TrzyBiada.pl
27
LUT
0
684
Lubię to
Rok 2000.

 
Ze wszystkich dat wyznaczonych przez równoległości z życia Abrahama, ostatnie dwie, rok 2000. i rok 2015., od początku nie zostały opatrzone konkretnym komentarzem. Na daty te wskazały ważne wydarzenia z życia Abrahama, obie więc istnieją i w całym komplecie zostały zaprzysiężone przez Pana (Obj. 10:5; Dan 12:7). A jednak Jego opatrzność nie rzuciła na te daty wyraźnego proroczego światła, jak na te wcześniejsze. Dlaczego?
 
 

 
 
W Bożych sprawach nie ma żadnych przypadków. Być może upodobało się Panu Bogu zaostrzyć warunki końcowej próby wiary i cierpliwości Jego ludu. Każdy ma prawo odczytywać znaczenie tych dat w taki sposób, jaki mu jego wiara i poświęcony umysł podpowiadają. Skoro są to ostatnie daty mające upewnić dzieci Abrahama o zgodności wypełniających się proroctw z objawionym Planem Wieków, to uznać należy, że lud Boży nie musi być już prowadzony wiarą w taki sposób jak dotychczas. Bóg postawił go w takiej pozycji, z której już gołym okiem widać obecne symboliczne niebiosa i ziemię płonące w ogniu anarchii oraz nowe niebiosa, uwielbionego Chrystusa, obejmujące kontrolę nad światem.

Rok 2000. stanowi równoległość narodzenia przez Rebekę dwóch bliźniąt, Ezawa i Jakuba. Miało to miejsce po dwudziestu latach od jej ślubu z Izaakiem. Rebeka, będąc brzemienna poczuła, że w jej łonie bliźnięta walczą ze sobą. Pełna niepokoju zwróciła się z tym do Pana. Wyjaśnienie brzmiało: "Dwa narody są w twym łonie, dwa odrębne ludy wyjdą z twych wnętrzności; jeden będzie silniejszy od drugiego, starszy będzie sługą młodszego" (1 Mojż. 25:22,23). Poród zakończył się szczęśliwie i w rodzinie zapanowała radość.

Najpierwszym obrazem na Chrystusa, Głowę i Ciało, było małżeństwo Adama i Ewy. Pierwszy ojciec ludzkości, Adam, zaprzepaścił życie własne i swego potomstwa. "Drugi Adam ... sam Pan z nieba", to utracone życie ludzkości przywróci (1 Kor. 15:45-47). Druga Ewa, uwielbiony Kościół będzie w okresie tysiącletniej Restytucji matką rodzaju ludzkiego.

Innym obrazem tej wspaniałej Niebiańskiej Pary było również połączenie Izaaka i Rebeki. Małżeństwo to, czyli nasz Pan i uwielbiony Kościół, zacznie wkrótce darzyć ludzi życiem wiecznym. Nie wcześniej jednak, aż całkowicie zostanie zburzona wielka przeszkoda jaką stanowi diabelski porządek tego świata. Dlatego też na wiosnę 1981 roku, w podstawy tego porządku uderzył symboliczny kamień ze snu króla babilońskiego, czyli władza kompletnego Chrystusa, Głowy i Ciała. Chociaż więc dzisiejszą rzeczywistością jest groza nasilającej się światowej anarchii, to już jutrzejszą rzeczywistością będzie spełnienie obietnicy naszego Pana: "Ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym (...) Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym" (Łuk. 13:28,29).

Nie ulega wątpliwości, że stół, o którym mówi ta zapowiedź oznacza wprowadzenie w życie Nowego Przymierza (Jer. 31:31, Żyd. 8:8). Jego organizatorami będą święci Starego Testamentu z Abrahamem na czele, uczestnicy "lepszego zmartwychwstania" (Żyd. 11:35). To Nowe Przymierze między Bogiem a ludźmi zawarte będzie z Izraelem według ciała. Dopiero później do tego przymierza przyłączy się spoganizowany świat. Centrum królestwa Bożego na ziemi, tronem Jahwe, do którego zaczną gromadzić się wszystkie narody będzie Jeruzalem (Jer. 3:17).

Przy takich przesłankach nasuwa się następująca praktyczna kwestia: Jeśli w końcowej fazie anarchii, jak wierzymy, pojawi się w Izraelu patriarcha Abraham, jako pierwszy przykład człowieka wzbudzonego ze stanu śmierci, a Żydzi rozpoznają w nim swojego ojca, to jak sobie wyobrazić zachowanie tego sensacyjnego wydarzenia w tajemnicy przed Arabami, którzy wewnątrz i na zewnątrz tego kraju są bezpośrednimi sąsiadami Żydów? Oni nie tylko są sąsiadami. Żydzi i Arabowie są dziećmi tego samego ojca Abrahama, tylko z różnych matek. W samym Izraelu, Arabowie, mimo że są w tym państwie gośćmi i naiwnie usiłują tworzyć sztuczny naród palestyński, to jednak realnie tam się znajdują i to w liczbie porównywalnej z nacją żydowską. Nie jest zatem wyobrażalne, aby nie byli w tym kraju obecni wtedy, gdy pojawią się w nim niedługo święci Starego Testamentu. A jeśli tak, to przed nami jest wzruszająca rodzinna scena spotkania ojca Abrahama z jego potomkami pochodzącymi od różnych żon.

Powyższe rozumowanie prowadzi do następującego wniosku: Do symbolicznego stołu Nowego Przymierza zasiądą z Abrahamem kolejno: (1) jego dzieci z ubiegającego się o Boże błogosławieństwa Jakuba, czyli Żydzi, potem (2) jego pogańskie dzieci z Ezawa i Ismaela, czyli Arabowie, a po nich dopiero (3) jeszcze bardziej oddalone od Boga narody świata.

Z duchowego punktu widzenia nikt z wymienionych trzech kategorii ludzi nie posiada w sobie życia. Wszyscy oni są pod wyrokiem śmierci, są umarłymi (Mat. 8:22). Wyrok ten będzie jednak zdjęty z każdego, kto uwierzy w zbawczą krew Jezusa Chrystusa, a wtedy posłuszeństwo warunkom Nowego Przymierza będzie przywracać mu życie. Wszyscy tacy będą otrzymywać prawo do życia wiecznego jako dzieci pozafiguralnego Izaaka i Rebeki.

I teraz. Skoro równoległość ślubu Izaaka i Rebeki wskazuje na połączenie Pana z Kościołem w roku 1980., to o jakim narodzeniu ich dzieci może być mowa dwadzieścia lat później, w roku 2000? Jakie wydarzenia mogłyby zaświadczyć, że coś takiego miało lub zaczyna mieć miejsce? Fakty są takie, że w roku 2000. zostały zerwane rozmowy pokojowe pomiędzy Izraelem i Palestyńczykami prowadzone w Camp Dawid. W wyniku tego zerwania rozpoczęła się nadzwyczaj krwawa druga intifada, istne żniwo śmierci po każdej stronie. Od tego czasu ta straszna bijatyka nie tylko nie ustała lecz w takiej czy innej formie wzmaga się coraz bardziej. Tylko Abraham, którego Żydzi i Arabowie uznają za swojego ojca, jest w stanie ich pogodzić. Jednak do tego nie dojdzie wcześniej, aż ten patriarcha powstanie od umarłych w tzw. "lepszym zmartwychwstaniu". Póki co, oba te bliźniaki, "Jakub" i "Ezaw", walczą ze sobą w symbolicznym matczynym łonie, a rok 2000. zaznaczył decydującą fazę bólów porodowych. Dla obu tych narodów, ich bezpośrednie sąsiedztwo stwarza niezwykle korzystne warunki aby przed resztą świata skorzystały z błogosławieństw Nowego Przymierza, aby jako pierwsze zaczęły stawać się dziećmi Chrystusa, "Izaaka" i "Rebeki".
 

Rok 2015.

 
Drugie niewidzialne przyjście Chrystusa, jego paruzja, rozpoczęła się z początkiem siódmego tysiąca lat od Adama (1874). Jego celem jest obalenie systemów obecnego świata i ustanowienie na ziemi Królestwa Bożego. Początki tej drugiej obecności Pana miały być rozpoznane po umownych znakach tylko przez nielicznych Jego naśladowców. Mało kto z ludzi świeckich przywiązywał wagę do ich słów, że obecność Chrystusa z konieczności oznacza dla ludzi radykalne zmiany, doraźnie niosące ze sobą utrapienia i grozę. Tak jednak miało być, że świat nie wierzący w Boga, nie znający Jego Planu zbawienia, będzie szedł jak zwykle swoją drogą, zupełnie ignorując fakt drugiego przyjścia Chrystusa. Pan zapowiedział jednak, że w miarę upływu czasu Jego druga obecność przyniesie takie wydarzenia, które wywołają "trwogę bezradnych narodów (...) omdlenie ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi" (Łuk. 21:25,26).

Zaczęło być groźnie z końcem "Czasów Pogan" (1914), gdy Pan przystąpił do usuwania rządów tego świata przez symboliczny wiatr, trzęsienie ziemi i ogień (wojnę, rewolucję i anarchię; 1 Król. 19:11). W 1914 roku wybuchła straszna wojna (wiatr), nazwana światową, którą zaczęto uważać za niepokojącą zmianę warunków na świecie. Szereg przywódców państw i ludzie myślący już wtedy uznali, że era względnego spokoju dobiegła końca, że nastały czasy burzliwe i złowieszcze. Potem miało miejsce jeszcze straszniejsze wydarzenie, wybuch II Wojny Światowej. Mimo to, po jej zakończeniu narody wcale nie przestały się zbroić. Wprost przeciwnie. Chociaż mnożą trwożliwe apele o "pokój i bezpieczeństwo", to w swoich arsenałach przygotowały niszczycielskie bronie zdolne wielokrotnie unicestwić przeciwnika. Tego rodzaju działanie stale się nasila. Rozumowanie ludzi świeckich jest więc proste: Wybuch trzeciej wojny światowej wisi na włosku, a to oznacza zagładę ludzkości. Przerażenie świata jest coraz większe.

Wszyscy ci, którzy zapoznali się z Boskim Planem wieków, przekonani są o nieuchronności tej trzeciej wojny, trzeciej fazy wizji Eliasza – ognia anarchii, którą Biblia nazywa "wojną wielkiego dnia Boga wszechmogącego ... Armageddonem" (Obj. 16:14,16). Co więcej, uważają oni, że ta wojna już się rozpoczęła w roku 1980/81 wraz z upadkiem komunizmu. Dalecy są jednak od myśli, że ostatecznym wynikiem tej wojny będzie zagłada ludzkości. Wierzą oni bowiem w zapewnienie Pisma Świętego, że "ziemia trwa na wieki" (Kaz. 1:4). Wierzą też, że "zapalczywy gniew" Boga i "ogień żarliwości mający pochłonąć ziemię [stary, niesprawiedliwy porządek społeczny]" jest czymś koniecznym dla ludzkiego opamiętania się. W wyniku tej dyscyplinującej chłosty zostaną "przywrócone narodom wargi czyste, aby wszyscy wzywali imienia Pana i służyli Mu jednomyślnie" (Sof. 6:8,9).

W coraz dotkliwszych utrapieniach Armageddonu, czyli wzajemnego starcia klas uciskanych z klasami rządzącymi, rodzi się w społeczeństwach pokorna świadomość powszechnej bezradności, niezdolność sprostania niezliczonym wyzwaniom, jakie przyniosła ze sobą cywilizacja. Warunki te przygotowują serca i umysły ludzi na niespodziankę przygotowaną im przez Boga, która ich uszczęśliwi w niewyobrażalny sposób. Niespodzianka ta nazywa się "Tajemnicą Bożą" (Obj. 10:7).

Tajemnicą, skrywaną przed światem przez tysiąclecia, jest Plan Boży mówiący o wyborze Kościoła i dziele "naprawienia wszystkich rzeczy". Kościół jest duchowym "potomstwem Abrahama, przez które będą błogosławione wszystkie narody ziemi" (Dz. Ap. 3:21-25). Z chwilą gdy Kościół został wybrany i wywyższony (1980/81), termin obowiązywania Tajemnicy Bożej wygasa. Zaczyna ona stopniowo tracić swój sekretny charakter i stanie się wkrótce wiadoma całemu światu. Wiedza o tym, że na ziemi nastało Królestwo Boże stanie się dla wszystkich oczywistym faktem. Z konieczności jednak, ta radosna perspektywa jeszcze przez krótki czas musi stanowić tylko srebrną obwódkę nadziei okalającą ciemniejącą z dnia na dzień chmurę Ucisku Wielkiego. Wszystko wskazuje więc na to, że wydarzenia roku 2015 wprowadziły świat w decydującą fazę tego ucisku.
 

Rok 2015. na świecie

 
Rok 2015 rozpoczął końcowy akt dziejowej pomsty mściciela Bożego, komunizmu. Obrazem na tę niszczycielską ideologię, odgrywającą w Boskim Planie ogromną rolę, są różne postacie Starego Testamentu, między innymi Samson, Gog i Jehu.

Samson. We wcześniejszych artykułach witryny szereg razy przywoływano opinię Badaczy Biblii, że historia Samsona ma obrazowy charakter. Okoliczności narodzin tego mocarza, niezwykłe zwycięstwa nad wrogami, potem podstępne pokonanie go przez Dalilę i Filistyńczyków a wreszcie straszna zemsta, jakiej był sprawcą, wszystko to jest obrazem na podobne doświadczenia ruchu komunistycznego.
 

 

W roku 1980. ruch ten został ideologicznie pokonany przez siły Zachodu sprzymierzone z kościołem katolickim. Tak jak Samson został on pozbawiony "włosów", źródła swej siły, a następnie oślepiony.
 

 

Jednak od tamtego czasu "Samsonowi włosy odrosły" i o niczym innym ten zgorzkniały mocarz nie myśli, jak tylko o rewanżu za swoje poniżenie. Zemsta Samsona wyobraża dzisiejsze działania polityczne zwolenników komunizmu prące do zburzenia filarów starego świata. W obrazie, biblijny mocarz, który znalazł się w beznadziejnym położeniu, oślepiony i zakuty w kajdany, zdecydował się na samobójczy odwet.
 

 

Gog. Inną twarzą komunizmu jest biblijny Gog z ziemi Magog (Ezech. 38,39). Według biblijnej przepowiedni, a Bóg zna koniec na początku, Gog miał w "ostatnie lata" napaść na naród izraelski celem zrabowania tego, co to wyjątkowe państwo posiada. Pismo wylicza Persów, Kuszytów, Libijczyków i szereg innych narodów, jako współsprawców tej łupieskiej wyprawy przeciwko wybranemu narodowi.
 

 

Pan Bóg zapowiedział, że Goga zawróci, włoży mu hak w szczęki i wyprowadzi go na tę wyprawę (Ezech. 38:4). Nie należy rozumieć, że Pan Bóg zmusza kogokolwiek do nikczemnej działalności. Po prostu Jego wszechpotężny nadzór nad biegiem wydarzeń sprawia, że choć ludzie i narody postępują według własnej woli i skłonności, to jednak nieświadomie wypełniają Jego plany. Gdy pycha ziemskich mocarzy sięga szczytu, Pan Bóg pozwala im wspiąć się na wyżyny, z których strącani są w przepaść.

Najwyraźniej weszliśmy już w "ostatnie lata". Gog z ziemi Magog, czyli zbankrutowana komunistyczna Rosja znajduje się w bezpośredniej bliskości Izraela, w sąsiedniej Syrii. Towarzyszem Goga jest Iran z tysiącami rewolucyjnych gwardzistów przepojonych ideą wymazania Izraela z mapy. Innym sojusznikiem Goga jest terrorystyczna organizacja Hezbollahu, chlubiąca się kilkudziesięcioma tysiącami rakiet wycelowanych w kierunku Izraela. Całe to towarzystwo, obecne tuż za północną granicą Izraela, czeka na rozkazy Goga, "głównego księcia", aby przystąpić do działania.

Gog zaś bada okoliczności, obserwuje z najbliższej odległości maleńki, kwitnący kraj, przodujący w wynalazkach i najnowszych technologiach. To trudny do zniesienia kontrast z jego coraz bardziej rozpaczliwym położeniem. Snuje więc plany rabunku. Sankcje gospodarcze Zachodu dają się jego krajowi, Rosji, dotkliwie we znaki. Grozi mu ekonomiczna zapaść. Ceny ropy, surowca stanowiącego podstawę bytu tego wielkiego państwa spadają gwałtownie do krytycznego poziomu. Poza kryzysem ekonomicznym i gospodarczym stale rośnie niebezpieczeństwo ze strony organizacji islamskich na południu kraju. Przywódcy Rosji najlepiej znają swoje trudne położenie. W przeszłości wewnętrzne kłopoty załatwiano przez wzniecenie konfliktów zewnętrznych. Jednak dzisiaj jest oczywiste, że ewentualny konflikt światowy grozi totalną zagładą. Dlatego Rosja nie chce takiego konfliktu, ale wydarzenia zaczynają stawiać ją w sytuacji przymusowej, niejako "zawracają" i popychają do desperackich działań. Zachód z wielką obawą obserwuje poczynania obecnego przywództwa Rosji i ocenia jego politykę jako nieprzewidywalną i nieobliczalną. W konflikt syryjski angażuje się coraz więcej państw, a rejon bliskowschodni, w szczególności Izrael, jest według Pisma Świętego miejscem ostatniej bitwy Armageddonu.
 
 
✽ ✽ ✽
 
 
Oto wyjątki z wypowiedzi Moshe Ya'alona, ministra obrony Izraela (Jerusalem Post 24 lutego 2016):

"Syria przekształciła się w plac gier, na którym mocarstwa grają, podobnie jak czynią to organizacje terrorystyczne i państwa, które je uaktywniają. Sytuacja jest chaotyczna, nie tylko w Syrii ale w innych państwach Bliskiego Wschodu, a to wpływa nie tylko na ten obszar, ale i na całość Europy (...)

Jesteśmy w samym środku wojny między kulturami. W pewnym sensie, jest to trzecia wojna światowa, innego rodzaju od tego, który znaliśmy (...)

Wojna w Syrii produkuje uchodźców uciekających na Zachód by ratować życie, ale również pozwala na powstawanie morderczych, nieugiętych grup terroru, niektórych należących do globalnego dżihadu, a niektórych operujących pod irańskim patronatem (...)

Armia Strażników Rewolucji Islamskiej posiada uśpione komórki szpiegowskie, które gromadzą broń, wiedzę i tajnych agentów, przygotowujące się na dzień, w którym otrzymają rozkaz do ataku, włączając w to Europę i Amerykę".
 

✽ ✽ ✽
 
 
Jehu. Innym obrazem na komunizm, omawianym na łamach tej witryny, jest historia mściciela Bożego, Jehu (2 Król. 9). Jehu otrzymał od Boga polecenie, aby wybił całą rodzinę królewską skalaną bałwochwalstwem i krwawymi zbrodniami. W chwili, gdy przystąpił do wykonania zadania głównymi reprezentantami królewskiej rodziny był Joram, król izraelski, Ochozyjasz, król judzki, oraz Jezebel, wdowa po zabitym na wojnie królu Achabie.

Komentarz, wyjaśniający ten obraz, osadza całą akcję Jehu po I Wojnie Światowej, która odsunęła od władzy autokratyczne władze Europy (Achab). Król Joram w tym obrazowym przedstawieniu reprezentuje katolicką Europę, król Ochozyjasz – protestanckie Stany Zjednoczone, natomiast Jezebel – Kościół Rzymsko-katolicki. Zwycięstwo w Rewolucji Październikowej pomazało "Jehu" na króla. Wtedy wsiadł on na rydwan wojenny i wyruszył na konfrontację z królami. Zaniepokojeni królowie dwukrotnie wysłali posłów, pytając Jehu, czy nadjeżdża w pokojowych zamiarach. Pytania pozostały bez odpowiedzi. Spotkania te przedstawiają nierozstrzygnięte praktycznie konferencje pokojowe KBWE w Helsinkach (1975) i w Belgradzie (1975). Do osobistego spotkania "Jehu" z obu "królami" doszło na konferencji KBWE w Madrycie (1980). Tam "Joram" spytał "Jehu", czy ma pokojowe zamiary. Ale ten odrzekł: "Jaki pokój? Gdy jeszcze trwają czyny nierządne twojej matki Jezebel, oraz jej liczne czary?" W obrazie, Joram, słysząc taki zarzut, rzucił się do ucieczki, wołając do Ochozyjasza "zdrada!" Wtedy Jehu wyciągnął łuk i strzałą w samo serce uśmiercił Jorama. Wkrótce jego żołnierze dopadli również uciekającego Ochozyjasza, zranili go tak, iż pod Megiddo umarł.
 

 

Na konferencji KBWE w Madrycie okazało się, że choć Wschód i Zachód mówią o pokoju, to żadna ze stron nie ma przyjaznych zamiarów. Czary "Jezebel", nierządnicy, Kościoła Rzymsko-katolickiego spiskującego z Zachodem przeciwko socjalizmowi przyczyniły się do obalenia komunistycznej władzy. "Połączone siły kościoła, państwa i kapitału zgniotły socjalizm" (IV tom W.P.Św.). Zakończyła się nieszczera propaganda pokojowa a wróciła era konfrontacji. Równoległy obraz Samsona pokazuje, że pewien czas musiał upłynąć zanim pognębiony przez Zachód socjalizm wrócił do siebie na tyle, aby myśleć o zemście.

Rzecz ciekawa, że nieboskłon odmierzył dokładne stulecie od końca Czasów Pogan (1914). W dwóch kolejnych latach, 2014 i 2015, ukazały się na niebie krwawe księżyce zwane tetradami, cztery kolejno występujące po sobie zaćmienia księżyca. W każdym roku po dwa zaćmienia, na wiosnę i w jesieni. Snuto w związku z tym zjawiskiem złowieszcze prognozy.
 

 

Faktem jest, że lata te zaznaczyły się bardzo krwawo. Postkomunistyczna Rosja, Jehu, rozpoczęła ostateczną ofensywę. W odpowiedzi na inspirowaną przez Zachód rewolucję na Ukrainie, dość podobną w stylu do tej w Polsce (1980), Rosja anektowała Krym i zajęła kluczowe miasta ukraińskiego Donbasu. Nastąpiła ostra reakcja dyplomatyczna państw zachodnich z nałożeniem na Rosję sankcji ekonomicznych. Wtedy Rosja zaczęła swe działania w Syrii, które wprost przygwoździły Europę problemem imigrantów. Wybuch niezadowolenia społecznego już dawno zmusiłby okrutnego syryjskiego władcę do ustąpienia gdyby nie wsparcie Rosji. W lecie ubiegłego roku, gdy dostawy broni i obecność doradców wojskowych przestały wystarczać, Rosja zaangażowała w wojnę domową swe siły powietrzne. W ciągu niespełna pięciu lat walk ulicznych i bombardowań zginęło ponad ćwierć miliona ludzi, zaś więcej niż połowa 22-milionowej populacji państwa Syryjskiego straciła wszystko: dach nad głową, miejsce pracy, dobytek. Miliony nieszczęśników wszelkimi drogami zaczęły szturmować granice Europy. Dołączają do nich tysiące uciekinierów z Iraku i Libii, Pakistanu i Afganistanu, w których już wcześniej kraje tzw. chrześcijańskie zrujnowały byt narodowy i wywołały anarchistyczny chaos.

Nagłe pojawienie się w granicach Unii Europejskiej ponad miliona imigrantów, obcych kulturowo, nie znających języka, już teraz sprawia gospodarzom ogromne kłopoty z ich rozlokowaniem i adaptacją. Rosną nieporozumienia i wzajemne niesnaski krajów, do których rzesze imigrantów dotarły. Tymczasem według ostatnich doniesień, już pierwsze miesiące tego roku zaczęły formować w Afryce i Azji kolejną falę imigrantów, jeszcze liczniejszą niż ta ubiegłoroczna. Takiego wydarzenia nikt się nie spodziewał

Co Europa pocznie z taką rzeką imigrantów, których napływ zdaje się nie mieć końca? Jest to poruszający serce gigantyczny dramat ludzi bezradnych, bezbronnych, pozbawionych środków do życia. Nie można tej zdesperowanej masy ludzkiej traktować brutalnie skoro starała się ujść skrajnej nędzy, prześladowań, tortur i śmierci. A jednocześnie nie widać sposobu jak ten problem rozwiązać w warunkach kryzysu, gdy wszyscy zabiegają o swój własny interes.

Głównym sprawcą dzisiejszego exodusu, który zaczyna paraliżować Europę jest Rosja. Czy nie można w jej celowym działaniu dopatrzyć się strzały z łuku mściciela "Jehu", która przeszyła serce "Jorama" i pozbawia go życia? Odpowiedzi na takie pytanie dostarczy na pewno najbliższa przyszłość.
 

Rok 2015. w Polsce

 
Polska jest średniej wielkości krajem europejskim, bez zdawać by się mogło większego znaczenia politycznego. Okazało się jednak, że w czasach ostatecznych, wybitnie katolicki charakter Polaków i Polski oraz szczególne położenie geograficzne, uczyniły ten kraj główną "ulicą miasta wielkiego", Babilonu (Obj. 11:8). Nie jest specjalnie istotne, jakie czynniki miały na to decydujący wpływ, ale faktem jest, że lud polski po dziś dzień przebija inne kraje europejskie w swym wiernopoddańczym oddaniu papiestwu i papieżowi. Za sprawą jezuitów, rozniecających nienawiść i podburzających tłumy, reformacja w Polsce nie powiodła się. Polacy, odizolowani od jej postępowych idei, zostali uratowani dla Watykanu, by przez kolejne wieki tkwić w ciemnocie i zabobonie. Jest jednak regułą, że im dłużej jakieś społeczności były okłamywane, wyzyskiwane i traktowane niesprawiedliwie, tym gwałtowniejsze były ich próby zrzucenia jarzma. W takiej długiej, upadlającej niewoli trzymany był przez papiestwo naród polski, szczególnie ofiarny w utrzymywaniu pasożytniczej kasty kleru. Ale światło świtającego dnia Chrystusa wzmaga się i skutecznie z ciemnością walczy. Na Zachodzie Europy kościoły opustoszały. W Polsce dłuższy czas było inaczej, ponieważ Kościół katolicki postrzegany był przez prostoduszny naród jako jego sojusznik wobec narzuconego ustroju komunistycznego.

W drugiej połowie lat 60. ubiegłego wieku świat zachodni zaczął ogarniać bunt młodych ludzi przeciwko normom społecznym cywilizacji chrześcijańskiej. W różnoraki sposób dawali oni wyraz swojej tęsknocie za czymś wyższym niż styl życia oparty na konsumpcji, rywalizacji i materializmie. Oczywiście ich pragnienia wolności nie mogły być spełnione i nie mogą, dopóki ten stary świat istnieje. Stopniowo więc ich marzenia przygasły, doprowadziły do rozczarowań i wykolejeń. Dopiero w niedalekiej przyszłości ludzkie pragnienia szczęścia i wolności zostaną zaspokojone, gdy pod rządami Chrystusa ludzkość będzie uwolniona "z niewoli skażenia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych" (Rzym. 8:21).

Pomimo żelaznej kurtyny wspomniany wyżej powiew wolności dotarł również do Polski. Buntownicze nastroje ogarnęły wpierw środowisko studenckie a potem robotnicze. Na celowniku krytyki znalazły się władze komunistyczne jako najwyraźniej postrzegany aparat ograniczania wolności. Kler, najbardziej perfidny przeciwnik ludzkich swobód zdołał wycofać się z pola obstrzału. Nie trzeba być specjalnym znawcą historii, żeby wiedzieć, że papiestwo od samego powstania zawsze trzymało z możnymi tego świata. Zakulisowo, pomimo pewnych ograniczeń, kościół katolicki współpracował również z władzą komunistyczną, ale w czasach "Solidarności" przedstawił się robotnikom jako ich wielki i szczery obrońca. Tym razem świat pracy dał się oszukać, ale zbliża się chwila ostatecznego wyjawienia prawdy, a wtedy furia świata pracy rozniesie ten system na strzępy.

Postawa odważnego narodu polskiego, gotowego w chwilach zapamiętania porwać się z przysłowiową motyką na słońce, okazała się ważnym czynnikiem w kalkulacjach współczesnych Filistyńczyków, krajów kapitalistycznego Zachodu, które w latach 70. ubiegłego wieku zauważyły, że warunki zdają się sprzyjać próbie obalenia komunizmu. Ruszyły przygotowania. Ni stąd ni zowąd zmarł nagle Jan Paweł I, a na jego miejsce obrano Polaka, Karola Wojtyłę. Nowy papież od podszewki znał polskie realia i charakter ziomków. Znalazły się pieniądze na prowadzenie w Polsce spiskowej działalności. Z jednej strony dostarczyły ich amerykańskie związki zawodowe AFL-CIO, a z drugiej, włoski bank Ambrosiano. Watykański biskup, Paul Marcinkus zdołał wyprowadzić z tego banku pieniądze w taki sposób, że trafiły one do ruchu "Solidarność" w Polsce. Bank Ambrosiano oczywiście zbankrutował, a jego dyrektora, Roberto Calviego, wspólnika Marcinkusa, znaleziono powieszonego pod mostem. Skoordynowana akcja prezydenta Ronalda Regana, Jana Pawła II i "Solidarności" sprawiła, że w roku 1980 cel został osiągnięty.

Warto nadmienić, że już w roku 1897 przewidziano ten wielki triumf sił konserwatywnych: "Socjalizm zostanie zgnieciony przez połączone siły kościoła, państwa i kapitału..." (W.P.Św., str. 608). Po ponad trzech dekadach od tamtego wydarzenia warto przypomnieć resztę zacytowanego zdania, by przekonać się jak bardzo proroctwo okazuje się prawdziwe: "...a następnie doprowadzi do anarchii, która, jak mówi Pismo Święte, obali wszystkie obecne instytucje – wywoła 'czas uciśnienia, jakiego nie było, jako narody poczęły być'".

W roku 1980 polscy robotnicy czuli się bohaterami i przeżywali chwile uniesienia, gdy w ich obecności funkcjonariusze partii rządzącej podpisywali akt kapitulacji. Euforia jednak szybko minęła, gdy zobaczyli, że na swoim zwycięstwie praktycznie nie skorzystali. Skorzystał kler i siły kapitalizmu, bezlitosne dla świata pracy. Tak więc, po latach, do kraju, w którym robotnik był faworyzowany i rozbudzany w aspiracjach, wrócił dobrze znany kapitalizm. Jego twardą zasadą była i jest reguła: obedrzeć masy robocze z owocu ich pracy i skupić kapitał w rękach bogatych. Wynik takiej transformacji w Polsce można więc było z góry przewidzieć. Z jednej strony rzuca się w oczy skok cywilizacyjny, kraj wypiękniał, pojawiły się autostrady pełne samochodów, nowe budownictwo itd. Z drugiej jednak strony widać jakim kosztem się to wszystko odbywa: Widać ogromny wysiłek pracowników, którzy przy stosunkowo niewielkich zarobkach musieli zapomnieć o ustawowym ośmiogodzinnym dniu pracy. Przy tym wciąż mają świadomość, że są na łasce i niełasce pracodawcy, rzadziej uczciwego, a częściej nikczemnego. Dzisiaj są przez niego zatrudnieni, a od jutra są już bez pracy, według kaprysu. Nie mówi się zbyt często o innym koszcie zmiany ustrojowej, o bilionowym długu, który zaciążył nad całym narodem. Te wszystkie wątpliwe dobrodziejstwa, które robotnik "wywalczył" można długo wymieniać. Nic więc dziwnego, że nieustannie rośnie niezadowolenie świata pracy z zaistniałych warunków i kapitalistycznej władzy, która nad nim panuje.

Gdzie w tej sytuacji robotnicy mieliby szukać sojusznika, który by ich wyzwolił z tego nieznośnego, upokarzającego jarzma? Czasy Włodzimierza Lenina minęły. Idea komunistyczna przebrzmiała, nie osiągnęła celów, wypaliła się. Jej zwolennicy nie mają żadnego wpływu ani znaczenia, tym bardziej, że nie dysponują już potężną siłą "dyktatury proletariatu". Pozostał więc obóz prawicy, wspierany przez Kościół Rzymsko-katolicki. Obóz ten, swoją umiejętną argumentacją, powabnymi obietnicami z jednej strony, a krytyką liberalnej partii rządzącej z drugiej swój cel osiągnął. Zdobył zaufanie dużej części Polaków, jako ich rzekomy obrońca i przyjaciel. Szczególną rolę w tej uwodzicielskiej agitacji odegrało tzw. radio Maryja. Każdy mógł tam publicznie wypowiedzieć swoje żale, wyrazić pretensje do władzy i być przychylnie wysłuchany.

Wyniki propagandy prowadzonej przez prawicę zaskoczyły wszystkich. Wybory 2015 roku wprost zmiotły ze sceny politycznej rządzącą partię liberalizmu ekonomicznego. Praktycznie znikła również cała lewica. Cały ciężar odpowiedzialności za spełnienie oczekiwań świata pracy spoczął więc wyłącznie na skrajnej prawicy. Dlatego taki a nie inny wynik wyborów w Polsce wydaje się być również, z religijnego punktu widzenia, najważniejszym wydarzeniem 2015 roku. Dlaczego?

Całą władzę w Polsce przejęli ludzie prawicy wspierani przez kościół katolicki. Marzy im się państwo narodowe, wyznaniowe, niemal kościelne średniowiecze. By ten cel osiągnąć, z despotycznym radykalizmem robią błyskawiczną czystkę we wszystkich sferach życia państwowego i społecznego. Niemal beztrosko złożyli społeczeństwu obietnice nierealne, niemożliwe do spełnienia. Wszystko to dzieje się w oświeconym świecie, szalonej konkurencji i z największym trudem utrzymywanej równowadze we wszystkich dziedzinach życia. Dlatego jest oczywiste, że te rewolucyjne ale wsteczne usiłowania obecnej władzy prowadzą do całkowitej katastrofy, wybuchu anarchii na pełną skalę. Robotnicy już raz dali się oszukać w 1980 roku. Obecnie zostali oszukani po raz drugi, ale tym razem tego nie podarują, nawet jeśli władzę, której zaufali, firmuje swoim autorytetem Kościół Rzymsko-katolicki. Ich gniew będzie miał teraz nieobliczalne następstwa.

W latach 70. ubiegłego wieku zagrożone upadkiem władze socjalizmu wyniosły Kościół katolicki do niebywałego powodzenia. Pismo Święte przedstawiło ten fakt w symbolach jako podniesienie przez anioła kamienia młyńskiego w górę, który następnie cisnął go w morze ze słowami: "Takim pędem wrzucony będzie Babilon, miasto ono wielkie i już więcej nie będzie znaleziony" (Obj. 18:21). Od czasu, gdy w roku 1981 władze socjalistyczne poznały się na zdradzieckiej roli swego religijnego partnera, odwróciły się od niego z nienawistną wzgardą i zaczęły go niszczyć. Wciąż trwa "obnażanie" rzymskiej nierządnicy i "jedzenie jej ciała", jako wstęp do "spalenia jej w ogniu" największej anarchii (Obj. 17:16). To sprawia, że Kościół katolicki spada wciąż z wyżyn, jakie przez krótki czas zajmował, będąc demaskowany, krytykowany i atakowany ze wszystkich stron. Ostateczna zagłada czeka go jednak przez utopienie w "morzu". Morze jest biblijnym symbolem rozgoryczonych i wzburzonych mas ludzkich.

Kilkadziesiąt lat temu Kościół Rzymsko-katolicki mógł łudzić się nadzieją, że zdoła przystosować socjalizm dla swoich potrzeb, a wtedy w Polsce, przy jej pełnych świątyniach, znajdzie dla siebie na dłużej trwałe oparcie. Przeliczył się, bo sprawy nie poszły tak, jak sobie planował. Socjalizm został obalony, ale rządy liberalizmu ekonomicznego, które nastały, okazały się dla niego jeszcze gorszą plagą niż ta, za jaką uważał socjalizm.

Pozostało mu liczyć na to, że obecne rządy prawicy pozwolą mu przetrwać, zatrzymać niekorzystny dla niego bieg wydarzeń. Nic bardziej błędnego. Obecny rząd nie potrwa długo. Ludzkie oburzenie go obali. Ale szczególny gniew rozczarowanych ludzi uderzy w Kościół Rzymsko-katolicki, gdy odkryją wreszcie w pełni fałsz i hipokryzję tego systemu, który zawsze trzymał z władzą, a kłamliwie pozorował, że troszczy się o los biednych i skrzywdzonych.
 
Dodał: Andrzej
Popularne artykuły
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 2 z 2
Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan   (ciąg dalszy artykułu)   Twierdzenia Palestyńczyków   Twierdzenia palestyńskiego, że ...dalej
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 1 z 2
    Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan     Wstęp     Nie zdarzyło się nigdy przedtem, aby ...dalej
Gromadzenie sił na Armageddon
"Albowiem przyszedł dzień on gniewu i któż się ostać może" Obj. 6:17     Księgę Objawienia Bóg dał, jak ...dalej
Wychowanie jezuickie
Wyjątki z traktatu Stanisława Szczepanowskiego pt. "Idea polska wobec prądów kosmopolitycznych". Lwów, Towarzystwo Wydawnicze 1901, ...dalej
Antychryst. Jego ostateczny koniec
OSTATECZNY KONIEC ANTYCHRYSTA WIDZIANY W 1889 ROKU     Prześledziliśmy historię papiestwa aż do obecnych czasów, do Dnia Pańskiego ...dalej
ANARCHIA - Symboliczny ogień, którym kończy się stary świat
"A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ...dalej
Dzień Sądu
W kwestii dzieła sądu w przyszłym wieku wielu ludzi posiada bardzo pomieszane pojęcia. Popularny pogląd ...dalej
Apokalipsa (rozdział 17)
Opinia T.Ch. Russella na temat siedemnastego rozdziału   "Brat Russell mówił, że ... tego rozdziału nie można ...dalej
Syjonizm w proroctwie
Zaproszenie   [9 października 1910 roku pastor Russell otrzymał zaproszenie od Komitetu Organizacyjnego Walnego Zgromadzenia Żydów, by ...dalej
Plagi egipskie - Dziewiąta i dziesiąta (6 z 6)
DZIEWIĄTA PLAGA EGIPSKA – CIEMNOŚCI 2 Mojżeszowa 10:20-29     "Rzekł więc Pan do Mojżesza: Wyciągnij rękę swoją ku ...dalej
Archiwum
Etykiety
Trzy Biada Copyright © 2011 Artykuły   Articles   Wprowadzenie   Warto zobaczyć   Kontakt
projekt graficzny cefau wykonanie eball