TrzyBiada.pl
2
PAŹ
0
45
Lubię to
Etykieta: xx
Komentarze współczesne w kolorze
 
 
WIDOK Z WIEŻY (Watch Tower 1883)
 
 
Chcielibyśmy, żeby było to wyraźnie zrozumiane, że żadna strzała z tej WIEŻY [Watch Tower] nie jest skierowana przeciwko Pańskim dzieciom, ani słabym, ani silnym. Broń Boże żebyśmy w ogóle walczyli z ciałem i krwią – zwłaszcza, że walczylibyśmy wtedy z naszymi własnymi krewnymi, rodziną Bożą.

Nasze strzały wycelowane są w błędy, nie ludzi; w systemy, nie jednostki. Walczymy przeciwko księstwom i władzom zajmującym wyniesione pozycje wpływu (Efez. 6:12), których przywódcą jest Szatan.

Piszemy w ten sposób z powodu listu, jaki ostatnio otrzymaliśmy od jednego z czytelników, który to list sugeruje, że nasze słowa zostały nieco źle zrozumiane. Brat ten wskazuje nam na obecne sukcesy, wpływ, dobroczynność i misje, jakie obecnie świadczą o łasce Bożej dla rozmaitych sekt oraz ostrzega nas przed mówieniem czegokolwiek przeciwko Bożym dzieciom, które się tam znajdują.

Odpowiadamy na to jak powyżej, że przeciwko Bożym dzieciom nie powiedzieliśmy niczego, lecz przeciwko błędom, które je podzieliły i które wciąż je trzymają podzielone na sekty w przeciwieństwie do słowa i ducha naszego Pana. Mówiliśmy już na ten temat i przy łasce wspomagającego Boga będziemy mówić więcej, ciągle mówić, aż ostatnie z dzieci Bożych zostanie uwolnione z jego oczarowań i niewolnictwa, i odzyska wolność, przez którą ich Chrystus wolnymi uczynił [Gal. 5:1].

Pobieżny rzut oka, lub nawet wnikliwsze spojrzenie, o ile kierowane jest z ziemskiego punktu widzenia, pokaże rozmaite córki [rzymskiej] nierządnicy jako twory pełne wdzięku i piękna. Jednak takie spojrzenie uchwyci tylko zewnętrzne oznaki pomyślności i nie zauważy wewnętrznego niedostatku ducha Chrystusowego. Na zewnątrz wybielone i ozdobione, wewnątrz pełne pychy i zepsucia.

Zobaczyliśmy już, że Kościół Żydowski za czasów pierwszej obecności Pana, podobny jest do Kościoła Ewangelii podczas wtórej obecności. Wówczas, uczeni w Piśmie i faryzeusze reprezentowali tak zwaną "ortodoksję", co Pan Jezus poświadczył: "Na miejscu Mojżesza zasiedli nauczeni w Piśmie i faryzeusze" (Mat. 23:2). Był to czas wielkiej pomyślności w Kościele Żydowskim. Nigdy wcześniej nie był on tak prosperujący zewnętrznie. Świątynia była wspanialsza od tej, którą zbudował Salomon. Ich dobroczynność została zauważona przez Pana. Oddawali dziesiątą część wszystkiego, co posiadali, nawet z najmniejszych rzeczy żniwnych zbiorów (Mat. 23:23). Dawali wiele jałmużn w taki sposób, by byli widziani przez ludzi. Często i długo się modlili, nie wstydząc się czynić tego publicznie. Rozsyłali misjonarzy po całym cywilizowanym świecie i posiadali misje we wszystkich głównych miastach ziemi. Jezus zaświadczył o tym również, mówiąc: "Przemierzacie morze i ląd, aby pozyskać jednego prozelitę" (Mat. 23:15).

Gdyby nasz Pan przyłączył się do faryzeuszy i był "ortodoksą" (?), to nie wątpimy, że Jego życie byłoby zupełnie inne od tego, jakie było. Ścieżka ta wiodłaby do czci i chwały u ludzi, a nie na Kalwarię i do chwały u Boga. Gdyby tak postąpił, okazałby się obłudny jak oni sami, co wyraźnie zaświadcza. Wykazuje On, że ich hipokryzja polegała na udawaniu, że czynią tak na Bożą chwałę, co tak naprawdę było zabieganiem o własne zaszczyty u ludzi. (Niewątpliwie w pewnej mierze byli oni samo-zwiedzeni i zwodzący innych). Czyż nie tak przedstawia się sprawa z nominalnie "ortodoksyjnymi" sektami dzisiaj? Niewielu zaprzeczy temu, że ich datki, prace i ofiary są bardziej dla ich sekt niż dla Kościoła Bożego. Każda sekta siebie wielbi, służy, poważa i wysuwa naprzód, stąd jest to hipokryzja w najgorszej postaci – jest próbą zwiedzenia zarówno Boga jak i ludzi.

Szanujemy ducha ofiary, gdziekolwiek go znajdujemy, czy to pomiędzy protestantami, rzymsko-katolikami, muzułmanami czy niewiernymi. Gdy jednak pamięta się o tym, że szpitale, szkoły, kościoły itd., wciąż pozostają wyłączną własnością sekt, to zastanawiamy się, czy słowo dobroczynność jest właściwym określeniem darowizny przekazanej samemu sobie. Podoba nam się bardzo duch, który publikuje Biblie w milionowych nakładach a nadwyżki zysków w postaci tanich kopii rozsiewa wśród bardzo biednych ludzi, mimo że duch ten jest bardziej gorliwy w drukowaniu Biblii niż wierzeniu w doktryny, których ona naucza.

Jesteśmy w bliskiej sympatii z misjonarskim duchem, ale nie z misjonarskim usiłowaniami, jakie obecnie podejmowane są w kościele nominalnym. Nasze działanie jest w najpełniejszym sensie dziełem misjonarskim. Podziwiamy ofiarę, szczególnie pierwszych misjonarzy, którzy udawali się za granicę bez gwarancji jakiegoś komfortu, luksusu i dobrego wynagrodzenia. Współpracę z takimi ludźmi ocenialibyśmy teraz jako wielki przywilej, gdybyśmy wiedzieli o kimś takim, kto, tak jak oni, szedłby głosić "RADOŚĆ WIELKĄ, która będzie wszystkiemu ludowi" [Łuk. 2:10]. Nie możemy jednak popierać obecnej misjonarskiej pracy, z tego samego powodu, z jakiego nasz Mistrz nie mógł aprobować tej, którą wykonywali faryzeusze. Biednym poganom będzie lepiej, jeśli nie usłyszą niczego w tym wieku i poczekają na przyszły wiek, gdy rozmnoży się prawdziwe poznanie Boga, niż mieliby być zdezorientowani i uprzedzeni do Boga przez powszechnie panujące błędne przedstawienia Jego charakteru i planów.

Także liczby nie powinny nas zwodzić – "dwaj albo trzej zgromadzeni" w imię Chrystusa w małym pomieszczeniu są tak samo kościołem, jak katedra z wieloma tysiącami, a ich stół z większym prawdopodobieństwem zaopatrzony jest w chleb żywota. Gdyby sądzić, że liczby są dowodem Bożego błogosławieństwa, to Jezus nie miał wielkiego sukcesu jako kaznodzieja. Jeżeli liczby czegokolwiek dowodzą w obecnym wieku, w którym panuje książę ciemności, to zwykle oznaczają one jego łaskę i uśmiech, ponieważ błąd i błądzący obfitują i przeważają, jak zostało to pokazane na wykresie październikowego wydania. Nie myślcie o liczbach, lepsza jest społeczność dwóch lub trzech świętych, niż pustka i formalność zgromadzenia tych, którzy mają światowe nastawienie.
 
Chcielibyśmy zasugerować naszą obawę, że ci, którzy czują się urażeni przez takie stwierdzenie są blisko związani z którymś z potępionych systemów. Być może są także uczestnikiem jego grzechów, a tym samym uczestnikiem w jego bólu. Owe siedem tysięcy w Izraelu za czasów Eliasza, których kolana nie skłoniły się Baalowi, nie czuło się i nie mogło czuć się urażonymi słowami, jakie prorok wygłosił przeciwko Baalowi. Prawdziwi Izraelici za czasów Jezusa, nie powinni byli być zranieni i nie byli przez Jego ostre wyrzuty skierowane przeciwko ślepym przywódcom, którzy prowadzili ślepy lud. W dniu dzisiejszym, równie dużą powinnością Ciała Chrystusowego jest wykazywanie obecnych przeszkód we wzroście w łasce i znajomości, a więc nauk, teorii i potężnych wpływów nominalnego kościoła, jak powinnością naszej Głowy było wykazywanie, że kościół Jego czasów ani nie wchodził sam, ani też innym nie pozwalał wchodzić do królestwa (Mat. 23:13). Pan pomaga każdemu z nas widzieć wyraźnie prawdę na ten temat i wykonywać Jego wolę nieustraszenie. Lecz chrońmy się przed jakimkolwiek duchem goryczy i złośliwości tak "abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa" (Efez. 4:15).
 
 
WILKI W OWCZEJ SKÓRZE (Z kazań C. T. Russella, SM-286)
 

"Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się" (Efez. 6:13).

Jedynie ci, którzy pojęli znaczenie słów Apostoła odnośnie trzymania się prostej linii Słowa Prawdy – tylko ci, którzy dowiedzieli się z Pism, iż Plan Boski jest wciąż postępujący naprzód, w którym kolejne wieki tworzą ogniwa – tylko tacy mogą zrozumieć, dlaczego Boska opatrzność dopuszcza szczególne doświadczenia, próby itp. na Kościół w jednym czasie, a nie dopuszcza w innym. Chodzi o to, ażeby wszyscy chrześcijanie przebudzili się do właściwego badania Biblii – by poznali cel Boskiego postępowania z Żydami w ciągu Wieku Żydowskiego, z chrześcijanami w ciągu Wieku Ewangelicznego, oraz ze światem w ciągu nadchodzącego Wieku Tysiąclecia. Zajmując takie stanowisko widzieliby oni to, co Pismo Święte przedstawia. Mianowicie, że jest czas nasienia, czyli czas zasiewu, oraz żniwa, czyli czas zbioru. I tak w każdym wieku. Każdy wiek, który spełni swój cel, przemija, ustępując miejsca innemu wiekowi i odmiennej pracy. Na przykład, w końcu Wieku Żydowskiego przyszło na ten lud szczególne przesiewanie i próbowywanie, które, jak oświadcza ostatni z proroków, Jan Chrzciciel, było przewiewaniem pszenicy i oddzieleniem plew jako przygotowanie do zebrania pszenicy do spichlerza następnego wieku, oraz dozwoleniem aby na klasę plew z tego ludu przyszedł ucisk, który całkowicie zniszczył ich jako naród.

Podobnie mówi nam Pan w jednej ze swoich przypowieści (Mat. 13:24-30), że w końcu tego Wieku Ewangelii będzie oddzielanie pszenicy od kąkolu, przy czym ta pierwsza będzie zbierana do chwalebnego Królestwa, o jakie się modlimy: "Przyjdź Królestwo twoje", zaś ten drugi, kąkol, zostanie zniszczony, chociaż nie jako jednostki, lecz jako klasa. Zniszczenie kąkolu, imitacji chrześcijanina, oznaczać będzie, że osoba w taki sposób pozująca na chrześcijanina, czyli zbliżająca się do Pana wargami, podczas gdy jej serce dalekie jest od Boga, przestanie w końcu mienić się taką, jaką nie jest. Od tego czasu prawdziwy Kościół będzie rozpoznany w swojej szczególnej pozycji jako "prawdziwi wybrańcy" Boga, "małe stadko", które idzie śladami Mistrza, chętnie poświęcając ziemskie interesy dla osiągnięcia niebiańskich. Od tego czasu, jak przypowieść pokazuje, ci będą jaśnieć jak słońce w Królestwie dla błogosławienia wszystkich narodów ziemi. W to błogosławieństwo włączona będzie także klasa kąkolu, która odtąd nie będzie dłużej zwodzić ani siebie ani drugich odnośnie swej prawdziwej pozycji, ale będzie miała z resztą ludzkości przywilej dojścia do zupełnej harmonii z Bogiem (Mal. 4:2; Mat. 13:43).

Przemawiając do was przy dzisiejszej okazji, odniosę się do czasu żniwa Wieku Ewangelii, wierząc, że według Pisma Świętego cały ten okres żniwa będzie trwał czterdzieści lat, że weszliśmy w ten okres w roku 1878, i że w związku z tym zakończy się ono w roku 1918. Pragnę wykazać wam, że szczególne próby, trudności, testowanie wiary i posłuszeństwa towarzyszące kompletnemu oddzieleniu pszenicy od kąkolu dosięgły obecnie chrześcijaństwa – nachodząc nas od szeregu lat jak "złodziej w nocy". Nie mamy niezbędnego czasu na zbadanie tutaj różnych dowodów biblijnych, które wskazują, że jesteśmy w końcowym czasie Wieku Ewangelii, i otwarciu, czyli świtaniu Wieku Tysiąclecia.
_____________

Skupienie się różnych zależności i symetrii czasowych na roku 1914 spowodowało, że perspektywa roku 1980, wyznaczona zdławieniem przez Rzymian powstania Bar-Kochby (132-135) nie była brana pod uwagę jako ostateczny koniec żniwa żydowskiego.

Oto cytat z książki pt. "Dokonana Tajemnica" opublikowanej w roku 1917 (str. 68,69): 
"Chronologia, która została przedstawiona w Wykładach Pisma Świętego jest poprawna. Rok 1914 doprowadził do końca Czasy Pogan, ale nie do końca dzieła Żniwa. Czy nauka o równoległościach czasu utraciła swą wartość? Wcale nie (...) Faktyczne wyludnienie całej Palestyny nastąpiło dopiero w roku 135 n.e. (wskazującym odpowiednio na nasz rok 1980), dziewiątego dnia miesiąca Ab, w rocznicę spalenia Świątyni za czasów Tytusa. W tym to dniu nastąpił kres powstania Bar Kochby, fałszywego Mesjasza, który doprowadził siebie i 580.000 swoich zwolenników do zguby, gdy usiłował odzyskać kontrolę nad Judeą i Jerozolimą. (...) 'Był to wysiłek, pod przywództwem Bar Kochby, zmierzający do odzyskania niepodległości, który spowodował powtórzenie scen, które rozegrały się za Tytusa i skutkowały faktycznym wyludnieniem Palestyny. Cała Judea została obrócona w pustynię; około 985 miast i wsi spalono na popiół; pięćdziesiąt ich fortec zostało zrównanych z ziemią; nawet nazwa ich stolicy została zmieniona na Aelia Capitolina, przy czym pod karą śmierci zabroniono im zbliżać się do niej; tysiące tych, którzy uszli śmierci zamieniono w niewolników, zaś tych, których nie sprzedano, wysłano do Egiptu' (Encyklopedia Stronga i McClintock'a)".
 
 
W równoległości do wydarzeń sprzed 1845 lat, w roku 1980/81, rozprysła się jak bańka mydlana ostatnia złudna nadzieja świata na ustanowienie "pokoju i bezpieczeństwa". Wysiłki papiestwa i protestantyzmu z jednej strony, po drugiej zaś zabiegi bloku socjalistycznego poniosły kompletne fiasko. Szczególne żniwo pszenicy dobiegło końca, natomiast biblijny kąkol, czyli masy nominalnego chrześcijaństwa weszły w fazę symbolicznego ognia, anarchię, który zniweczy wszelkie fałszywe uroszczenia.
_____________

Wielu z was posiada już nasze Wykłady Pisma Świętego, w których te rzeczy są w pełni przedstawione, wraz z ich dowodami biblijnymi. W obecnym czasie musimy więc zadowolić się wskazaniem niektórych zewnętrznych manifestacji potwierdzających, iż żyjemy w okresie, który w naszym tekście Apostoł określa "dniem złym".
 
 
"DZIEŃ ZŁY"

 
Wszędzie, w całym Piśmie Świętym, okres ten przedstawiony jest w najbardziej dramatyczny sposób jako czas gruntownego testowania, czas, w którym oddzielenie pszenicy od kąkolu dokona się z absolutną dokładnością. W rezultacie, ani jedno ziarno pszenicy nie będzie stracone i ani jedno ziarno kąkolu, przez jakieś niepowodzenie, nie będzie pozostawione, aby było zachowane z pszenicą. Nasz Pan bowiem oświadcza, że On dokona dokładnego dzieła separacji. Dla większości ludzi wydaje się być rzeczą trudną myśleć o czymś szczególnym, co mogłoby się wydarzyć w ich czasach – żeby mieli znaleźć się w samym środku spełniania się proroctwa. Gdybyśmy powiadali, iż te rzeczy będą miały miejsce w ciągu stulecia lub tysiąca lat, daleko większa liczba byłaby gotowa do zbadania i uznania siły argumentacji. Będąc jednak zaznajomieni z warunkami, utrapieniami, trudnościami, klopotliwymi sytuacjami oraz, co Apostoł przepowiedział, sugestiami wielu ludzi, że wszystkie sprawy przebiegać będą nadal, jak biegły od początku świata (2 Piot. 3:4) – z takich to powodów wielu zamyka oczy swego zrozumienia na najbardziej niezwykły stan rzeczy dzisiejszego dnia.
______________

Wraz z końcem żniwa ewangelicznego i rozpoczęciem ognia anarchii, ów "najbardziej niezwykły stan rzeczy dzisiejszego dnia" stopniowo przestaje być tajemnicą. Do ostatnich znamiennych wydarzeń, które zamknęły Wiek Ewangelii było zwycięstwo dziesięciorożnej bestii papieskiej nad Bożymi "dwoma świadkami" (Obj. 11:3,7). Świat tych wydarzeń nie rozumiał, natomiast ogół domu wiary ich nie uznał jako wypełnienie proroctwa. "Dwoma świadkami" są prorocze świadectwa Starego i Nowego Testamentu, które we właściwym czasie jedynie prawdziwy Kościół pojmował i odważnie ogłaszał przed światem. Papiestwo, od początku swego powstania aż do końca Wieku Ewangelii, na wszelkie możliwe sposoby zaciekle z tym światłem walczyło. Ostatnia "zwycięska" bitwa bestii nad Bożymi dwoma świadkami została stoczona w Polsce. Stało się to wtedy, gdy Pan Bóg pozwolił na krótkotrwały triumf papiestwa w naszych czasach, na "czterdzieści dwa miesiące", czyli trzy i pół roku (Obj. 13:5). Władza świecka, symbolicznie przedstawiona jako "smok", znalazła się w sytuacji przymusowej aby oddać papiestwu całą inicjatywę polityczną: "A smok dał jej swą moc, swój tron i wielką władzę" (Obj. 13:2). Przekazanie władzy dokonało się w 1977 roku, co potwierdziły wydarzenia sceny politycznej, a także zostało dodatkowo uwiarygodnione przez tzw. liczbowanie biblijne.

Ostatni werset dwunastego rozdziału księgi Objawienia mówi o smoku, który stanął na brzegu morza, by przekazać władzę bestii wyłaniającej się z morza.
 
 
Krótko przypomnijmy, jak do tego historycznego fenomenu doszło. W proroctwie Daniela (rozdziały drugi i siódmy) mamy opis czterech uniwersalnych potęg, Babilonii, Medo-Persji, Grecji i Rzymu, którym po upadku figuralnego Królestwa Bożego, jakim był Izrael, zostało dozwolone zarządzać sprawami tego świata. Pomimo faktu, że przywódcy tych imperiów kierowali się z reguły dobrem swych poddanych, to jednak pod władzą księcia tego świata, Szatana, daleko im było do sprawiedliwych i miłosiernych rządów nadchodzącego Królestwa Chrystusa. Były one częstokroć krwawe, okrutne i zaborcze, i dlatego Pismo Święte przedstawia je jako bestie. Władza każdego imperialnego władcy świeckiego wspierana była religią, z zastępami kapłanów, magów i wieszczków odwołujących się do niebiańskich mocy. W historii czwartej bestii, rzymskiej, zauważamy przełom, w którym następuje zmiana religii. Czynnik pogański zostaje wyparty na rzecz "chrześcijańskiego". Pogańska rzymska bestia przekształciła się w bestię papieską. Wpływ religijnego partnera władzy rzymskiej urósł do tego stopnia, że to cesarze musieli korzyć się u stóp papieża. Świecko-religijne rządy bestii papieskiej święciły swoje triumfy do czasów Napoleona Bonaparte. W zasadzie już Wielka Reformacji osłabiła znacznie wpływy papiestwa, ale to czyn francuskiego cesarza, który skrajnie upokorzył papieża i wziął go do niewoli (1799) praktycznie zniweczył w oczach świata cały autorytet kościoła rzymskiego. Dopełnieniem klęski tego systemu było odebranie mu rozległego Państwa Kościelnego i ograniczenie stanu posiadania w Rzymie do niespełna pół kilometra kwadratowego (1870). Upokorzony papież zamknął się w murach Watykanu, ogłosił się jego więźniem a katolikom zabronił jakiejkolwiek współpracy z władzą świecką. Tym sposobem, zostały zawieszone rządy świecko-religijne przedstawione w bestii. Według Biblii znalazła się ona w przepaści, czyli politycznym niebycie (Obj. 11:7). Ale nie na długo. Pismo Święte zapowiedziało, że "śmiertelna rana" papiestwa zostanie uleczona (Obj. 13:3,14) i że przed ostateczną zagładą dozna ono krótkotwałego wyniesienia.

Ale książę tego świata, Szatan, nie stracił przez to ani na chwilę kontroli nad biegiem wydarzeń, ponieważ jego drugim głównym instrumentem sprawowania władzy, obok rządów świecko-religijnych (bestii), była i jest władza świecka, czyli "smok". Dyżur smoka na "powierzchni", w tym czasie, gdy bestia była w przepaści, nie trwał długo. Groza anarchii kazała władzom świeckim prosić na powrót kościół o pomoc w uśmierzaniu nastrojów społecznych. Traktaty Laterańskie i konkordat z rządem włoskim (1929) zaczęły przywracać kościół katolicki do religijnych wpływów, bestia zaczęła wychodzić z przepaści. Konkordaty z Watykanem wznowiły lub nawiązały kolejne państwa.

Wydarzenia II Wojny Światowej otworzyły drogę do ekspansji komunizmu w świecie, w wyniku czego został on podzielony zdecydowanie na konserwatywną "ziemię" oraz rewolucyjne "morze". W jakim ostatecznie rejonie ukazała się bestia wychodząca z przepaści, po stronie ziemi, czy po stronie morza? Szatan uznał, że jego imperium chwieje się w posadach, gdy się okazało, że tam, gdzie najskuteczniej wpoił niewiarę w Boga, ateizm, zaczyna szumieć anarchistyczne morze. Tutaj więc, w regionie swego dominium najbardziej zagrożonym anarchią podjął rozpaczliwą interwencję, stawiając władzę świecką, smoka, na symbolicznym nadmorskim piasku. Jak tę wizję rozumieć? Obrazowo można powiedzieć, że smok stanął na najdalej wysuniętym na wschód przyczółku "ziemi", w katolickiej Polsce, omywanej przez socjalistyczne "morze". Właśnie tutaj, w sposób najbardziej wyraźny spotkały się ze sobą, płynąca z Kremla inicjatywa politycznej współpracy oraz wschodnia polityka Watykanu. To właśnie polski sekretarz, przedstawiciel całego wschodniego bloku, udał się w grudniu 1977 roku do Watykanu celem nawiązania ścisłej współpracy. Bestia otrzymała od smoka władzę i rozpoczęła rządy. Minęły czterdzieści dwa miesiące, współpraca rozpadła się, bestia, która na krótko po stronie morza wyszła z przepaści zaczęła zdążać na zagładę (Obj. 17:8).
 
 
Wobec tak oczywistych faktów, wszelkie przypuszczenia, że papiestwo znów odbuduje utracony autorytet są czystą iluzją. Codzienne doniesienia mediów świadczą o narastającej fali krytyki tego systemu. W samym Watykanie wzmaga się konflikt pomiędzy konserwatywnie nastawioną kurią i reformacyjnie nastawionym papieżem, usiłującym choć częściowo prać kościelne brudy. W wielu krajach pęcznieją tomy akt śledztwa przeciwko zboczeńcom w sutannach. Nie ma wątpliwości, że jesteśmy świadkami nasilającego się procesu ostatecznej zagłady tego systemu.
___________

Apostoł mówi, że oni "umyślnie wiedzieć nie chcą", a także Pan Jezus, że "patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją" (2 Piot. 3:5; Mat. 13:13). I znowu, Pan przez proroka mówi: "Lud mój ginie z powodu braku poznania"” (Oz. 4:6). Rzeczywiście, większość chrześcijan z imienia jest niedbała, obojętna na to, co Pan zarządził, by zostało napisane dla ich napomnienia, zachęty i pomocy w tym "złym dniu". Tacy nie należą do "prawdziwych wybrańców". Ci ostatni, jak Apostoł wykazuje, nie będą w ciemności, aby ten dzień miał ich zaskoczyć jak złodziej. Będą oni pilni, czujni, uważni i stojący mocno w wierze. Dlatego, wykorzystując środki, jakich Pan dostarczył, otrzymają błogosławieństwo, specjalną nagrodę, podczas gdy inni, przez zaniedbanie swych przywilejów, naznaczają siebie jako niegodnych wielkiej łaski, jaką Bóg otacza obecnie "małe stadko". Nie powiemy, że nie będą oni mieć sposobności w tej wielkiej kompanii, na jaką Pismo Święte wskazuje, która wyjdzie z wielkiego ucisku i będzie przed tronem zamiast na tronie (Obj. 7:15; 3:21).

Zauważmy co nasz Pan oświadczył, że próba naszego czasu będzie tak krytyczna, tak rozstrzygająca, że jeśli byłoby to możliwe, zwiodła by "prawdziwie wybranych" (Mat. 24:24). Lecz nie będzie to możliwe, bo Pan przyrzekł im potrzebną pomoc, i będą oni w takiej postawie stanie serca i umysłu, by szukać pomocy i z niej skorzystać. Zauważmy, jak Pan przez proroka Dawida (Psalm 91) przepowiedział szczególnie próby tego czasu, opisując rozmaite sposoby Szatana – spirytyzm, Wyższy Krytycyzm [Higher Criticism], Chrześcijańską Naukę [Christian Science], itp. – jako zarazy morowe i strzały. Mówi nam on, że tysiąc padnie u naszego boku, zaiste, a dziesięć tysięcy po naszej prawicy – pomiędzy tymi, których uważamy za najbardziej darzonych łaską i, pod pewnymi względami, jako naszych przyjaciół w Panu.

Następnie podana jest przyczyna, dla której te same zarazy i strzały nie powodują upadku wybranych, a mianowicie: "Dlatego, że Pan jest ucieczką twoją, Najwyższego zaś uczyniłeś ostoją swoją (...) i plaga nie zbliży się do namiotu twego" – "Zły nie może go dotknąć" (1 Jan 5:18). To, co dla innych będzie kamieniem obrażenia, dla tej klasy będzie pomocą – w tym sensie, że wespną się po nim na jeszcze wyższy stopień osobistego rozwoju i podobieństwa w charakterze do Pana. Wszystkie rzeczy muszą zgodnie działać dla ich dobra, ponieważ miłują oni Boga prawdziwie, szczerze, ponad siebie i inne stworzenia, i ponieważ są wierni swojemu przymierzu – swojemu poświęceniu dla Pana. Zaraza błędu nie może ich skrzywdzić, ponieważ w sekrecie Pańskiej obecności posiadają uzbrojenie łaski i prawdy specjalnie im udzielonej. Jak jest napisane: "Tajemnica Pańska objawiona jest tym, którzy się go boją, a przymierze swoje oznajmia im" (Ps. 25:14).
 
 
"BO TO DZIEŃ POKAŻE"

 
Wskazując na ten czas żniwa, który się rozpoczął w roku 1878, Apostoł nazywa go specjalnym dniem, czyli epoką; i takim on był naprawdę. Żaden inny okres w historii świata nie był kiedykolwiek tak godny uwagi pod tyloma względami. Nawiązując do tego czasu i do prób wiary, jakie tutaj przyjdą na lud Pański, Apostoł mówi: "Każdy zaś niechaj baczy, jak na nim buduje [wiarę]. Albowiem fundamentu innego nikt nie może założyć oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus". Tymi słowy Apostoł wskazuje, że nie zwraca się on do świata pogańskiego, ale do tych, którzy przynajmniej nominalnie przyjęli Chrystusa jako fundament dla swoich nadziei. Kontynuując, mówi: "I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu , który je wypróbuje, jakie jest" (1 Kor. 3:10-15).

Czyż można sobie wyobrazić jaśniejsze oświadczenie? Ogień, o jakim jest tu mowa, jest oczywiście symboliczny, podobnie jak drwa, siano, słoma, złoto, srebro, drogie kamienie. Tak jak drwa, siano, ściernisko mogą być zniszczone przez literalny ogień, tak samolubne nauki, błędy i wszelka niewłaściwa wiara będą zniszczone w tym czasie, na jaki wskazuje Apostoł: "Dzień to pokaże", czyli zademonstruje wiarę, która się ostoi, i wiarę, która zostanie strawiona. Apostoł mówi dalej: "Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę". Niestety, jakże wielu stwierdza, że ich wiara wypaliła się! Jakże niewielu dostępuje wielkiej nagrody płynącej z przekonania, że posiadają wiarę, która wytrzyma wszystkie próby tego dnia! Czyż nie jest prawdą, że spirytyzm, teozofia, Chrześcijańska Nauka i "wyższy krytycyzm" trawią wiarę wielu – wszystkich, którzy się z nimi zetknęli, którzy mają tylko drwa, siano, ściernisko ludzkiej tradycji, a którym brak złota, srebra i drogich kamieni Bożego Słowa?
________

W czasach pastora Russella, sierp Prawdy na czasie, zaczął dokonywać żniwnej separacji na ogromną skalę, w wyniku której wyznawcy tysiącami zaczęli opuszczać sekty nominalnego Chrześcijaństwa. Szatan przystąpił natychmiast do równie szerokiego kontrataku, szerząc przez swych zaślepionych sług niewiarę i fałszywe teorie, o których wyżej mowa. Ale to były warunki tzw. szerokiego żniwa, które nie skończyły się w roku 1914 jak zakładano, lecz ciągnęły się przez następne siedem dekad. Wtedy nastał czas tzw. szczególnego żniwa (1977), którego próby, ze względu na czas, miejsce i okoliczności, miały pod różnymi względami inny charakter.

Dla wielu, wprowadzenie pojęcia żniwa szczególnego, kończącego żniwo szerokie, trwające od świtu wtórej obecności Chrystusa, wydaje się być czymś sztucznym i nieusprawiedliwionym. Argumentem na takie zastrzeżenie, jest przypomnienie, że w czasach brata Russella księga Objawienia nie była zrozumiana w jej zasadniczej treści, traktującej o ostatnich próbach prawdziwego Kościoła. Na łożu śmierci stwierdził on, że kto inny tę księgę wytłumaczy. Wniosek jest oczywisty. Skoro Pan, podczas szerokiego żniwa, nie rzucił światła na tak ważny dział Pisma Świętego, to zamierzał to uczynić w przyszłości, gdy dojrzeją do tego warunki zarówno w świecie, jak i te, panujące wśród ludu Bożego. Co więcej, narzędziem Pańskim do ostatecznego wytłumaczenia Objawienia nie mógł być człowiek cielesny, lecz spłodzone z ducha Nowe Stworzenie.

Jak się okazało, warunki końcowej separacji i ostatecznego skompletowania Kościoła dojrzały na wschodzie Europie, a konkretnie w Polsce, gdzie wśród najliczniej zgromadzonych zwolenników poglądu, że drzwi Wysokiego Powołania są wciąż otwarte, wytworzyło się centrum ostatecznego żniwa. Centrum, w którym Wiek Ewangelii rozpoczął się był maleńki Izrael. Stało się rzeczą zrozumiałą, że koniec tego wieku zaznaczył się w innym centralnym ośrodku obranym przez Pana. Najwyraźniej, to właśnie w Polsce zaistniały okoliczności odpowiadające biblijnym proroctwom. Podobne okoliczności nie mogły powstać i nie powstały w innych ośrodkach domu wiary na świecie. Właśnie w Polsce podał Pan prawdy dotyczące końca Wieku Ewangelii i to one stały się ostrym sierpem dokonującym rozdzielenia "małego stadka" od wszystkich pozostałych klas.

Jakie to były szczególne pokusy i okoliczności, które doświadczyły lud Boży końcową próbą? Jedna z prób została zilustrowana przez ostrzeżenie Anioła Pańskiego, skierowanym do Lota i jego rodziny, aby nie oglądali się do tyłu, w kierunku Sodomy. Po II Wojnie Światowej lud Boży w Polsce znalazł pod rządami socjalizmu bardzo korzystne warunki. Władze zapewniały ochronę zborów przed katolickim żywiołem, a ponadto, co bardzo istotne, nie pozwalały się bogacić. Tak więc lud Boży, który wyszedł z symbolicznej Sodomy, Babilonu, miał zapewnione skromne lecz spokojne warunki, w ktorych mógł bez przeszkód rozwijać się duchowo. W latach 70. ubiegłego wieku, gdy pod naporem ludzkiego niezadowolenia władze socjalistyczne zaczęły ustępować i coraz szerzej otwierać drzwi dla zachodniego dobrobytu, względnie bezpieczne warunki dla ducha skończyły się. Społeczeństwo runęło do odrabiania zaległości. Wielu spośród ludu Bożego, niczym żona Lota (Łuk. 17:32), nie mogło sprostać pokusie i włączyło się do wyścigu o dobra materialne. Często zaczęli oni nawet prześcigać ludzi światowych w zamienianiu swych siedzib w pałace, używaniu luksusowych samochodów i korzystaniu z turystyki oraz innych atrakcji tego świata. Pustoszący wpływ dobrobytu na życie duchowe jednostek i całych zborów nie kazał na siebie długo czekać.

W roku 1974, w Polsce, wydana została książka pt. "Chronologia Biblijna", jako wynik otwarcia przez Baranka siódmej pieczęci (1967). W książce tej znalazło się ostateczne tłumaczenie księgi Objawienia, w tym wyjaśnienie znaczenia trąbienia siedmiu aniołów (Obj. 8:1). Prorocza pochodnia Słowa Bożego oświetliła przyszły bieg wydarzeń. Dało to podstawę ogłoszenia zamknięcia drzwi Wysokiego Powołania (1977), wywyższenia Kościoła i początku Ucisku Wielkiego, światowej anarchii (1980/81), a zatem bliskiego upadku wszystkich władz świeckich i kościelnych. Te twarde prawdy, stanowiące ostry sierp żniwa, stały się nie lada wyzwaniem dla Zrzeszenia Wolnych Badaczy Pisma Świętego, w ramach którego powstał i rozwinął się proroczy ruch chronologiczny. Jego przywódców ogarnął bowiem strach na samą myśl, jak zareaguje totalitarna władza. Nie mogła być przecież zachwycona złowieszczymi proroctwami. Przywódcy uznali, że nie mogą pozostawać bezczynni. Bez żadnej biblijnej argumentacji potępili ruch i jego zwolenników, siłą wyrzucili ze Zrzeszenia, a całą społeczność domu wiary zarazili obawą przed konsekwencjami styczności z "katastroficznymi" ich zdaniem przepowiedniami. Tak więc, obok pułapki zabiegania o dobra materialne, także obawa przed człowiekiem stała się istotnym sprawdzianem budowli wiary ludu Bożego w szczytowej fazie "złego Dnia", tuż przed epifanią Pańskiej paruzji.

Rozprawienie się z ruchem chronologicznym przyniosło opłakane skutki. Pozbawiono się w ten sposób proroczej wiedzy, która umożliwiała harmonijną kontynuację wykładni Pisma Świętego zawartej w biblijnych podręcznikach, zwanych popularnie Tomami. Zachwiana została wiara w akuratność chronologii historii świata ustalonej w czasach pastora Russella. W tej sytuacji dość szerokie uznanie, zwłaszcza wśród młodszego pokolenia, zdobyły broszury "Czas i Proroctwa" oraz "Strumień Czasu", które światowo "naukowymi" argumentami starają się wspomnianą chronologię obalić. Zwątpienie w proroctwa czasowe spowodowało dezorientację i duchową stagnację. Tematy doktrynalne, czerpane z Nowego Testamentu, zaczęły wypierać wykłady z etyki chrześcijańskiej oparte na historiach ze Starego Testamentu. Nie jest to pokarm, który podtrzymuje duchową żywotność Nowych Stworzeń.
________

Kontynuując, Apostoł zapewnia nas, że wszyscy, którzy budują na Chrystusie, zostaną ostatecznie zbawieni, choćby nawet ponieśli wielką stratę pod względem swej wiary. Mówi on: "Sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień". Zatem ogień tego Dnia wykaże niektórym, jak kiepsko budowali, jak mało zważali na Słowo Pańskie, do jakiego stopnia wpływały na nich ludzkie tradycje i wyznania wiary ciemnych wieków. Wielu – możemy być tego pewni – utraci w tym czasie całą wiarę w Chrystusa, lecz jeśli tak się stanie, będzie to tylko dowodem, że ich wiara nie była odpowiednio ugruntowana na Tym, który jest jedynym prawdziwym fundamentem.

Zauważmy też, że nasz tekst stosuje się, odnosi się, do czasu żniwa tego Wieku. Nazywa go również "Dniem" i wskazuje nań jako "Dzień zły" – dzień, czyli epokę, w której próby i testowania itp. przyjdą na lud Boży. Mają one przyczynić się do rozwoju, udowodnienia wartości tych, którzy, jako prawdziwi Izraelici, miłują Pana z całego swego serca, umysłu, duszy i siły, a swoich bliźnich jak siebie samych. Co więcej, dla objawienia tych, których miłość do Pana i braci była letnia, i którzy byli tak obciążeni troskami tego życia lub ułudami bogactw, że zostali zaskoczeni przez "ten Dzień" – nasz dzień (1 Tes. 5:4; Efez. 6:13).

Nasz tekst, bardzo harmonizujący z cytatem, który przytoczyłem z Psalmów, wskazuje potrzebę posiadania zbroi, wskazuje trudności stawienia czoła atakom tego dnia oraz niewielką liczbę tych, którzy się ostatecznie ostoją. Apostoł napomina, żebyśmy zaopatrzyli się w zupełną zbroję Bożą, nie jedynie tarczę wiary, nie sam hełm zbawienia, nie tylko pancerz sprawiedliwości, nie jedynie miecz ducha, nie jedynie pas Prawdy, nie jedynie sandały gotowości, lecz żebyśmy wzięli je wszystkie – bo będziemy tego wszystkiego potrzebować, jeśli mamy być zdolni przetrzymać wszystkie ataki, jakich należy się spodziewać w owym "złym dniu", i wszystko wykonawszy, ostać się. Niestety, niewielu zdaje sobie sprawę ze znaczenia tej zbroi, jaką nam Bóg zalecił! Ich trudność wynika z tego, że nie rozpoznają czasu, w jakim żyją, nie są dostatecznie rozbudzeni, nie są wystarczająco gorliwi by studiować Pismo Święte oraz wykorzystać uzbrojenie i przygotowanie do bitwy, jakich jedynie ono zapewnia. Dlatego wszyscy tacy letni chrześcijanie zostaną na pewno pokonani w owym Złym Dniu.
 

DLACZEGO BÓG NA TO POZWOLI

 
Święty Paweł, pisząc do Tesaloniczan, przepowiedział ten "zły Dzień", w którym żyjemy – w którym tak wielu upadnie, ponieważ nie zważali na Słowo Pańskie, ponieważ zbytnio przejmowali się troskami tego życia i ułudą ziemskich bogactw, o które tak wielu zabiega. Mówi nam on, że utrapienia naszych dni przyjdą od wielkiego przeciwnika, Szatana, nie dlatego, że Bóg nie jest w stanie przeszkodzić mu w stosowaniu tych podstępów i prób, lecz dlatego, że Bóg życzy sobie, żeby on je sprowadził – chce zezwolić mu, aby w taki sposób kościół z imienia naszych dni został przetestowany, sprawdzony i przesiany, aby wszyscy, którzy nie z serca lojalni wobec Niego, popadli w zamieszanie, zostać zwiedzeni i potknęli się.

Po opowiedzeniu o działaniach Szatana, jakich należy się spodziewać, wraz z wielką mocą, znakami, kłamliwymi cudami i z zwodzeniem ku nieprawości, Apostoł wyjaśnia, iż jest to dopuszczone dlatego, "nie przyjęli miłości prawdy". Dodaje: "Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich oszustwa, tak iż uwierzą kłamstwu, aby byli osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale upodobali sobie nieprawość" – nieprawdę (2 Tes. 2:9﷓12). Nie słuchali oni Prawdy Bożej, ale postępowali obłudnie.

Wielu mówi nam, że wszystko jedno w co wierzymy – w prawdę czy w fałsz – że Pan oceni nasze stanowisko na podstawie naszej pracy. Ale Pismo Święte zabrania tak myśleć i zaręcza, że nikt nie ma uczynków, które podobałyby się Bogu, ponieważ wszyscy są niedoskonali.

Boski zamiar jest taki, że w ciągu tego Wieku Bóg uwzględnia i nagradza wiarę – przy założeniu i stwierdzeniu, że prawdziwa wiara będzie poparta dobrymi uczynkami na miarę możliwości, zaś Bóg policzy to za doskonałość przez Chrystusa. W ostatnich zacytowanych słowach Apostoł potwierdza całą naukę Pisma Świętego odnośnie wartości Prawdy dla ludu Bożego. Zauważcie słowa Mistrza: "I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi", a także Jego modlitwę do Ojca za swoimi naśladowcami: "Poświęć ich w prawdzie twojej; słowo twoje jest prawdą" (Jan 8:32, 17:17).

Pan dostarczył swoje Słowo, a od czasu do czasu używał narzędzi do ujawnienia jego znaczenia przed tymi, którzy mieli odpowiednie usposobienie serca na jego przyjęcie. Ale dozwolił On także na szerzenie się błędów, fałszerstw i kłamliwych cudów, chociaż nigdy wcześniej nie występowały one w takim nasileniu jak w tym "złym Dniu". Pragnie On bowiem teraz specjalnie wykorzystać te błędy w dziele poddawania próbie, przesiewania i separacji wśród jego rzekomego ludu, aby niewłaściwa wiara mogła być objawiona i zniszczona, zaś prawdziwa wiara mogła świecić jeszcze jaśniej, i by ostatecznie jej prawdziwi wyznawcy mogli być uwielbieni z Nim samym w Królestwie.

Wobec tych słów Apostoła odnośnie umiłowania Prawdy wypada, aby każdy zbadał samego siebie, czy on miłuje i służy wyznaniu wiary ciemnych wieków lub denominacji i wyznaniu wiary czasów nowożytnych, czy po prostu miłuje on i oddany jest Prawdzie przedstawionej nam w Boskim Słowie. Możemy zwodzić innych, możemy nawet do pewnego stopnia zwodzić samego siebie, bo jak powiada prorok, serce jest nadzwyczaj zwodnicze.

Nie możemy jednak zwieść Boga. Jeżeli z Pańskiej opatrzności Prawda przychodzi do nas i dostrzegamy przebłysk jej piękna, w kontraście do beznadziei i błędu, to znajdujemy się na próbie. Jeśli odrzucimy Prawdę, ponieważ jest niepopularna, i będziemy się trzymać obrzydliwego błędu dlatego, że jest popularny, to na tym polegała nasza próba. Albo jeśli przyjmujemy Prawdę i cieszymy się nią w naszych umysłach, lecz z powodu jej niepopularności chowamy światło pod korzec, ukrywając je w celu uchronienia się przed opozycją ciemności, to możemy być pewni, że to nie spodoba się Panu, który nie takich szuka na swoich "wybrańców". Stawia on swoje Słowo na równi z samym sobą, mówiąc: "Kto bowiem wstydzi się mnie i moich słów, tego i Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale swej" [Łuk. 9:26].

To o tym Apostoł mówi jako o nieprzyjęciu Prawdy w miłości do niej. Ktokolwiek przyjmuje Prawdę w miłości do niej, ten na miarę swoich najlepszych zdolności i osądu będzie ją pokazywał innym bez względu na to, ile miałoby go to kosztować. W ten sposób dowiedzie, że jest dzieckiem światłości, dzieckiem Boga. Będzie zbawiony. Ale ten, który stara się ocalić swoje życie, ocalić swoje ziemskie interesy przez ukrywanie światła lub unikanie publicznego wyznania go, ten na pewno się przekona, iż takie postępowanie jest dla niego szkodliwe (1 Kor. 4:1,2).
 

JAK OBŁUDNICY DAWNYCH CZASÓW

 
Wskazaliśmy już, że wpływy obecnego czasu, czynne przy podkopywaniu wiary, trawieniu jej i niszczeniu porównane są do zarazy, obecnej w samym powietrzu, która chwyta wszystkich, których organizmy są podatne na zaszczepienie trucizny. Muszę obszerniej omówić tę kwestię, ponieważ złe wpływy, jakimi jesteśmy otoczeni w obecnym czasie, są tak subtelne, tak zwodnicze, tak na wskroś przenikające, że większość ludzi wcale ich nie rozpoznaje. Jakimż to szok spowodowałoby w chrześcijaństwie, gdyby sobie zdano sprawę z tego, że te zabójcze wpływy rozchodzą się z kazalnic – może nie ze wszystkich, ale na pewno z czterech na pięć w większych miastach, i coraz szerzej rozprzestrzeniają się na mniejsze miasta i na wioski! Spójrzmy trzeźwo na tę sprawę.

Konieczne jest, żeby prawdziwy lud Pański znał fakty. Co do innych, to są oni tak głupio uśpieni, tak kompletnie upojeni winem Babilonu (Obj. 18:3), że nie mamy żadnej nadziei, abyśmy mogli na nich wpłynąć. Odkąd się tylko ten zły Dzień rozpoczął, szerzy się ta zaraza – już przeszło trzydzieści lat.

Dzisiaj każda uczelnia, każde seminarium teologiczne w całym cywilizowanym świecie uczy tego, co jest powszechnie znane jako "Wyższy Krytycyzm" Biblii, chociaż właściwsze byłoby tutaj określenie: Wyższa Niewiara wśród wysoko postawionych całego chrześcijaństwa. Ci wyżsi krytycy wykonują taką samą dokładnie robotę jak Thomas Paine i Robert Ingersoll, tylko że prowadzą ją na wyższym poziomie – apelując nie do ludzi prostych i nikczemnych, lecz do ludzi dystyngowanych, inteligentnych i poszukujących prawdy. Skutkiem tego ich wpływ jest tysiąckroć bardziej szkodliwy.

Ci, do których odwoływali się Paine i Ingersoll, bardzo rzadko byli w ogóle chrześcijanami. Dlatego też niszczyli oni bardzo niewiele wiary – czyniąc niewiarę jedynie bardziej obrzydliwą i cuchnącą. Ale ci niewierzący wyżsi krytycy z tego "złego Dnia" robią użytek z całej ogromnej maszynerii chrześcijaństwa we wszystkich denominacjach, zwłaszcza poprzez seminaria teologiczne, ażeby podkopać i obalić wiarę wszystkich, którzy wyznają imię Chrystusa, wielkich i małych, bogatych i biednych, wykształconych i nieuczonych. W dodatku czyni się to systematycznie, chytrze i podstępnie, w sposób, który byłby przez masy ludzi jak najmniej zauważony.

Bezpiecznie można powiedzieć, że co najmniej czterech z pięciu absolwentów seminariów teologicznych wszelkich denominacji jest niedowiarkami wyższej krytyki, których nauczono, że głównym ich zadaniem jest propagowanie moralności wśród ludzi, zwłaszcza zaś budowanie chrześcijaństwa, szczególnie ich własnego wyznania, i do tego stopniowo, ukradkiem, przebiegle oddalanie ludzi od wiary w Biblię ku ich wyższym krytycznym dogmatom. Odnoszą w tym najbardziej zdumiewający sukces. "Zaraza" to jedyne obrazowe określenie, które rzeczywiście pasuje do tego zgubnego wpływu.
 

"Z UST TWOICH OSĄDZĘ CIĘ"

 
Zgodnie z powyższymi słowami Pana, "z ust twoich osądzę cię", przekonujemy się, że z Boskiej opatrzności ci wyżsi krytycy stopniowo mówią coraz więcej przeciwko samym sobie. Ale chrześcijanin z imienia jest dość ograniczony, zaś wielu prawdziwych chrześcijan, jak wyjaśnia Apostoł, to jedynie "niemowlęta w Chrystusie", niezdolne do przyswajania twardego pokarmu Słowa, chętne do przyswajania tylko "mleka Słowa" – rozumiejąc jedynie podstawowe zasady. Dlatego te jawne oświadczenia owych wilków w owczej skórze, które przebierają się za owce, nie są brane poważnie. Jeśli owce są zatrwożone słowami, to znów uspokajają się, myśląc: "To jest nasz zacny pastor, błyskotliwy w obejściu i dobrze wykształcony; on na pewno nie prowadziłby nas na manowce. Na pewno by nas nie zwodził. Jeśliby przestał wierzyć w Biblię i stał się niedowiarkiem, to na pewno opuściłby zajmowane stanowisko. Nie mógłby on być tak nieuczciwy, by miał nosić na sobie odzienie owcze i posługiwać się nim dla zwodzenia nas i zatracenia". Biedne niewiniątka!

Posłuchajcie zatem, kiedy wam będę czytał, wyznania jednego z tych fałszywych pasterzy oraz jego wyjaśnienia oszustwa i fałszu, przy pomocy których utrzymuje ciszę wśród ludzi, wszczepiając im od czasu do czasu, drobina po drobinie, truciznę wyższego krytycyzmu, która w końcu sprowadza duchowe otępienie i przyczynia się do duchowej śmierci.

Podaję wam jego słowa tak, jak zostały one wydrukowane w najwybitniejszym z religijnych pism na świecie – "Independent", z siedzibą w Nowym Jorku. Redaktor naczelny tego dziennika, uwzględniając życzenie owego wilka, by nie został ujawniony, i najwidoczniej sympatyzując z nim w całej tej procedurze, zaręcza za niego jako za człowieka obdarzonego inteligencją i chrześcijańskim charakterem, wysoko postawionego w tak zwanym ortodoksyjnym kościele, w którego prawowierność nikt nie może wątpić.

Oto jego wyznanie: "Nigdy nie zdobyłem wyróżnienia przez moją herezję, ani nawet nie nabyłem miejscowej sławy za gwałtowne odejście od ortodoksji. Gdybym któregoś niedzielnego poranka zabrał się do wyliczania mojej kongregacji wszystkich moich odstępstwa od przyjętych wierzeń chrześcijańskich, zaszokowałbym ich ponad wszelką miarę.

Ogólnie rzecz ujmując, pojmują oni, że jestem liberalnie myślącym człowiekiem, a ja dość często korzystam z okazji, żeby przyspieszyć ich postępy w odchodzeniu od zużytego dogmatu do prawdy takiej, jaka powinna być. Nie mam wątpliwości, że wkroczyli już na tę drogę i większość z nich skłonna jest utrzymywać na niej rozsądne tempo. Moja kongregacja wyróżnia się ponadprzeciętną inteligencją, wiedzą i sympatią dla ruchów postępowych; niemniej jednak jestem najzupełniej przekonany, że całkowite ujawnienie z mej strony wierzeń, do jakich zmusiły mnie moje dociekania, mogłoby wywołać w nich pewne dzwonienie w uszach i nie tylko wzbudziłoby antagonizm wobec mnie osobiście, ale także spowodowałoby zwrot uczuć w kierunku konserwatyzmu i prawowierności".

Co myślicie o tym wyznaniu, drodzy przyjaciele? Co myślicie o takiej potajemnej, morderczej powściągliwości tego wykształconego człowieka, uznającego się za sługę Bożego Słowa i jako taki – "wysoce poważanego wśród ludzi"? Jest on modelową, świetną próbką około czterech piątych wszystkich kaznodziei wszystkich wyznań – przykładem hipokryzji, jaka się zakradła do Kościoła Chrystusowego.

Ale nie ukończyłem jego wyznania! Niech mi więc wolno będzie kontynuować czytanie wyznania jego własnych warg, które wyszło spod jego własnego pióra, będących wyrazem jego nikczemnego sprytu lub oszustwa, przez które usidla on, chwyta i niszczy owce. Osądźcie sami, czy nie mamy słuszności, tak szczególnie zwracać waszą uwagę na tę sprawę. Czy Pismo Święte nie mówi, że pasterze, pastorzy, którzy widzą nadchodzące wilki i w ogóle nie biją na alarm, nie starają się chronić trzody, są niewierni wobec swoich obowiązków? Chcę uwolnić się od odpowiedzialności przez głośne wołanie i nieoszczędzanie tych wilków w owczym odzieniu. Czytam więc dalej:
 
 
"SZYBKI WZROST WYTWORNEJ NIEWIARY"

 
"Postęp w religijnej opinii jest tak szybki – przynajmniej taki zauważam w mojej parafii – że obecnie nie wahałbym się ani przez chwilę dać najpełniejszy wyraz poglądom całkowicie potępiającym całą koncepcję pojednania przez ofiarę i przypisanej sprawiedliwości. Żarliwi święci, którzy co tydzień lub dwa, mieli w zwyczaju pytać z niepokojem, dlaczego nie wspomniałem o tym, że Chrystus uczynił pojednanie za grzech, teraz, po wykładzie na jakikolwiek temat od Dan do Beerszeby siedzą cierpliwie podczas kazania, w którym nigdy nie ma mowy o Chrystusie jako o pojednawczej ofierze".

Jakże jest to prawdziwe! Trzydzieści lat temu wykazaliśmy na podstawie Pisma Świętego, że sprawdzian dla chrześcijaństwa zostanie przeprowadzony na tym właśnie punkcie, a mianowicie, że pojednanie za grzech dokonane przez naszego drogiego Odkupiciela jest fundamentem, na którym opiera się wszelka biblijna wiara i nadzieja, i że zostanie on odrzucony przez ogół chrześcijaństwa zgodnie z proroczymi zarysami Pisma Świętego, których nie mogę tu omawiać, i które po części należą do symbolicznej Księgi Objawienia. Cóż za wielka zmiana od tamtego czasu! Już sama Chrześcijańska Nauka [Christian Science] w wielkim stopniu wpłynęła na wszystkie denominacje poprzez swoje fałszywe twierdzenia, że nie ma żadnego pierwszego grzechu i że nie ma żadnej śmierci, a więc i kary za pierwszy grzech, a zatem Chrystus nie umarł i nie wykupił od pierwotnej kary, że nie było żadnej konieczności dzieła odkupienia, ponieważ nie ma żadnego grzechu i że grzech – jak utrzymuje – jest tylko złudzeniem. Ale nie tylko Christian Science. Od tamtego czasu także i "wyższy krytycyzm" zabrał się do dzieła po całym cywilizowanym świecie i z pewnością niweczy wiarę w sam ośrodek Boskiego planu. Kto bowiem nie wierzy w pojednawcze dzieło Chrystusa, ten nie jest chrześcijaninem, pomimo przyznawania się do uczniostwa.

Chrześcijaństwo nie jest jedynie uznaniem faktu, że Jezus narodził się i że Jezus umarł, ani też przyjęciem jedynie moralnych i religijnych nauk Jezusa. Chrześcijaństwo jest uznaniem faktu, że jesteśmy grzesznikami, że Chrystus umarł za nasze grzechy i trzeciego dnia powstał dla naszego usprawiedliwienia. To przez Niego mamy odkupienie oraz darowanie grzechów przez wiarę w Jego krew. Ten, kto utracił tę wiarę w krew Jezusa, utracił swój związek z prawdziwym chrześcijaństwem i im prędzej on sam i wszyscy ludzie o tym się dowiedzą, tym lepiej dla wszystkich zainteresowanych. Jeżeli on będzie uczciwym człowiekiem, to wystąpi otwarcie i przyzna się do stanowiska, jakie zajmuje. Jeżeli natomiast będzie, tak jak autor, którego cytowałem, człowiekiem nieuczciwym, to uwidacznia w ten sposób, że nie jest godzien Prawdy. Woli bowiem, jak nam powiada, postępować kłamliwie, niszcząc wiarę nazbyt ufnej owcy, którą prowadzi i której pochwałami i pieniędzmi się cieszy. Czytajmy, co dalej pisze ten fałszywy pasterz (Ezech. 34:2﷓10):

"Doświadczenie nauczyło mnie, żeby nie być zbyt gwałtowny w swoich herezjach. Przekonałem się, że jeśli ktoś przetrzyma swoje doktrynalne odkrycia w szufladzie biurka przez mniej więcej pięć lat, a potem je wyjmuje od czasu do czasu – dla odświeżenia duszy – pozwalając czasami, by delikatnie wypłynęły, wkradając się na stronę lub dwie jego kazania najbliższej niedzieli, to na koniec przekonuje się, że może je potwierdzać tak gwałtownie, jak się mu tylko podoba, a ci, którzy niegdyś zapaliliby żagiew aby go spalić, będą siedzieć spokojnie, słuchając jego doktryny i odśpiewają gromko ostatni hymn z zadowoleniem, że jeszcze raz dane im było usłyszeć prawdę, w którą zawsze wierzyli".
 
 
PRZEBUDŹ SIĘ, OWCO, I USŁYSZ!

 
Czyż jakiś szlachetny, miłujący prawdę człowiek świecki zamieniłby się miejscami z tym zadowolonym z siebie zwodzicielem i oszustem? Czyż jakiś uczciwy biznesmen bez rumieńca wstydu uczyniłby takie wyznanie przed wydawcą "New York Independent" odnośnie swej metody prowadzenia interesów, choćby nawet jego nazwisko miało pozostać w tajemnicy? Czy nie wstydziłby się, gdyby nawet sam redaktor dowiedział się o jego perfidii? Doprawdy, możemy w znacznie większym stopniu znaleźć wytłumaczenie dla tych, co praktykują pewnego rodzaju oszustwa w związku z prowadzeniem reklamy swoich interesów i wyolbrzymiają wartość swych towarów itp. Oni bowiem otwarcie zabiegają tylko o własne korzyści, a ludzie wiedzą, że ich twierdzenia trzeba brać ze szczyptą pobłażliwości. Ale sługa Ewangelii uważa się za dobroczyńcę, który poświęca swoje życie na służbę Prawdzie, na służbę Panu, na budowanie swoich bliźnich w najświętszej wierze, jaka została ongiś udzielona świętym. Jakże zatem odrażająco podły i godny pogardy jest taki człowiek, jak również jego postępowanie! Im bardziej dystyngowany, ogładzony i wykształcony jest taki człowiek, tym większa jest jego hańba. Słuchajcie dalej:

"Z tej przyczyny nie wykrzykuję w każdą niedzielę, że nie wierzę w narodzenie Jezusa z dziewicy ani w fizyczne zmartwychwstanie. Mimo że szanuję i podziwiam doktora Crapsey’a, nie spieszę się postawić siebie obok niego pod pręgierz opinii. Pozwalam innym mówić, a ja tylko ostrożnie odpowiadam na pytania".

Doktor Crapsey, o którym jest tutaj wzmianka, był niedawno sądzony za herezję i został odsunięty od episkopalnej kazalnicy. On, wspaniałomyślna dusza! Po potwierdzeniu swej wiary w naucznie Biblii, po tym, gdy został ukonorowany wysoką pozycją pośród tych, co poważają Biblię, oraz pobierając dobrą pensję za jej wykładanie w swojej kongregacji, uznał za stosowny i honorowy postępek złamać swoje ślubowania i – zatrzymując sobie tytuły, zaszczyty i korzyści pieniężne związane z jego pozycją – ogłosić ufającym mu słuchaczom teorię "Wyższych Krytyków", że Pismu Święte nie jest natchnione, że Jezus urodził się tak samo jak każdy inny człowiek, że Jego śmierć nie była ofiarniczą, i że Jego krew można uznać za "pospolitą" (Hebr. 10:29). Nie jesteśmy zaskoczeni, że czcigodny wilk, którego wyznanie właśnie odczytujemy, i który nim się chlubi, czci i podziwia doktora Crapsey’a. Co do nas, to nie możemy podziwiać żadnej takiej dwulicowości, ale z tych obu, uważalibyśmy za bardziej honorowe znaleźć się w położeniu doktora Crapsey’a, bo jest on odrobinę bardziej uczciwy.

Przytoczmy jeszcze jeden ustęp z tego niesamowitego wyznania. Autor stwierdza:

"Mam nadzieję, że niewiele lat upłynie, a herezje, bo takimi one bez wątpienia są, o cudownym poczęciu i zmartwychwstaniu Chrystusa staną się, co najwyżej, tolerowanymi opiniami. Z cierpliwością, taktem i wytrwałością spodziewam się kiedyś dojść do tego wyzwolenia mojej duszy, bo cierpliwie czekam już dość długo na wyrażenie mych opinii o pojednaniu. Wyjawienie ich teraz naraziłoby na niebezpieczeństwo moje rzeczywiste dzieło, którym nie jest uczenie historii, nawet nie tej prawdziwej historii dotyczącej Jezusa, Jego apostołów lub Jego Kościoła, ale wzbogacenie życia prawdziwą religijną wiarą i nakłanianie do rozwijania pewnych moralnych i szlachetnych cnót przez poświęcanie się obowiązkowi, tak jak mi Bóg dozwala go pojmować. Ktoś wzdryga się na myśl, ze byłby nazwany hipokrytą, lecz odwagi dodaje przypomnienie, że w czasach Jezusa nie byli piętnowani jako obłudnicy ci, którzy wciąż uważali się za Żydów i obchodzili święta, chociaż w całkowitym przeciwieństwie do powszechnej opinii".
 

"CHWAŁA W TYM, CZEGO POWINNI SIĘ WSTYDZIĆ"

 
Najwidoczniej pozostała tu jeszcze odrobina sumienia, które zdaje się niejasno pojmować, że takie postępowanie może rodzić co najmniej podejrzenie o hipokryzję. Zauważmy jednak, jak stara się on usprawiedliwić. Mówi o "oddaniu się obowiązkowi, jaki mu Bóg pozwala widzieć". Czy można spodziewać się, że Bóg dałby takiemu człowiekowi zdolność pojmowania czegokolwiek? Raczej powiedzielibyśmy tak, jak Jezus powiedział do obłudników dawnych czasów: "Ojcem waszym jest diabeł i chcecie postępować według pożądliwości ojca waszego. On był mężobójcą od początku i w prawdzie nie wytrwał" (Jan 8:44). Człowiek ten, a jest on tylko reprezentantem mu podobnych, jest mordercą. Morduje on w znaczeniu duchowym tych, którzy są pod jego opieką, przez odbieranie im, jeśli mu się uda, ich iskierki wiary i duchowego spłodzenia z ducha, a dokonuje tego w taki sposób, jak czynił to nasz wielki Przeciwnik – przez kłamstwa i zaprzeczanie Pańskiemu Słowu. Pojęcie obowiązku u tego człowieka jest bardzo oczywiste. Polega on na utrzymaniu wszystkich ludzkich zaszczytów, które zdołał nagromadzić, zagarniając każego szekla w jego zasięgu, zadając kłam swemu przymierzu z Bogiem i ze swoją kongregacją. Od takiego poczucia obowiązku, od takich obłudnych wilków zachowaj nas, dobry Panie! Ten dżentelmen i wszyscy wyżsi krytycy oraz ewolucjoniści, okupujący kazalnice chrześcijaństwa, zajmują dokładnie taką samą pozycję jak dawni nauczeni w Piśmie i faryzeusze, o których Pan powiedział: "Znosicie słowo Boże przez waszą tradycję". Powiedział im, że na zewnątrz są czyści i przyzwoici, jak i ten człowiek wydaje się być, ale wewnątrz pełni są wszelkiego rodzaju zepsucia, oszustwa, samolubstwa, wiarołomstwa ‒ tak jak i ów człowiek, który otwierając swe wnętrze, pokazuje nam, jaki jest (Mar. 7:5,9,13).

W tamtych czasach, podobnie jak i teraz, prości ludzie byli tak zahipnotyzowani przez swoich doktorów Zakonu i kapłanów, że wahali się czy słuchać głosu Syna Człowieczego i Jego pokornych naśladowców, czekając najpierw na aprobatę obłudnych nauczycieli, którzy poprzez zewnętrzny wygląd udawali sługi Boże i dla stworzenia pozorów odmawiali długie modlitwy. Czego prosty lud potrzebował wówczas, tego samego potrzebuje dzisiaj – przebudzenia. Jak prawdziwi Izraelici, w których nie było zdrady, otrzymali przesłanie, tak i podobna klasa otrzyma przesłanie teraz. Tej to klasie, nie zaś "wyższym krytykom" i ewolucjonistom, dana jest obietnica. "Wam dano poznać tajemnice królestwa niebios", ale tym, co są na zewnątrz, rzeczy te powiadane są jedynie w podobieństwach i w niejasnych wypowiedziach (Mat. 13:11).

Żyjemy w czasie potrząsania, w czasie palenia, kiedy wszystkie drwa, siano i słoma fałszu muszą być spalone, kiedy jedynie cenne prawdy Słowa Bożego, złoto, srebro i drogie kamienie wiary wytrzymają próbę. Posłuchajmy słów Apostoła: "Czuwajcie, trwajcie mocno w wierze, bądźcie mężni i umacniajcie się". Szukajcie "dawnych ścieżek" – nie ścieżek ani teorii ciemnych wieków i ich przerażających "nauk diabelskich", ale nauk Jezusa i Apostołów – aby się wiara wasza nie gruntowała na doktrynach ludzkich, ale na mocy Bożej (Jer. 6:16; 1 Kor. 16:13; 1 Kor. 2:3).
Dodał: Andrzej
Popularne artykuły
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 2 z 2
Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan   (ciąg dalszy artykułu)   Twierdzenia Palestyńczyków   Twierdzenia palestyńskiego, że ...dalej
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 1 z 2
    Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan     Wstęp     Nie zdarzyło się nigdy przedtem, aby ...dalej
Gromadzenie sił na Armageddon
"Albowiem przyszedł dzień on gniewu i któż się ostać może" Obj. 6:17     Księgę Objawienia Bóg dał, jak ...dalej
Wychowanie jezuickie
Wyjątki z traktatu Stanisława Szczepanowskiego pt. "Idea polska wobec prądów kosmopolitycznych". Lwów, Towarzystwo Wydawnicze 1901, ...dalej
Antychryst. Jego ostateczny koniec
OSTATECZNY KONIEC ANTYCHRYSTA WIDZIANY W 1889 ROKU     Prześledziliśmy historię papiestwa aż do obecnych czasów, do Dnia Pańskiego ...dalej
ANARCHIA - Symboliczny ogień, którym kończy się stary świat
"A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ...dalej
Dzień Sądu
W kwestii dzieła sądu w przyszłym wieku wielu ludzi posiada bardzo pomieszane pojęcia. Popularny pogląd ...dalej
Apokalipsa (rozdział 17)
Opinia T.Ch. Russella na temat siedemnastego rozdziału   "Brat Russell mówił, że ... tego rozdziału nie można ...dalej
Syjonizm w proroctwie
Zaproszenie   [9 października 1910 roku pastor Russell otrzymał zaproszenie od Komitetu Organizacyjnego Walnego Zgromadzenia Żydów, by ...dalej
Plagi egipskie - Dziewiąta i dziesiąta (6 z 6)
DZIEWIĄTA PLAGA EGIPSKA – CIEMNOŚCI 2 Mojżeszowa 10:20-29     "Rzekł więc Pan do Mojżesza: Wyciągnij rękę swoją ku ...dalej
Archiwum
Etykiety
Trzy Biada Copyright © 2011 Artykuły   Articles   Wprowadzenie   Warto zobaczyć   Kontakt
projekt graficzny cefau wykonanie eball