z niego.
Gdy im powiedział w owej to chwili,
     Więcej do niego się uprzedzili.

Powiedział im bowiem:
     "Słuchajcie, proszę, sen wam powiem.
Kiedyśmy wiązaniem zajęci byli
     Snopów na polu, w owej to chwili
Mój snop [to dziwo jest nad dziwami!]
     Podniósł się i stanął między snopami,
A wasze się wokół niego zebrały
     I hołd mojemu snopowi dawały".
 

 

Rzekli mu bracia zirytowani:
     "Izali królować będziesz nad nami?
I nam przewodzić?" – stąd od tej chwili
     Więcej go jeszcze znienawidzili
Dla snu owego
     I dla słów jego. .

A Józefowi, sen drugi jest dany
     (Przez Pana nad pany),
Który i ojcu powiedzieć raczył
     I reszcie swych braci:
"Oto przedziwny sen znowu miałem:
     Gdy w polu stałem,
Wtem wielkie słońce i księżyc wspaniały
     I jedenaście gwiazd w owej chwili
Do samej ziemi pokłon mi dały".
 

 

Za to go ojciec i bracia karcili:
     "Cóż to za dziwny sen synu miałeś,
Który nam dzisiaj opowiedziałeś?
     To ja wraz z matką i z braćmi twoimi
Będziemy kłaniać ci się do ziemi?"
     I zazdrościli mu bracia jego,
Lecz ojciec rozmyślał nad snem syna swego.

Gdy wszyscy bracia jego dorośli
     Z owcami ojca do Sychem poszli,
Tedy Izrael czasu onego
     Tak do Józefa rzekł, syna swego:
"Czy twoi bracia nie zamierzali,
     By moje owce w Sychem pasali?
Poślę cię do nich" – Józef gotowy –
     "Pójdę jak każesz" – rzekł tymi słowy.
Więc Jakub mówi: "Do braci idź twojej,
     Jak się im wiedzie i trzodzie też mojej.
A jak się dowiesz,
     Mnie o tym powiesz".

Z doliny Hebronu szedł Józef zaraz
     Ale swych braci w Sychem nie znalazł.
Gdy błąkał się w polu wielce stroskany,
     Człowiek napotkał go jakiś nieznany –
"Czego ty szukasz" – rzekł doń w tej chwili –
     "Braci swych szukam, co tutaj byli;
Powiedz mi, proszę, gdzie się udali
     By trzody pasali?" – Tak to zapytał Józef onego
Człowieka wówczas napotkanego.
     Kiedy pytanie Józef mu zadał –
"Oni są dalej" – ten odpowiada –
     "Słyszałem bowiem jak rozmawiali,
Że aż do Dotain iść zamierzali".

I poszedł Józef za bracią swoją,
     I z dala widzi, że w Dotain stoją.
Gdy idącego z dala ujrzeli
     Zębami zgrzytnęli... Spisek przeciwko niemu czynili
By go zabili...
     I tak to mówił jeden do drugiego:
"Mistrza onego od snów widzimy.
     Przystąpmy do dzieła! Zabijmy go!
Potem go w studnię jaką wrzucimy
     A potem rzeczemy tak do każdego:
Zły zwierz go pożarł [i dowód też damy],
     Tymże sposobem się przekonamy,
Na co się zdadzą wszystkie sny jego".

Gdy Ruben usłyszał, co planowali,
     Chciał go z ich ręki wówczas ocalić,
Mówiąc: "My się daleko nie posuwajmy
     I brata naszego nie zabijajmy".
Nadto rzekł Ruben (najstarszy brat jego):
     "Nie wylewajcie krwi brata swojego.
Jest sucha studnia na puszczy przecie;
     Do niej onego wrzucić możecie,
Lecz nie przystoi, by wasze dłonie
     Krwią swego brata były splamione".
Lecz on to mówił, gdyż sprzyjał jemu,
     I chciał go zwrócić ojcu swojemu.

I przyszedł Józef do braterstwa swego.
     Wnet zdarli z niego odzienie jego;
Kosztowna szata zdarta jest ona,
     Która przez niego wciąż była noszona.
Porwali go potem (choć płakał w tej chwili)
     I w studnię bezwodną go zaraz wrzucili.

Kiedy usiedli
     By chleb swój jedli,
Podnieśli oczy, i w owej to chwili
     Ismaelitów poczet zobaczyli
Z ziemi Galaad wówczas idący,
     Na grzbietach wielbłądów korzenie wiozący,
Kadzidło i myrrę (wonności to znane),
     Aby w Egipcie były sprzedane.

Rzekł tedy Juda do grona bratniego:
     "Co za pożytek przyjdzie nam z tego,
Że mordercami się brata staniemy,
     A krew przelaną ukrywać będziemy?
Ismaelitom go raczej sprzedajmy,
     Lecz się rękami go nie tykajmy.
Brat to jest bowiem, i z ciała naszego".
     I posłuchali go bracia jego.
Kiedy madiańscy kupcy nadciągnęli,
     Bracia, Józefa ze studni wyjęli.
Sprzedawczykami brata się stali;
     Za syklów dwadzieścia im go sprzedali!
Ci, obojętnie Józefa kupili
     I do Egiptu poprowadzili.
 

 

Gdy go sprzedali, Rubena nie było;
     Nie wiedział przeto, co się zdarzyło.
Gdy poszedł do studni, był przerażony,
     Bo Józef nie był w niej znaleziony.
W wielkiej rozpaczy
     Rozdarł swe szaty –
Wraca do braci.
     "Dokąd się udam?" – woła strapiony,
Bo chłopca nie ma już w studni onej!"

Oni zaś wzięli szatę Józefową,
     Potem zabili kozła młodego
I umoczyli szatę w krwi jego.
     Potem przepiękną szatę z krwią ową
Ojcu posłali... a w tejże chwili
     Tak to, obłudnie do ojca mówili:
"Czy twego syna jest ta szata splamiona?
     Bo w drodze przez nas jest znaleziona".
Gdy ją rozpoznał, tak do nich rzecze:
     "To szata syna jest mego przecie:
Zwierz zły go pożarł [jestem przekonany]
     Józef z pewnością jest rozszarpany!"
Jakub z rozpaczy (tak zwykle bywa)
     Płaszcz swój rękami na piersiach rozrywa
A potem wdziewa (on nieozdobny)
     Swój wór żałobny...
 


 
 

I opłakiwał przez wiele dni swego
     Syna miłego... Córki, synowie go otoczyli,
Bo wszyscy przyszli, by go cieszyli,
     Lecz on był stale niepocieszony,
Gdyż mówił do nich:
     "Zstąpię do grobu za synem moim".
I płakał po nim.
 


 
 
Gdy od ojca został Józef siłą oderwany,
     Potem synom Ismaela za pieniądz sprzedany,
Wkrótce potem do Egiptu został sprowadzony,
     Gdzie przez męża egipskiego zaraz był kupiony.
Dworzaninem faraona był czasu owego
     I hetmanem był żołnierstwa faraonowego.
A Pan był z młodym Józefem, co przyczyną było,
     Że się jemu w domu pana dobrze powodziło.
A gdy spostrzegł, że jest Józef zdolny do wszystkiego,
     Że Pan z nieba błogosławi wszystkie czyny jego,
Znalazł łaskę w oczach jego Józef uzdolniony,
     Bo go pierwszym postanowił wśród sług w domu onym.
Nad swym domem go przełożył, nad sprawy wszystkimi,
     Aby wszystkie miał w swej pieczy i kierował nimi.
Dom Egipcjanina tego był błogosławiony,
     Bo spoczęła wielka łaska Pańska w domu onym.
Dla Józefa, Pan nie szczędził dobra wszelakiego,
     Które w domu się mnożyło, oraz w polu jego.
Oddał w ręce Józefowe wszystko co posiadał;
     Nie myślał o żadnej sprawie, lecz o tym co jadał.

A był Józef pięknej twarzy – piękny na wejrzeniu,
     Że się oczy żony pana zwróciły ku niemu –
"Śpijże ze mną" – rzekła ona tak czasu pewnego,
     Lecz on nie chciał, i tak rzecze żonie pana swego:
"Ja w imieniu pana mego czynię sprawy liczne,
     Co mi zwierzył – on mi ufa całkiem – bezgranicznie!
Niczego mi nie zabrania, za wyjątkiem ciebie,
     Przeto żeś jest żoną jego, którą ma dla siebie.
Czemuż tedy miałbym czynić zło panu mojemu,
     A [co gorsza] miałbym grzeszyć przeciw Bogu swemu?"

Ale ona, dzień w dzień prawie namawiała jego,
     Lecz on na to nie zezwalał, by doszło do tego.
Dnia pewnego wszedł do domu, by pracę sprawować,
     A nie było tam nikogo, by mógł obserwować.
Uchwyciła go za suknię i rzekła: "Śpij ze mną!"
     Lecz on z sukni się uwolnił – zostawił nikczemną.
 

 

A gdy ona zobaczyła, że suknię ma jego
     W ręku swoim, a on uciekł precz z miejsca tego,
Zawołała domowników (jakże chytra była!).
     Gdy się do niej pozbiegali, tak do nich mówiła:
"Patrzcie, oto sprowadzono nam tu Hebrajczyka,
     By sobie pozwalał z nami, właśnie się mnie tyka!
Przyszedł bowiem dziś tu do mnie i chciał bym z nim spała,
     Lecz ja do was głosem wielkim zaraz zawołałam.
Gdy usłyszał, żem wołała, uciekł z miejsca tego,
     Tylko suknia w domu moim pozostała jego.

Zatrzymała szatę ową jak dowód rzeczowy,
     A gdy wrócił już pan jego, rzekła tymi słowy:
"Przyszedł do mnie ów Hebrajczyk, by ze mną swawolić,
     Lecz ja w swojej uczciwości nie mogłam pozwolić.
Kiedy jednak krzyk podniosłam [bom się grzechu bała]
     Uciekł – ale jego suknia w domu mym została".

Gdy pan jego przez swą żonę był informowany:
     "Tak mi sługa twój uczynił" – był bardzo zgniewany.
Zaraz potem rozkaz wydał, by go pochwycono,
     Potem w domu więźniów króla, by go umieszczono.

Lecz Pan był z Józefem stale (On się nie odmienia);
     Dał mu wielką łaskę w oczach nadzorcy więzienia.
Ów nadzorca okazał się tak dobrym człowiekiem,
     Że wnet oddał wszystkich więźniów w Józefa opiekę.
Więźniów oddał w ręce jego i wszystkie te sprawy,
     Które więźniów dotyczyły, gdyż był mu łaskawy.
Skoro nadzorca więzienia tak już postanowił,
     Nie doglądał już niczego – ufał Józefowi.
Pan pomagał Józefowi, to przyczyną było,
     Że co czynił, wnet pomyślnym skutkiem się kończyło.

Po tych wydarzeniach stało się coś bardzo złego,
     Że przewinił coś podczaszy króla egipskiego.
A i piekarzowi jego coś się przytrafiło,
     Że się odeń serce króla zaraz odwróciło.
I rozgniewał się faraon (jak się nieraz zdarza)
     Na pierwszego podczaszego, jako też piekarza,
I oddał ich do więzienia, akurat do tego,
     W którym Potyfar uwięził Józefa zacnego.
I polecił hetman wojska Józefowi cnemu,
     By miał dozór, by im służył w onym to więzieniu.

Ów podczaszy, oraz piekarz króla egipskiego,
     Co zamknięci byli w murach więzienia owego,
Jednej i tej samej nocy mieli przejmujący
     Sen, a każdy coś innego był oznaczający.
Józef przyszedł do nich obu, kiedy nastał ranek,
     A ujrzawszy ich oblicza bardzo zatroskane,
Spytał dworzan, mając serce smutkiem wyczulone:
     "Czemu dzisiaj twarze wasze są tak zachmurzone?"
Ci odrzekli: "Sen mieliśmy, lecz nie ma takiego,
     Kto by nam mógł wytłumaczyć prawdziwy sens jego".
Rzekł im Józef: "Czy nie w Bogu tkwi ich objaśnienie?
     A więc mówcie! proszę bardzo – na moje życzenie".

Zachęcony tym podczaszy pierwszy był gotowy:
     Opowiedział Józefowi sen swój tymi słowy:
"Winny szczep i trzy gałązki jego mi się śniły,
     Które piękne pączki zaraz z siebie wypuściły,
A następnie kwieciem krzew ten pokryty był cały,
     A potem i w gronach jego jagody dojrzały.
Puchar króla egipskiego w ręku swym trzymałem,
     I do niego sok z tych jagód potem wytłaczałem,
I wręczyłem puchar do rąk króla egipskiego".

Wtedy Józef tymi słowy zwrócił się do niego:
     "Ten jest wykład snu twojego: trzy gałązki śliczne
To trzy dni są, bo gałązki te są symboliczne.
     Po trzech, bowiem, dniach cześć twoja będzieć przywrócona,
Byś powrócił do urzędu pierw sprawowanego.
     I znów puchar będziesz dawał w ręce faraona,
Tak jak przedtem, kiedyś pierwszym był podczaszym jego.
     Tylko raczże wspomnieć na mnie, wielce pragnę tego.
Kiedy będziesz znów do łaski dawnej przywrócony,
     Okaż taką mi życzliwość – rzecz do władcy swego,
Abym z domu więziennego, mógł być uwolniony,
     Bo jedynie mnie przez podstęp tu uprowadzono;
Jam z hebrajskiej ziemi wzięty, z kraju ojczystego.
     Nicem złego nie uczynił, choć mnie osądzono
I wrzucono jak przestępcę do więzienia tego".

Kiedy Józef już wyłożył sen ów podczaszemu,
     Więc swój sen nadworny piekarz opowiada jemu:
"Jam trzy kosze we śnie widział – wszystkie się bieliły,
     A one trzy kosze białe nad mą głową były.
Ale ten najwyższy z koszy pieczywo posiadał,
     Przez piekarza przyrządzone, które sam król jadał.
A i ptactwo też widziałem jak się zlatywało,
     Że z koszyka nad mą głową ciasto wyjadało".
Na to Józef tak powiedział: "Wykład snu jest taki:
     Trzy dni czasu [jak trzy kosze] jeszcze ci zostało:
Ściąć cię każe i na drzewie powiesić faraon,
     A twe ciało rozdziobywać będą dzikie ptaki".

Kiedy dzień narodzin króla przyszedł dnia trzeciego,
     Król urządził wielką ucztę dla grona swojego.
On na uczcie tej rozstrzygnął wobec zgromadzonych,
     O losie swych pierwszych dworzan przedtem uwięzionych.
Nadwornemu podczaszemu jest łaska wrócona;
     Miał więc puchar znów podawać do rąk faraona.
Nadwornego zaś piekarza powiesić rozkazał,
     Na co jemu, sen tłumacząc, Józef przedtem wskazał.
Lecz podczaszych przełożony do łask przywrócony,
      Nic nie wspomniał o Józefie, gdyż zapomniał o nim...

I stało się po dwóch latach, że znów się przyśniło,
      Lecz tym razem już królowi – nad Nilem to było.
Siedem pięknych krów król widział – tłuste ciała miały;
     Z Nilu wyszły i na łące w trawie się pasały.
Potem ujrzał, że za nimi drugie wychodziły,
     Ale inne niż te pierwsze, bo te szpetne były.
Szpetnych siedem krów też było – chude ciała miały
     I stanęły obok tamtych, co nad brzegiem stały.
I zobaczył, że te krowy szpetne, wychudzone
     Rzuciły się na te piękne, dobrze wytuczone
I pożarły je doszczętnie. Faraon się zbudził,
     Ale potem, gdy znów zasnął, widział sen już drugi.
Siedem kłosów zdrowych oraz pięknych na wejrzeniu
     Z jednej łodygi wzrastało – śniło się znów jemu.
I znów siedem wyrastało – cienkie były one,
     Od wschodniego wiatru wielce były wysuszone.
I pożarły kłosy puste siedem wypełnionych,
     A faraon we śnie był tym wielce zadziwiony
Aż się zbudził. Szybko stwierdził, że to sen był jego
     Lecz zawezwał wszystkich mędrców z otoczenia swego.
I egipskich też wróżbiarzy zwołał, co z nim byli,
     Sny im swoje opowiedział, by mu tłumaczyli.

I nie było wśród tak wielu nawet i jednego,
     Który by mógł wytłumaczyć królowi sny jego.
Wówczas on główny podczaszy tak mówić zaczyna:
     "Dawny grzech mój teraz, królu, mi się przypomina.
Gdy faraon rozgniewawszy się [i tak się zdarza]
     Na mnie, oraz na pierwszego dworskiego piekarza,
Podał mię pod straż do domu żołnierzy hetmana,
     Aby później nasza sprawa była rozstrzygana.
Jednej nocy tam mieliśmy sen razu pewnego,
     Ale jeden był w znaczeniu różny od drugiego.
I był tam Hebrajczyk młody sługa hetmanowy,
     Że nam sny te wytłumaczył w sposób prawidłowy.
I stało się, jak wyłożył; jam ułaskawiony,
     A on pierwszy piekarz dworski został powieszony.

Faraon natychmiast swoje daje polecenie,
     Aby Józef stanął przed nim na jego życzenie.
Wypuszczony, ogolony, w ubraniu zmienionym,
     Młody Józef przed egipskim stanął faraonem.
Rzekł faraon do Józefa przed nim stojącego:
     "Miałem w nocy sen, lecz nie mam człowieka takiego,
Który by mógł sens wyłożyć, gdy mu się go powie,
     Ale wiem, że ty to umiesz, gdyż to wiem o tobie".

Tak do faraona rzecze Józef w owej chwili:
     "Nie ja, ale Bóg odpowie, który się nie myli".
Rzekł faraon do Józefa: "Taki oto miałem
     Sen tej nocy, sen prawdziwy, że nad rzeką stałem,
A z tej rzeki, piękne krowy widzę wychodzące;
     Siedem było – same tłuste – pasły się na łące.
Ale potem w tym widoku coś się odmieniło –
     Oto z wody siedem szpetnych krów się wyłoniło.
Siedem było – same chude, tak to mi się śniło,
     Że w Egipcie całym takich krów jeszcze nie było.
Najdziwniejszy był jednakże koniec snu zaiste
     Bo pożarły krowy chude wszystkie krowy tluste.
A choć w ich wnętrzności weszły, nic się nie zmieniły,
     Bowiem chude, tak jak przedtem, wszystkie siedem były.

Gdy sen pierwszy się zakończył zaraz się ocknąłem,
     Ale potem bardzo twardym snem zaraz zasnąłem.
I ujrzałem siedem kłosów – pełne, piękne były,
     A z łodygi jednej wszystkie siedem wychodziły.
Oto drugie siedem kłosów, co były suchymi
     Od podmuchów wiatru z wschodu, wyrosło za nimi.
I pożarły kłosy cienkie, kłosów pełnych siedem...
     Lecz z mych wieszczków, tajemnicy, nie zna ani jeden".

Kiedy mowa o śnie owym była zakończona,
     Zaraz potem Józef rzecze tak do faraona:
"Sen podwójny faraona, jeden sen stanowi;
     Co Bóg czynić będzie dalej, oznajmił królowi.
Siedem pięknych krów i tłustych, przedstawia lat siedem,
     Tak też siedem kłosów cudnych, bo to sen jest jeden.
Siedem szpetnych krów i chudych, co wyszły za nimi
     Oraz siedem kłosów pustych, też siedem lat czyni.
Lecz to będą lata głodu, a nie obfitości.
     To królowi Bóg oznajmia w swojej łaskawości.
Oto siedem lat nadchodzi, że dostatek wszelki
     Przyjdzie na egipską ziemię, bo plon wyda wielki.
Lecz po nich nastąpi siedem lat głodu wielkiego,
     Że w niepamięć pójdą lata urodzaju tego,
Który był w egipskiej ziemi. Siedem lat to sprawi,
     Że obfitość urodzaju głód przyszły wytrawi.
Tak, nie będzie znać na ziemi obfitości onej,
     Dla głodu przyszłego, który będzie dopuszczony.
 

 

Że dwukrotnie sen królowi dany jest, to znaczy,
     Że pośpiesza Bóg w tej sprawie – tak jest, nie inaczej!
Przeto niech faraon znajdzie męża rozumnego,
     A przełoży go nad ziemią kraju egipskiego.
Urzędników niech król stawi, niechaj nadzór mają,
     I niech piąte części zbiorów skrzętnie zgromadzają.
Z dobrych lat, co nadejść mają żywność zbierać trzeba
     I zboże do faraona, by nie zbrakło chleba.
W miastach żywność niech chowają! bo to sprawi ona,
     Że nie będzie w latach głodu ziemia wyludniona!"

I zdumiony był król wielce z tłumaczenia tego;
     Wielce się też podobało wszystkim sługom jego.
Rzekł faraon do swych dworzan: "Czy znamy takiego,
     Który by tak jak Józef miał ducha Bożego?"
Widząc, że poddani jego zachwyceni byli,
     Rzekł faraon do Józefa w onejże to chwili:
"Ponieważ ci Bóg oznajmił wszystko doskonale,
     A mądrego jak ty jesteś, nie widzę tu wcale,
Będziesz zatem przełożony ponad domem moim,
     A lud mój posłuszny będzie rozkazaniom twoim.
Tylko tronem cię przewyższę" – Jeszcze rzekł do niego:
     "Patrz! Mianuję cię zarządcą Egiptu całego!"
Zdjął faraon tedy sygnet z palca ręki swojej,
     I na palec zaraz wsunął ręki Józefowej.
I rozkazał go przyoblec w szaty z lnu cienkiego,
     I zawiesił złoty łańcuch też na szyi jego.
Na swym drugim wozie, kazał, by go obwożono –
     "Kłaniajcie się!" wołano przed nim i cześć mu czyniono.
 

 
 

Tak mianował go zarządcą Egiptu całego.
     Do Józefa rzekł faraon jeszcze czasu tego:
"Faraonem ja tu jestem, lecz bez twojej zgody,
     W Egipcie nikt nie podniesie ni ręki, ni nogi".
Przez króla jest Józefowi imię odmienione;
     Safnat Paneah go nazwał, dał też jemu żonę,
Potyfara Asenatę córkę w On kapłana.
     Tak więc wówczas Egiptowi Józef był za pana.

Józefowi lat trzydzieści było w czasie onym,
     Kiedy stanął przed egipskim królem – faraonem.
Od oblicza odszedł Józef faraonowego,
     I objechał wszystką ziemię kraju egipskiego.
W siedmiu latach owych ziemia niezwykle rodziła;
     Gromadził więc Józef żywność, co w Egipcie była.
Po miastach gromadził żywność, a wiele jej było,
     Bo się w polach obok miast tych wiele jej zrodziło.
I zgromadził Józef zboża jak piasku morskiego,
     Że w końcu wnet zaniechano liczyć mnóstwa tego.

Ale pierwej niźli przyszedł pierwszy rok głodowy,
     Dwaj synowie przyszli na świat wówczas Józefowi,
Których mu Asenat żona jego urodziła,
     Która córką Potyfara z On naowczas była.
Manasesem przezeń pierwszy został mianowany,
     Bo gdy mu go urodziła mówił zadumany:
"Zapomniałem o udręce z łaski Boga mego,
     Zapomniałem o utracie domu ojczystego".

Lecz drugiego zwał Efraim, mówiąc zamyślony:
     "Dzięki Bogu w ziemi obcej jestem rozmnożony".
Gdy się lata obfitości w Egipcie skończyły,
     A lat siedem głodu po nich zaraz nastąpiły,
Jako Józef przepowiedział, głód wszędzie zagościł,
     Lecz w całej egipskiej ziemi było w bród żywności.
Gdy egipska ziemia głodem była uciśniona,
     O chleb wołał wtedy głodny lud do faraona.
"Do Józefa idźcie teraz" – tak im ten powiada –
     "Co wam Józef czynić każe – wam czynić wypada!"

Kiedy głód w swe posiadanie objął już kraj cały,
     Pootwierał Józef gumna, które zboża miały.
Egipcjanom, co doń przyszli zboża te sprzedawał,
     Bowiem głód ten coraz bardziej we znaki się dawał.
I ze wszystkich krajów także ludzie przybywali
     Do Egiptu, aby zboże cenne nabywali.
Do Józefa przyjeżdżali głodem przymuszeni,
     Bo się głód on srożył bardzo już po całej ziemi.

(ciąg dalszy w następnym odcinku)
Dodał: Andrzej
Popularne artykuły
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 2 z 2
Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan   (ciąg dalszy artykułu)   Twierdzenia Palestyńczyków   Twierdzenia palestyńskiego, że ...dalej
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 1 z 2
    Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan     Wstęp     Nie zdarzyło się nigdy przedtem, aby ...dalej
Gromadzenie sił na Armageddon
"Albowiem przyszedł dzień on gniewu i któż się ostać może" Obj. 6:17     Księgę Objawienia Bóg dał, jak ...dalej
Wychowanie jezuickie
Wyjątki z traktatu Stanisława Szczepanowskiego pt. "Idea polska wobec prądów kosmopolitycznych". Lwów, Towarzystwo Wydawnicze 1901, ...dalej
Antychryst. Jego ostateczny koniec
OSTATECZNY KONIEC ANTYCHRYSTA WIDZIANY W 1889 ROKU     Prześledziliśmy historię papiestwa aż do obecnych czasów, do Dnia Pańskiego ...dalej
ANARCHIA - Symboliczny ogień, którym kończy się stary świat
"A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ...dalej
Dzień Sądu
W kwestii dzieła sądu w przyszłym wieku wielu ludzi posiada bardzo pomieszane pojęcia. Popularny pogląd ...dalej
Apokalipsa (rozdział 17)
Opinia T.Ch. Russella na temat siedemnastego rozdziału   "Brat Russell mówił, że ... tego rozdziału nie można ...dalej
Izrael. Od Abrahama do Chrystusa (3)
W poniższym rozdziale podano skrótowy przegląd wydarzeń w historii Izraela, od czasu patriarchy Abrahama do ...dalej
Plagi egipskie - Dziewiąta i dziesiąta (6 z 6)
DZIEWIĄTA PLAGA EGIPSKA – CIEMNOŚCI 2 Mojżeszowa 10:20-29     "Rzekł więc Pan do Mojżesza: Wyciągnij rękę swoją ku ...dalej
Archiwum
Etykiety
Trzy Biada Copyright © 2011 Artykuły   Articles   Wprowadzenie   Warto zobaczyć   Kontakt
projekt graficzny cefau wykonanie eball