TrzyBiada.pl
15
KWI
0
144
Lubię to
Etykieta: xx
Artykuł z Watch Tower z 1905 roku
 
 
Złoty tekst: "Ona, co mogła, to uczyniła" (Mar. 14:8)

Było to w sobotę wieczór, jak my to liczymy, w wieczór następujący po dniu żydowskiego Szabatu – po godzinie 6. – gdy Jezus, Jego uczniowie i Łazarz, którego Jezus poprzednio obudził ze snu śmierci, oraz kilku przyjaciół tej rodziny, zasiedli do uczty urządzonej dla specjalnego uczczenia Jezusa w domu Jego przyjaciół, gdzie był On zawsze mile widziany i gdzie, według zapisków, gościł częściej aniżeli w jakimkolwiek innym domu. Było to w Betanii, w domu Łazarza, Marty i Marii. Dom ten nazwany jest także domem Szymona trędowatego, co do którego jedno przypuszczenie jest takie, że był on ojcem tej rodziny, inne zaś, że był to mąż Marty, która w tym czasie była już wdową.

Nasz Pan i Jego uczniowie byli w drodze do Jeruzalemu, a Betania była po drodze, na jego przedmieściach. Do Betanii przyszli prawdopodobnie w nasz piątek, czyli żydowski szósty dzeń tygodnia. Oczekujące ich, Marta i Maria przygotowały dość wystawną ucztę, przy czym, zgodnie z regułami rządzącymi w podobnych przypadkach, potrawy zostały zapewne przygotowane z góry, jako że w Szabat praca była zakazana. Nie mamy nic powiedziane o owym szabatowym dniu w Betanii, lecz możemy sobie wyobrazić wspaniałe towarzyskie spotkanie miłujących się członków tej rodziny z Panem i Jego wybranymi apostołami.
 
 
Jezus w życiu społecznym

 
Pełne mądrości i miłości słowa Mistrza nie zostały odnotowane, lecz z najlepszego źródła informacji wiemy, że dobry człowiek, z dobrego skarbca serca wynosi rzeczy dobre, i że z obfitości serca usta mówią. Możemy więc być pewni, że dzień ten nie był poświęcony na błahe słowa i zachowanie, ale na odpoczynek i duchowe zadowolenie, które były orzeźwieniem dla wszystkich znajdujących się we właściwym stanie serca. Ta sama reguła stosuje się do wszystkich naśladowców Pana, gdziekolwiek mogą się znaleźć i jakiekolwiek może być ich zajęcie i otoczenie. Z dobrego skarbca serca nie mogą oni wydobywać nic innego oprócz rzeczy dobrych. Gdyby ktoś był usposobiony inaczej, niech się ma na baczności i niech naprawi trudność swego serca, a nie jedynie głowy.

Lepiej możemy sobie wyobrazić niż przedstawić miłujące uczucia, jakie Łazarz i jego siostry żywiły dla Jezusa, którego tak wysoko szanowali i który, przez wywołanie Łazarza z grobu, dowiódł, że jest Mesjaszem i że w Nim jest moc zmartwychwstania i żywota. Była to prawdopodobnie pierwsza wizyta naszego Pana w domu w Betanii po tym wielkim wydarzeniu.

Widocznie nasz Pan miał przyjaciół z różnych środowisk; nieliczni byli bogaci, niektórzy biedni, a jeszcze inni średniego stanu. Rodzina w Betanii należała najwidoczniej do klasy zamożnej. Świadczyło o tym posiadanie własnego domu, własnego grobowca, a także czyn Marii, która w omawianej sytuacji była w stanie i była chętna wydać znaczną sumę pieniędzy na uczczenie Pana pomazaniem Go nader kosztownym szpikanardem. To przypomina nam modlitwę jednego z pisarzy przeszłości: "Ubóstwa i bogactwa nie dawaj mi" (Przyp. 30:8). Dla wielu bogactwa są wielką pułapką, a Pańskie słowo zapewnia nas, że niewielu bogatych wejdzie do Królestwa. Atrakcje obecnego życia okażą się dla takich zbyt potężne i przeszkodzą im w wypełnianiu ich ślubów poświęcenia – aby ofiarować swoje wszystko, złożyć wszystko u stóp Jezusa, stać się jedynie Jego szafarzami w używaniu swych doczesnych sposobności i błogosławieństw oraz użyć takowych w Jego służbie mądrze i w taki sposób, by zademonstrować miłość i wierność, które wyznali.

Umiarkowany dostatek w życiu jest pod wieloma względami bardzo pożądany, pozwala bowiem na bardziej hojne obchodzenia się z drugimi, na większą gościnność, itd.; a jednak nawet umiarkowana pomyślność wydaje się być czymś więcej niż większość może doświadczać, a jednak pozostawać wierną. W konsekwencji znajdujemy faktycznie to, o czym nasz Pan powiedział, mianowicie, że dziedzicami Królestwa się przeważnie ubodzy tego świata – przeważnie ci, którzy mają mało posiadają i którzy nie mają nadziei, że zdobędą więcej, i których umysły w związku z tym z większą gotowością zwracają się ku rzeczom niebieskim, jakie Pan obiecał tym, którzy wielce Go miłują.

Do jakiegokolwiek stopnia zatem posiadamy wygodne środowisko, podobne do tego, jakie posiadała rodzina w Betanii – do jakiegokolwiek stopnia mamy dobre rzeczy obecnego świata – w takiej samej proporcji musimy mieć się szczególnie na baczności wobec trosk o ten żywot, ułudy bogactw, ambicji, nadziei i dążeń tego świata, aby one nie odciągnęły naszych serc od lojalności i oddania Panu i Jego sprawie. To ostatnie tylko pełna wiara i ufność jest w stanie wzbudzić i podtrzymać. Najwyraźniej można być ubogim w duchu nie będąc faktycznie w ubóstwie, lecz im więcej jest ziemskiej pomyślności, tym więcej w rzeczywistości potrzeba łaski, aby utrzymać nas na wąskiej drodze.
 

"Maść szpikanardowa bardzo droga"
[Mar. 14:3]
 
 
Dwie te siostry widocznie zaplanowały sprawę między sobą: Marta usługiwała przy stole, a Maria usłużyła w szczególny sposób maścią. Orientalne stoły były połączeniem kanapy i stołu, tak że gości opisywano stosownie jako kładących się w czasie uczty. Było zwyczajem opierać się przednią częścią ciała na jednym łokciu, używając drugiej ręki do przenoszenia jedzenia do ust, itd. Nasz Pan w taki sposób spoczywał, więc Maria miała bardzo dogodny dostęp zarówno do Jego głowy, jak i nóg, gdy przystąpiła by pomazać maścią najpierw Jego głowę a potem Jego stopy.

Słowo maść wywiera raczej mylne wrażenie. Bardziej trafnym określeniem użytego płynu byłoby słowo perfumy. Ubocznie wspomnianym jest, iż jego wartość wynosiła ponad trzysta denarów (Mar. 14:5). Te srebrne denary miały wartość około 16 centów każdy i według takiego liczenia ten alabastrowy flakonik perfum kosztowałby około czterdzieści osiem dolarów. Licząc jednak każdego denara jako ówczesną zapłatę za dzień pracy (Mat. 20:2), otrzymujemy te trzysta denarów jako równowartość całorocznej zapłaty robotnika, czyli od trzech set do tysiąca dolarów w porównaniu do naszych czasów [pisane w 1905].

Bez względu na to, w jaki sposób chcielibyśmy obliczać, maść ta była naprawdę bardzo kosztowna. Starożytna literatura poświadcza, że oświadczenie to nie jest przesadzone. Na przykład, napisane jest, że Horacy zaoferował beczkę wina za bardzo małe pudełko szpikanardu (Ody Owidiusza, IV, XII, XVII). Nawet w naszych czasach perfumy, a mianowicie olejek z róż (atar), wyceniony został na 100 dolarów za uncję. Według tej ceny "funt” Marii miałby wartości 1200 dolarów.
 

"Uczyniła, co mogła”
[Mar. 14:8]
 
 
Użycie tak drogich perfum było czymś bardzo rzadkim. Rzeczywiście, nawet cesarze używali ich oszczędnie, lecz gdy były już użyte wylewano je zazwyczaj na głowę. Maria postąpiła według tego zwyczaju i, jak podaje Mateusz i Marek, wylała perfumy na głowę Pana. Uczyniwszy to, przystąpiła do Jego nóg, pomazała stopy perfumami i otarła je długimi puklami swoich włosów. Co za piękny obraz miłującego oddania został nam tutaj dany! Stopy zawsze uznawane są jako najskromniejsze i najniższe członki postury ludzkiej – włosy na głowie, szczególnie u niewiasty, zawsze uważane są jako jej szczególny skarb i chwała. Tutaj zostało to razem przyniesione w sposób, który oznaczał, że Maria oceniła swego Pana i Mistrza jako będącego nieskończenie ponad tym wszystkim. Rozpoznała Go najpierw jako najbardziej godnego podziwu człowieka, który mówił tak, jak nikt inny z ludzi. Później zrozumiała, że był On wielkim nauczycielem specjalnie na ten czas posłanym. W końcu, przez wzbudzenie Łazarza ze snu śmierci, Maria miała dowód, że była w Nim moc Wszechmogącego, że nie mógł być On kimś innym, jak tylko Synem Boga. Odpowiednio do tego oddała mu cześć stosownie do Jego wysokiego stanowiska.

Maria nie mogła posadzić Pana na ziemskim tronie, lecz chciała okazać, że była Jego oddaną służebnicą na zawsze. Nie mogła uwielbić Go przed całym ludem izraelskim, lecz mogła uwielbić i uczcić Go w swym własnym domu. Nie mogła wyrażać pochwał i sławić pieśnią Jego zasług, lecz mogła śpiewać i ułożyć melodię we własnym sercu i wylać na Niego perfumy, które nie tylko napełniły jej dom wonnym zapachem, lecz które także wydały czuły aromat ku czci niewieściego rodu w ogóle, od owych czasów aż dotąd. "Ona, co mogła to uczyniła", powiedział Pan – okazała swoje oddanie jak potrafiła najlepiej. Jak prawdziwymi okazały się następne słowa Pana: "Zaprawdę powiadam wam, gdziekolwiek na całym świecie będzie zwiastowana ta Ewangelia, będą opowiadać na jej pamiątkę i o tym, co ona uczyniła" (Mat. 26:13). Miła pamiątka, miłego charakteru i kochającego serca. Rozważając tę rzecz w świetle wonności, błogosławieństwa i orzeźwienia, jakie rozeszły się na cały lud Pana przez cały Wiek Ewangelii, możemy powiedzieć, że ten alabastrowy flakonik cennych perfum, bardzo kosztowny, okazał się niezmiernie tani.
 
 
"Czemu nie rozdano ubogim”
[Jan 12:5]
 
 
Nasza lekcja mówi, że Judasz zaprotestował przeciwko takiemu marnotrawstwu pieniędzy. Wyjaśnia ponadto, że nie uczynił tego dlatego, iż tak bardzo troszczył się o biednych, ale dlatego, iż był złodziejem. Ubolewał nad tym, że pieniądze wydane na perfumy nie były mu przekazane jako skarbnikowi tej grupy uczniów, aby mógł je przywłaszczyć sobie. Myśl ta jest dobitniej wyrażona w przejrzanej wersji, która wiersz ten oddaje następująco: "Ponieważ był złodziejem, i mając sakiewkę, sprzeniewierzał to, co wkładano" (Jan 12:6). Mateusz mówi "uczniowie" – Marek podaje "byli niektórzy" – lecz Jan wspomina tylko Judasza, jako tego, który szemrał przeciwko wydatkowi związanemu z usługą Marii wobec jej Pana. Jest całkiem prawdopodobne, że wszystkie te zapiski są poprawne. Bez wątpienia Judasz był podżegaczem szemrania. Niektórzy szybciej i bardziej gruntownie podzielili jego uczucia, natomiast reszta Apostołów, prawdopodobnie ulegając wpływowi większości, skłonna była ustąpić i zgodzić się, że taka ekstrawagancja była czymś złym. Lecz Pan Jezus uspokoił całą tę sprawę słowami: "Zostawcie ją; czemu jej przykrość wyrządzacie? Wszak dobry uczynek spełniła względem mnie. Albowiem ubogich zawsze macie pośród siebie i gdy zechcecie, możecie im dobrze czynić, mnie zaś nie zawsze mieć będziecie. Ona, co mogła, to uczyniła; uprzedziła namaszczenie ciała mego na pogrzeb" [Mar. 14:6-8].

Wielu dzisiejszych uczniów Pana musi zrekonstruować swoje pojęcia na temat oszczędności. To prawda, że jest dla nas konieczne, aby być przezornymi a nie marnotrawnymi, oszczędnymi a nie rozrzutnymi. Nasz Pan często tę lekcję wpajał, jak na przykład wtedy, gdy po nakarmieniu rzeszy kazał pozbierać fragmenty połamanej żywności. Jest jednak właściwe miejsce aby przeciągnąć linię. Osoba, która jest oszczędna i skąpa w swej służbie Panu, na pewno z tego powodu będzie przegrana. Pismo Święte bowiem oświadcza: "Człowiek szczodrobliwy: bywa bogatszy, a kto nasyca sam też będzie nasycony;” a także: "Jeden daje hojnie, lecz jeszcze więcej zyskuje; inny nadmiernie skąpi i staje się tylko uboższy" [Przyp. 11:24,25].

Są to dla nas dwie różne sprawy, nauczyć się być oszczędnymi w naszych własnych sprawach i być szczodrym aż do stopnia rozrzutności w sprawach dotyczących Pana i Jego służby. Śpiewamy niekiedy: "Do wielkiego Króla spiesz; wielkie prośby z sobą bierz". Lecz ten, kto zanosi wielkie prośby przed tron łaski, powinien być również pewny, że zabiera z sobą duży alabastrowy flakon perfum dla Pana – nie w nadziei zasłużenia sobie przez to na Pańską łaskę, ani z myślą uperfumowania swoich próśb, ale jako oznaka oceny błogosławieństw już otrzymanych. Ci, którzy przynoszą alabastrowy flakonik chwały i dziękczynienia, na ogół mało mają o co mieliby prosić. Rozumieją raczej, że oni są już do takiego stopnia zadłużeni, iż nigdy nie zdołają okazać odpowiednio swej oceny i wdzięczności za Boską łaskę. Słusznie rozpoznają, że dzień po dniu otrzymują z rąk Pańskich niezmiernie i obficie więcej aniżeli mogliby prosić lub życzyć i że w samych tylko duchownych błogosławieństwach mają oni to, co zadawala wszelkie ich pożądania więcej aniżeli jest w stanie cokolwiek innego. Tacy najbardziej ściśle naśladują przykład Marii i przynoszą Panu alabastrowe flakoniki perfum – ich modlitwy i dziękczynienia serc. Nie prosząc o nic, lecz dziękując za wszystkie rzeczy, otrzymują oni od Mistrza taki wylew błogosławieństwa, że nie są w stanie go ogarnąć.

Ci, którzy patrzą na sprawę właściwie, muszą z pewnością odczuwać, że żaden z nas nie ma nic godnego, co mógłby ofiarować naszemu Panu – że nasze najlepsze, nasze najbardziej kosztowne dary i ofiary nie są godne Jego i tylko słabo wyrażają prawdziwe uczucia naszych serc. Jakże bardzo możemy radować się, jeżeli nasze uniżone wysiłki są przyjemne Panu i jak bardzo pragnęlibyśmy ostatecznie usłyszeć ten sam miły głos mówiący nam: "On uczynił, co tylko mógł", "Ona uczyniła, co tylko mogła".

Poeta Tennyson pięknie przedstawia scenę, którą rozważamy, w następujących strofach:
 

"Jej oczy są domami cichej modlitwy,
Żadnej innej myśli jej umysł nie dopuszcza
Prócz tej, że on nie żył, a oto tam siedzi
I Ten jest tam również, co przywiódł go z powrotem.

Wtedy jedna głęboka miłość wypiera
Wszystko inne, kiedy jej żarliwe spojrzenie
Wędruje od twarzy żywego brata
By spocząć na prawdziwym Życiu.

Cała subtelna myśl, wszystkie dziwne lęki,
Zrodzone przez radość tak kompletną,
Ona pochyla się i kąpie Zbawiciela stopy
W kosztownym szpikenardzie i we łzach".
 
[amatorska próba przekładu]:

 
"Her eyes are homes of silent prayer,
Nor other thought her mind admits
But, he was dead, and there he sits,
And He that brought him back is there.

"Then one deep love does supersede
All other, when her ardent gaze
Roves from the living brother's face,
And rests upon the Life indeed.

"All subtle thought, all curious fears,
Borne down by gladness so complete,
She bows, she bathes the Saviour's feet
With costly spikenard and with tears."

 
[tekst oryginalny]

 
"Ubogich zawsze mieć będziecie"
[Mat. 26:11]
 
 
Przepowiednia naszego Pana, że ubóstwo będzie trwało przez cały Wiek Ewangelii, wypełniła się wystarczająco. Spoglądając w przyszłość radujemy się mając znajomość faktu, że pod panowaniem Królestwa nie będzie więcej ubogich, nie będzie więcej smutku, nie będzie więcej niedostatku. "I będzie siedział każdy pod swoim szczepem winnym i pod drzewem figowym, i nikt nie będzie szerzył popłochu" [Mich. 4:4]. Ta zmiana warunków nie dokona się przez ludzki rozwój, przez ludzkie teorie, towarzystwa spółdzielcze, związki zawodowe, trusty, itd. Wszystkie te różne środki zaradcze, aby każdemu zapewnić bogactwo, wygodę i szczęście zawiodły w przeszłości i wciąż będą zawodzić w przyszłości. Z powodu grzechu wypaczającego i wykręcającego każdy element człowieczeństwa, z powodu samolubstwa, ambicji i pożądliwości działających na te wypaczone i wykręcone elementy ludzkości, ból, cierpienie i niedostatek na pewno wciąż będą istniały dokąd trwa panowanie grzechu. Jest rzeczą pewną, że grzech trwać będzie dopóty, dopóki wielki Mesjasz nie obejmie wielkiej władzy i panowania, nie pokona grzechu i wszystkiego, co przeciwne jest sprawiedliwości i prawdzie, i nie ustanowi tych zasad na ziemi.

Dopóki ten chwalebny dzień nie nadejdzie, przez całą noc płaczu, trwającą już ponad osiemnaście stuleci [pisane w 1905], zawsze mieliśmy między sobą ubogich, a wielu z nich należało do umiłowanych Pana. W obecnych warunkach, ubóstwo, we wielu przypadkach i wielu znaczeniach tego słowa okazało się błogosławieństwem. Nie tylko fakt ubóstwa i obawa przed ubóstwem pomaga dla wielu trzymać się w ryzach, być aktywnymi w walce życiowej i w ten sposób rozwijać w sobie cnoty przezwyciężania, lecz z drugiej strony, fakt że istnieje ubóstwo, fakt że mamy przyjaciół i sąsiadów potrzebujących naszej opieki i pomocy, jest błogosławieństwem dla tych, którzy są dostatniej sytuowani. Rozwija w nich bowiem współczucie, cierpliwość, miłość, oraz ich pragnienie by czynić dobrze, pragnienie aby pomóc. Kto udziela ubogiemu, pożycza Panu a Pan mu odpłaci. Ta obietnica jest tak bogata i tak wyraźnie oznajmiona, że aż dziw bierze, że brak większych skłonności do inwestowania w harmonii z tą zasadą i zrozumienia, że Pan nie tylko odpłaca, lecz daje duży procent.
 

"Mnie nie zawsze mieć będziecie"
[Mat. 26:11]
 
 
Sposobność uczczenia Pana była ograniczona – za małą chwilę również Jego cierpienia miały się skończyć i miał być uwielbiony, poza strefą zła, poza możnością ludzkiej troski. Patrząc na sprawę z właściwego stanowiska, było dla Marii rzeczą stosowną wydatkować wielką sumę na jej Pana – aby głowę, na którą spadły oszczerstwa i klątwy ówczesnych arcykapłanów i doktorów teologii i na którą miała być wkrótce wtłoczona cierniowa korona – aby ta głowa została uczczona przez kogoś spośród niewielu tych, którzy rozumieli Jego prawdziwą wartość, Jego prawdziwą wielkość, Jego Królewskość, że był On naprawdę Synem Bożym. Było również rzeczą odpowiednią, aby stopy te, które stąpały po dolinach i zboczach Palestyny, które nieraz były tak bardzo utrudzone i które symbolizowały stopy poświęcenia kroczącego wąską, skalistą drogą – te nogi, które tak niedługo miały być przybite gwoździami do krzyża – aby teraz zostały one uczczone przez kogoś, kto je docenił i im zaufał, kto ukochał je i zamierzał iść w ślady Mistrza.

Kiedy osiągamy właściwy pogląd na tę sprawę, możemy naprawdę sympatyzować z wyrażeniem Pana: "Zostawcie ją", nie dręczcie jej, nie odbierajcie tego od niej. Gdy bowiem pierwszy ruch z użyciem szpikenardu został wykonany, zaś apostołowie woleliby aby perfumy zostały zaoszczędzone i sprzedane, to Pan jak gdyby przeszkodził im w dalszej perswazji na ten temat, mówiąc: Pozostawcie ją, nie przeszkadzajcie jej.

Szpikanard Marii przedstawia jeden z najpiękniejszych elementów chrześcijańskiego charakteru pomiędzy ludem Bożym, od tamtego dnia do obecnej chwili. Należy bowiem pamiętać, iż cały Kościół Chrystusa, w najszerszym znaczeniu jest "ciałem Chrystusa", jak zostało to wyrażone przez Jezusa i przez apostołów. Członkowie klasy Marii, którzy woleliby raczej wielkim kosztem nabywać perfumy, by nimi służyć namaszczaniu Kościoła, ciała Chrystusa, aniżeli wydawać to na siebie samych, są nadal z nami i należeli do Kościoła przez te osiemnaście stuleci (pisane w 1915). Nie tylko Głowa Ciała została pomazana, uperfumowana, uczczona, pocieszona i zachęcona, lecz również wszyscy członkowie tego Ciała otrzymują od tamtego czasu podobne błogosławieństwo od tej klasy, tej klasy Marii ze szpikanardem. Klasa ta nie zawsze składa się z oratorów, bogatych lub mądrych – jej usługa nie jest okazała, a dla wielu, szczególnie ludzi światowych, wydaje się głupotą i marnotrastwem. Jednak Pan ocenia taką usługę i oceniają ją także członkowie Jego Ciała, którzy bywają przez nią pocieszeni i orzeźwieni. Niechaj błogosławieństwo spoczywa nad tej klasie Marii!
 

Uczczenie członków – uczczeniem Głowy

 
Jeżeli zatem członkowie Kościoła w ciągu całego wieku ewangelicznego byli w taki sposób pocieszani, to czyż nie powinniśmy spodziewać się z końcem tego wieku jakiegoś szczególnego błogosławieństwa tego rodzaju, dla członków "nóg”? Według naszego zrozumienia żyjemy obecnie przy końcu tego wieku – Głowa została już uwielbiona, wielu członków ciała przeszło poza zasłonę, a tylko stopy są tutaj. Być może, ten właśnie obraz pomazania przez Marię stóp i głowy naszego Pana stanowi ilustrację tego, czego możemy oczekiwać w obecnym czasie. I tu wyłania się piękny zarys Boskiego zarządzenia – my wszyscy możemy być zarówno z klasy Marii, jak i z klasy stóp. Innymi słowy każdy członek ciała Chrystusa może do pewnego stopnia usługiwać współczłonkom tegoż Ciała, współczłonkom stóp, tak jak Maria usłużyła stopom Jezusa.

Niechaj tedy każdy z poświęconych Panu, gdy bada tę sprawę, postanowi, że przy Boskiej łasce, przyłączy się do klasy Marii, zakupi kosztownego szpikanardu i obficie wylewać go będzie na stopy Ciała Chrystusowego, czyli na Kościół, na prawdziwe członki. To będzie znaczyć miłość, sympatię, dobrotliwość, łagodność cierpliwość, wspieranie i pocieszanie. To będzie znaczyć wielki i stały rozwój we wszystkich owocach i łaskach ducha, których łączną nazwą jest miłość.

Drodzy czytelnicy, niechaj każdy z nas pamięta, że chociaż nie możliwym jest dla nas uczynić to, co uczyniła Maria w naszej lekcji, to jednak mamy przywilej czynić jeszcze większe rzeczy jedni dla drugich, dla braci w Chrystusie teraz żyjących na świecie, dla członków nóg Jego Ciała. Tam były literalne perfumy, które z czasem straciły swoją wartość; lecz te małe czyny grzeczności i pomocy, jakie możemy wyświadczać drugim, nigdy nie stracą swej wartości w ocenie Pana, ani też nigdy nie stracą swej wonności we wzajemnej ocenie jedni drugich. Małe sprawy w życiu, uprzejme słowa, małe upominki, miłe spojrzenia, drobne zasiłki przy sposobności – te, a nie koniecznie jakieś wielkie rzeczy, są naszymi sposobnościami, naszymi perfumami, jakimi możemy darzyć jedni drugich.
 
 
"Umywanie nóg jedni drugim"
[Jan 13:14]
 
 
Mycie nóg w dawnych czasach w krajach Wschodu było czymś bardzo koniecznym dla dobrego samopoczucia, zatem umywanie stóp jedni drugim mogłoby oznaczać wzajemne dodawanie sobie otuchy i orzeźwienia w najbardziej służebnych usługach. I to jest istota Pańskiej lekcji dla nas, że powinniśmy być zadowoleni z każdej sposobności służenia jedni drugim, pocieszania i dopomagania jedni drugim, w jakiejkolwiek służebnej usłudze. Zastosujmy to teraz do sformułowania naszej lekcji. Maria umyła nogi naszego Pana perfumami, natomiast klasa Marii, czyli najbardziej kochający i oddani w Kościele, mają dopomagać jedni drugim, mają umywać stopy jedni drugim. Nie mają tego czynić w najbardziej niegrzeczny lub nietaktowny sposób, jaki można sobie wyobrazić. Przeciwnie, pobudzeni miłością i oddaniem jedni wobec drugich mają to czynić z dobrocią, sympatią, miłością i oceną symbolizowaną przez szpikanard Marii. Ich pocieszanie jedni drugich ma być z taką miłością i pieczołowitością, jakie reprezentowało użycie przez Marię pukli jej włosów do otarcia stóp Mistrza.

Widzimy pewne oznaki, że ta miłość, owa miłość szpikanardu Marii i sympatia, wzrasta pomiędzy członkami ciała Chrystusowego; że w miarę jak oni dostrzegają wrogość świata, ciała i Szatana przeciwko pomazańcom Pańskim, są oni tym bardziej wzajemnie oddani i tym bardziej wszyscy skłonni czcić jedni drugich swoim staraniem, miłością i sympatią, oraz mówić i postępować jedni wobec drugich wspaniałomyślnie i dobrotliwie. Jesteśmy z tego zadowoleni – nie znamy żadnego lepszego dowodu wzrostu w łasce ze strony poświęconych. Niechaj to dobre dzieło postępuje dalej, dopóki całego domu nie napełnimy perfumami miłości, dopóki cały świat nie pozna jak chrześcijanie miłują się wzajemnie – nie w ciasnym lub stronniczym sensie, lecz w sensie szerokim, tak jak Chrystus umiłował wszystkich, którzy miłują Ojca i wszystkich, którzy starają się chodzić Ojca drogami.
 
 
Czyńmy to teraz

 
Jeżeli Maria byłaby zaczekała jeszcze z tydzień, to perfumy te mogłaby użyć sama na siebie, ale nie na Pana – bo w przeciągu tygodnia od tego wydarzenia, nasz Pan był już pogrzebany, grób był zapieczętowany, strzegła go rzymska straż i nie było nawet żadnej możliwości, by wylać je na Jego martwe ciało. Jakże więc dużo lepiej się stało, że wykorzystała ona tę sposobność, że okazała Panu swoje oddanie wtedy, gdy był jeszcze jej gościem. I tutaj występuje podobieństwo: Niezadługo wszyscy członkowie ciała Chrystusowego dopełnią swój udział w cierpieniach i przejdą poza zasłonę "przemienieni".

Mądrość podpowiada nam, że nie powinniśmy zwlekać z przynoszeniem naszych alabastrowych pudełeczek z wonnością i wylewaniem ich zawartości na naszych drogich należących do ciała Chrystusa, stóp Chrystusowych. Jest to obojętne, czy oni nas zauważają, czy myślą o nas, czy darzą nas podobnymi perfumami jako członków stóp. Czyńmy swoją część, bądźmy klasą Marii, wylewajmy nasze słodkie perfumy na drugich, a dom, czyli Kościół Pana napełni się miłą wonnością, choćby niektórzy z uczniów mylnie zarzucili nam rozrzutność w naszej miłości i naszym oddaniu, nie rozumiejąc, że Pan niebawem znowu powie: "Zostawcie ją, ona co mogła, to uczyniła". Pańska ocena względem tego symbolicznego szpinakardu i pomazywania jest, że to jest wszystko, co możemy uczynić – nic nie mogłoby być większe lub lepsze. To wyraża miłość, wielką miłość – a "miłość jest wypełnieniem zakonu" [Rzym. 13:10].

"Przypatrzmy się jedni drugim”, powiedział Apostoł – zauważmy jedni drugich słabości, zauważmy jedni drugich próby, zauważmy usiłowania jedni drugich w dobrym boju przeciwko ciału, światu i Szatanowi – zauważmy uciski jedni drugich na tej wąskiej drodze w zmaganiu się z opozycją wewnątrz i zewnątrz. A gdy tak czynimy, napełni to nasze serca sympatią, taką sympatią, która będzie czerpać przyjemność z wylewania perfum szpikenardu, bardzo kosztownych, najczystszych i najlepszych, na wszystkich, którzy są współczłonkami tego jednego Ciała.

Ktoś opowiedział o wielkim "Towarzystwie Pocieszycieli" ["Society of Encouragers"], które stara się być bardzo pomocne w zachęcaniu i dźwiganiu obolałych stóp, utrudzonych na ścieżce życia. Jak dotąd, nie jest to wielkie towarzystwo pod względem ilości członków, lecz jest to towarzystwo wielkie z punktu widzenia Pana i z punktu widzenia tych wszystkich, którzy zostali przez nie wspomożeni i zachęceni. O Marii szpikanardu mogłoby być powiedziane, że była ona znamienną członkinią tego towarzystwa pocieszycieli. Możemy sobie słusznie wyobrazić, że gdy nasz drogi Odkupiciel rozmyślał o srogich doświadczeniach, włączając w to ukrzyżowanie w rozpoczętym już tygodniu, manifestacja miłości i oddania ze strony Marii przyszła do Niego jako szczególna zachęta i orzeźwienie ducha. Tak niewielu zdawało się Go rozumieć! Nawet Jego uczniowie nie docenili ważności chwili. A tu była osoba, która co najmniej miłowała Go i miała do Niego zaufanie. Niewątpliwie dodało to Panu odwagi na pozostałe dni Jego drogi.
 

Prawda zwięźle wyrażona

 
Jeśli chodzi o słuszność wykorzystania obecnych sposobności dla pocieszenia i zachęty jedni drugich, pewien pisarz sarkastycznie powiedział:

"Nie trzymaj alabastrowych flakoników twojej miłości i czułości zapieczętowanych aż twoi przyjaciele umrą. Napełniaj ich życie radością. Mów pochwalające i dodające otuchy słowa dopóki ich uszy mogą je słyszeć ... Jeżeli moi przyjaciele mają zachowane alabastrowe flakoniki pełne wonnych perfum sympatii i miłości, które zamierzają stłuc nad moim ciałem, to chciałbym raczej, aby wydobyli je w moich godzinach znużenia i zmartwienia, i aby je otworzyli, bym mógł być przez nie orzeźwiony i pocieszony, gdy ich potrzebuję. ...Wolałbym raczej mieć prostą trumnę bez żadnego kwiatu i pogrzeb bez pochwalnej mowy, niż życie bez słodyczy miłości i współczucia. ... Kwiaty na trumnie nie wydają żadnego zapachu wstecz, na mozolną drogę życia".

Poemat pani Preston, "Przedśmiertne" ["Ante Mortem"], wyraża tę samą myśl w następujący sposób:
 

..."Gdybym tylko usłyszał
Choć tchnienie aplauzu, jedno pocieszenia słowo ‒
Jeden okrzyk "Odwagi"! w zmaganiu,
Co mnie tak przygniata śmiercią lub życiem ‒
Jakże wzmocniłoby to mą duszę w wytężeniu
Porzez wir nadchodzącej znowu fali".
 
[amatorska próba przekładu]
 
 
..."Had I but heard
One breath of applause, one cheering word--
One cry of 'Courage!' amid the strife,
So weighted for me with death or life--
How would it have nerved my soul to strain

Thro' the whirl of the coming surge again."
 
[treść oryginału]
 

Ofiarowanie słodkiej wonności
 
 
Apostoł, opisujący wzajemne usługi w Kościele, mówi, że naszym udziałem jest ofiarowanie miłej wonności Bogu, lecz dodaje znowu, że Ewangelia, do której się odnosi, dla jednych jest wonią życia ku życiu, a dla drugich wonią śmierci ku śmierci. Oznacza to, że dobre uczynki, uprzejme słowa i starania będą ocenione przez tych, którzy znajdują się we właściwym nastawieniu serca aby je ocenić. I przeciwnie, te same dobre czyny pobudzą do obrazy i wytworzą przykrą woń dla tych, którzy znajdują się w złym stanie serca. Jakże często mogliśmy to zauważyć, że przez nasze najlepsze wysiłki, aby służyć członkom stóp Chrystusa, jedni zostali pocieszeni i orzeźwieni, inni zaś zostali rozgniewani. Dla jednych wysiłki te były miłą wonnością, dla drugich był to zapach nieprzyjemny, z powodu ich złego nastawienia serca względem Pana i względem ciała Chrystusowego – być może z powodu ich ambicji lub jakichś innych ujemnych uczuć.

Tak samo rzecz się miała w Betanii: Miła wonność napełniająca dom, oraz błogosławieństwo i orzeźwienie, jakich doznała Maria w łączności z tą usługą, miały zupełnie inny wpływ na Judasza. Był on rozgniewany. Samolubstwo nie pozwalało mu uznać czci okazanej Panu. Mógł on myśleć tylko o sobie, o korzyści jaką miał nadzieję wyciągnąć z transakcji, i o tym, że na ile to jego dotyczyło, cała ta sprawa była marnotrawstwem. Rozgoryczenie, jakie napełniło jego serce z powodu złego nastawienia, ukazane jest przez oświadczenie, że natychmiast udał się do arcykapłanów, aby negocjować z nimi warunki zdrady Jezusa. Dopilnujmy zatem, drogie braterstwo, aby serca nasze znajdowały się w miłującej postawie względem Pana, a nie w postawie samolubnej – abyśmy umieli odpowiednio oceniać wszystko, cokolwiek czynione jest w Jego imieniu i dla Jego ciała, a także abyśmy egoistycznie nie szukali swego. W przeciwnym bowiem wypadku, wynik z nami może być wonią śmierci ku śmierci, tak jak to było z Judaszem.

To zakańcza naszą lekcję. Prawdopodobnie następnego dnia Żydzi zaczęli gromadzić się w znacznej liczbie, aby zobaczyć Jezusa i Łazarza, i naradzać się w celu zabicia ich obu –"dla dobra sprawy". A przy okazji, pozwólcie wspomnieć, że "dobro sprawy" prawie zawsze było podstawą każdego złośliwego i nikczemnego działania przeciwko Prawdzie, od początku do końca. Strzeżmy się zatem przed takim sekciarskim duchem. Dopilnujmy, aby nasza miłość ku Panu i ku braciom była szczera, a nie prywatna i samolubna, zabiegająca o nas samych lub jakąś denominację. W przeciwnym bowiem razie nie wiemy, w jakie zło możemy być wprowadzeni.
 
W.T. R3534-1905; Straż 3/1936
Dodał: Andrzej
Popularne artykuły
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 2 z 2
Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan   (ciąg dalszy artykułu)   Twierdzenia Palestyńczyków   Twierdzenia palestyńskiego, że ...dalej
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 1 z 2
    Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan     Wstęp     Nie zdarzyło się nigdy przedtem, aby ...dalej
Gromadzenie sił na Armageddon
"Albowiem przyszedł dzień on gniewu i któż się ostać może" Obj. 6:17     Księgę Objawienia Bóg dał, jak ...dalej
Wychowanie jezuickie
Wyjątki z traktatu Stanisława Szczepanowskiego pt. "Idea polska wobec prądów kosmopolitycznych". Lwów, Towarzystwo Wydawnicze 1901, ...dalej
Antychryst. Jego ostateczny koniec
OSTATECZNY KONIEC ANTYCHRYSTA WIDZIANY W 1889 ROKU     Prześledziliśmy historię papiestwa aż do obecnych czasów, do Dnia Pańskiego ...dalej
ANARCHIA - Symboliczny ogień, którym kończy się stary świat
"A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ...dalej
Dzień Sądu
W kwestii dzieła sądu w przyszłym wieku wielu ludzi posiada bardzo pomieszane pojęcia. Popularny pogląd ...dalej
Apokalipsa (rozdział 17)
Opinia T.Ch. Russella na temat siedemnastego rozdziału   "Brat Russell mówił, że ... tego rozdziału nie można ...dalej
Syjonizm w proroctwie
Zaproszenie   [9 października 1910 roku pastor Russell otrzymał zaproszenie od Komitetu Organizacyjnego Walnego Zgromadzenia Żydów, by ...dalej
Plagi egipskie - Dziewiąta i dziesiąta (6 z 6)
DZIEWIĄTA PLAGA EGIPSKA – CIEMNOŚCI 2 Mojżeszowa 10:20-29     "Rzekł więc Pan do Mojżesza: Wyciągnij rękę swoją ku ...dalej
Archiwum
Etykiety
Trzy Biada Copyright © 2011 Artykuły   Articles   Wprowadzenie   Warto zobaczyć   Kontakt
projekt graficzny cefau wykonanie eball