TrzyBiada.pl
11
PAŹ
0
113
Lubię to
Zatrzymanie prawdy w niesprawiedliwości
 
(Książka Pytań i Odpowiedzi, str. 726)
 
 
Pytanie (rok 1905): Co znaczy "zatrzymywać prawdę w niesprawiedliwości" [Rzym. 1:18]?

Odpowiedź: Traktowałbym to wyrażenie jako bardzo obszerne i oznaczające posiadanie prawdy, do której się nie stosujemy. Każdy jest odpowiedzialny za taki stopień prawdy, jaki posiada. Pewien stopień prawdy posiadaliśmy nawet wtedy, gdy byliśmy w kościele nominalnym; przynajmniej wiedzieliśmy że Chrystus umarł za nasze grzechy, chociaż nie rozumieliśmy filozofii odkupienia. Jeśli nie żyliśmy według tej prawdy, to zatrzymywaliśmy ją w niesprawiedliwości.

Z czasem lepiej rozpoznaliśmy ofiarę naszego Pana, a tym samym zwiększyła się nasza odpowiedzialność i tak każdy dodatkowy zarys prawdy zwiększa naszą odpowiedzialność. Z mego punktu widzenia wszyscy znajdujący się tutaj i zaszczyceni światłem "teraźniejszej prawdy" mają spośród wszystkich ludzi na świecie największą odpowiedzialność, a zatem życie nasze powinno być według najwyższego wzoru sprawiedliwości. To NIE znaczy, że z powodu Prawdy mamy doskonalsze ciała, tak że możemy żyć bliżej doskonałości aniżeli inni ludzie tego świata. Są niektórzy ludzie zacni z natury, chociaż nie posiadają tak wysokiego stopnia Prawdy i tacy mogą być z natury sprawiedliwsi od niejednego będącego w Prawdzie. Często ludzie tacy jak Robert Ingersoll są z natury zacnymi ludźmi. Osobiście go nie znałem, lecz słyszałem, że był to człowiek zacnego rodu, pod wielu względami przewyższający innych. Pomiędzy ludem Pańskim znajdują się niektórzy z natury bardzo pośledni.

Swego czasu opublikowaliśmy w "The Watch Tower" (1898, str. 179) artykuł na ten temat pt. "'Godni pogardy chrześcijanie' a zacni niewierzący". Jak Pan na to patrzy? On patrzy na myśli i intencje serca. Ludzie raczej oceniają po zewnętrznych pozorach, ale Bóg sądzi według serca. U Boga pełna waga to sto punktów charakteru, czyli człowiek doskonały. Nikt nie ma stu punktów (zob. Rzym. 3:10,23). Niektórzy mogą mieć aż 50 punktów, inni 40, 38, 35, 30, 25, 20 punktów, a może zaledwie 10 punktów charakteru. Sądząc ich według ciała, wszystkim by niedostawało. Jak Bóg ich sądzi? On wcale ich nic sądzi, dopóki nie znajdą się w Chrystusie. Świat nie ma żadnej pozycji przed Bogiem w obecnym czasie. Bóg przygotował cenę okupową i świat dowie się o tym "we właściwym czasie" [1 Tym. 2:6]. Aż do tego czasu ludzie spośród świata nie mają w tej sprawie działu ani cząstki i wcale nie są brani pod uwagę. Choćby Ingersoll był najzacniejszym człowiekiem na ziemi, Bóg nie ma z nim nic do czynienia.

Rozum gotów byłby mówić, że tylko ludzie lepsi, zacniejsi mogą stać się ludem Pańskim, lecz Pismo Święte mówi: "Niewielu mądrych według ciała, niewielu możnych, niewielu zacnego rodu, ale co (...) podłego rodu u świata" [1 Kor. 1:26-28]. Bóg wybrał przede wszystkim to, co jest niskiego rodu w oczach świata. Bóg uczynił plan i zarządzenia i sądzi tylko tych, co osiągają zgodność z tymi zarządzeniami, a głównie ludzie niskiego rodu osiągają harmonię z Nim. Czemu tak jest? Ponieważ ci z zacnego rodu, mający wysokie ideały itd., widząc tych poślednich i godnych pogardy, spychają ich na niższy poziom i niejako mówią: Ci ludzie niskiego rodu potrzebują Zbawiciela, lecz mnie potrzebuje Bóg; jest tylko niewielu takich jak ja, co mogą być ozdobą Jego miejsca. Jednak Ojciec nie pozwala, aby ktoś przystępował do Niego inaczej, jak tylko przez Jezusa; to znaczy przez krzyż, przez uznanie siebie za grzesznego i potrzebującego ofiary krzyżowej ku zapłaceniu kary za grzech.
 
Wyniośli, zarozumiali ludzie nie chcą brać niczego za darmo. Najlepszy człowiek na świecie nie jest godzien obiecanego żywota wiecznego. Jest tylko jedna ku temu droga i tą drogą pójść musi zarówno ten najzacniejszy, jaki ten najgorszy. Według powyższej ilustracji o stupunktowej skali, jaka może być nasza nadzieja, jeżeli wymaganych jest sto punktów? Brat mający tylko 10 punktów gotów jest pomyśleć, że ten, co ma 50 punktów, ma lepszą od niego szansę; lecz mający 50 punktów, gdy patrzy na sprawę właściwie, zobaczy, że sam też nie jest w stanie osiągnąć docelowych 100 punktów, a więc musi ubiegać się o zasługę Chrystusową. Boski plan jest wystarczająco elastyczny, aby pasował do każdego z nich. Ten, co ma 50 punktów, mógłby zapytać: Czy temu, co ma 10 punktów, Bóg da więcej niż mnie? Tak, im pośledniejszy jest człowiek, tym więcej Pan mu dodaje w celu uzupełnienia jego braków. On zadbał o tych najpodlejszych tak samo jak o innych. "Gdzie się grzech rozmnożył, tam łaska tym więcej obfitowała" [Rzym. 5:20]. Jak Pan tego dokonuje? Czy nam tylko powierza tę sprawę? Nie do końca. Sto punktów, czyli sprawiedliwość Zakonu wypełniona jest w nas, którzy nie według ciała chodzimy, ale według ducha. Nie możemy dojść do pełnej miary, lecz możemy dążyć w tym kierunku najlepiej jak nas stać. To nie dotyczy ludzi tego świata, ponieważ oni postępują według ciała. Bóg liczy nam te punkty według naszych intencji, a śmierć Chrystusowa, czyli Jego zasługa, dopełnia to, czego nam brak.
 
 
 
"GODNI POGARDY" CHRZEŚCIJANIE A ZACNI NIEWIERZĄCY

(Artykuł z Watch Tower z 1898 roku)
 
 
"Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mądrych według ciała, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych, ale to, co u świata głupiego wybrał Bóg..." (1 Kor. 1:26).

Z pewnością nikt temu nie zaprzeczy, że szlachetne charaktery znajdują się zarówno pomiędzy ludźmi niewierzącymi, jak i pomiędzy chrześcijanami. Żaden doświadczony człowiek nie zaprzeczy również, że ludzie upadli, znajdują się zarówno pomiędzy chrześcijanami, jak i ludźmi światowymi. Jak to sobie wyjaśnimy? Czy nie byłoby rzeczą rozsądną oczekiwać, że wzniosłe zasady prawdziwego chrześcijanizmu przyciągać będą najlepsze umysły tego świata i raczej odstręczać tych o podlejszym usposobieniu? Czy nie powinniśmy spodziewać się, że nauki Chrystusa, duch Jego nauk, a mianowicie cichość, łagodność, braterska dobroć i miłość przyciągną wszystkich tych, którzy sympatyzują z takimi przymiotami, a więc wszystkich szlachetnych na tym świecie? I podobnie, czy nie powinniśmy oczekiwać, że skoro Pismo Święte i duch Pana potępiają wszelki gniew, złośliwość, nienawiść, zawiść, kłótnie, obmowy, brzydkie rozmowy, nieczystości itp., że wszyscy ci, którzy sympatyzują z takimi uczynkami ciała i diabła, będą raczej odpychani przez Ewangelię Chrystusową?

Jaki by nie był kierunek naszej umysłowej filozofii w tej kwestii, to fakty udowadniają nam, że proporcjonalnie większa liczba wielkodusznych dzieci tego świata odrzuca Pana i Jego Ewangelię, oraz że większa liczba bezecnych dzieci tego świata Ewangelię Chrystusa przyjmuje. Pojawia się zatem jeszcze bardziej interesujące i kłopotliwe pytanie: Jak wyjaśnimy ten bardzo szczególny stan rzeczy, który zdaje się być przeciwieństwem do wszystkiego, do każdego oczekiwania?

Wyjaśniamy to w zgodności z oświadczeniem naszego Pana, że nie przyszedł On wzywać sprawiedliwych ale grzesznych do pokuty. Prawdą jest, że nie ma sprawiedliwego ani jednego, wszyscy bowiem zgrzeszyli i brakuje im chwały Bożej. Upadek ojca Adama objął każdego członka jego potomności, a zatem wszyscy są grzesznikami i potrzebują łaski Bożej w Chrystusie na odpuszczenie swoich grzechów. Ci jednak, którzy uważają siebie za mniej upadłych moralnie i umysłowo, lub którzy mniemają o sobie, że są mniej upadli od kilku swoich sąsiadów, skłonni są do samo-usprawiedliwiania się, chociaż nie przypisują sobie doskonałości. Dlatego tacy są mniej skłonni uznać, że są niczym, że są niegodni Boskiej łaski, a zatem również mniej skłonni by upaść w prochu u stóp krzyża i otrzymać, jako niezasłużony dar Boży, dobrodziejstwo wiecznego żywota przez Jezusa Chrystusa naszego Pana.
 

POTRZEBA DOBREGO LEKARZA NIE ROZPOZNANA

 
Oni czują, że niektórzy bardziej zdegradowani spośród rasy ludzkiej potrzebują Boskiej litości i przebaczenia. Są więc zadowoleni, że Bóg takim współczuje i pomaga. Przy tym czują jakoś, że oni sami nie potrzebują przypisanej szaty Chrystusowej sprawiedliwości by ich przykryła. Wydaje się im, że są tak przyzwoici, że jeżeli Bóg zaakceptuje kogoś do przyszłego życia, to z pewnością ich nie pominie. Spoglądając na siebie, porównują się z chrześcijanami i często ze znaczną miarą samozadowolenia upewniają się, że ich pojęcia dobra i zła, moralnej odpowiedzialności i życzliwości itp., są wyższe, szlachetniejsze i lepsze niż tych, którzy mienią się być chrześcijanami. Dlatego mówią sobie: Bóg jest sprawiedliwy, choć więc nie jestem doskonały, to jednak czuję się o wiele lepszy niż większość chrześcijan. Jestem zatem pewny, że Bóg w sprawiedliwości będzie miał tak dużo troski o mnie, jak o drugich, których widzę, że stoją niżej ode mnie pod względem szeregu dobrych przymiotów serca i umysłu. Jak ów Faryzeusz z dawnych czasów dziękują oni Bogu, że nie są takimi, jak inni ludzie i zaniedbują tego "jedynego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni" (Dz. Ap. 4:12).
 


 
 
Klasa, którą opisujemy, jest klasą liczną, liczniejszą niż wielu mogłoby przypuszczać, zanim się nie zastanowią nad tą kwestią. Obejmuje ona wielu ludzi dalekich od hipokryzji, którzy jednak nigdy nie zrozumieli Ewangelii. Kilku prezydentów Stanów Zjednoczonych było z tej klasy – pełnych szacunku dla religii, moralnych w życiowych sprawach, sprawiedliwych w swym postępowaniu – na przykład Lincoln i Grant, których wspominamy jedynie jako przykłady tej klasy. Poza tym, do klasy tej można słusznie wliczyć wielu tych, którzy albo uczęszczają do jakiegoś kościoła, albo są jego członkami. Oceniają oni fakt, że moralne podniesienie cywilizacji, bezpośrednie lub pośrednie, złączone jest z chrześcijaństwem. Sprawia im zatem przyjemność, że stoją po moralnej i popularnej stronie, chociaż nigdy nie przyjęli z rąk Boskiej łaski przebaczenia grzechów przez wiarę w drogocenną krew Chrystusa.

Widzimy ich trudność. Polega ona na tym, że nie rozumieją oni, że Bóg działa według zasad ścisłej sprawiedliwości i prawa. Boskie prawo i sprawiedliwość oznajmiają, że wszelka niedoskonałość stoi w przeciwieństwie do Boga, że Boskie dzieło jest doskonałe ‒ takim pierwotnie było w Adamie ‒ i że Bóg nie może nigdy przyjąć do harmonii z sobą czegokolwiek, co jest niedoskonałe. Przeoczają oni fakt, że według tego prawa, ktoś, kto nawet w najdrobniejszej rzeczy jest winien, to niemniej jednak jest winien. Zostaje poddany tej samej karze śmierci, co ten, który jest winien wielu i bardziej poważnych przestępstw. Skoro zatem wszyscy są niedoskonali – żaden nie jest absolutnie prawy – jeden wyrok śmierci obejmuje każdego członka ludzkiej rodziny. Nie ma żadnych drzwi ucieczki przed śmiercią, ani też żadnych drzwi wejścia do życia, oprócz tych, które dostarczył Bóg. Tymi drzwiami jest Chrystus Jezus, sprawiedliwy, który stał się Odkupicielem człowieka przez ofiarowanie samego siebie. Ten, kto nie przejdzie przez te drzwi, nigdy życia nie osiągnie, bez względu na to, jak usilnie walczy z grzechem, bez względu na to, jak blisko do tych drzwi podchodzi. Tylko przejście przez te drzwi może oznaczać wejście do życia wiecznego. "Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży [wyrok śmierci] pozostaje nad nim" (Jan 3:36).

Ta sama filozofia tego przedmiotu pokazuje nam, dlaczego tak się dzieje, że do Chrystusa przychodzi proporcjonalnie większa liczba niegodziwych dzieci tego świata, niż szlachetnych. Tylko ci, którzy czują, że są grzesznikami, którzy odczuwają potrzebę uwolnienia od grzechu, oceniają ofertę przebaczenia. Tylko chorzy, którzy uświadamiają sobie że są chorzy, odczuwają potrzebę Wielkiego Lekarza. Wielu naprawdę poszukuje łaski Pana, ponieważ pojmują do pewnego stopnia, że ich własny stan jest upadły, zdegradowany, i że są ludźmi nędzniejszymi od innych. Tylko to zdaje się pobudzać ich do zrozumienia swego położenia. Tylko to doprowadza ich do wołania: "Zmiłuj się nade mną Panie, Synu Dawidowy" (Mat. 15:22). I taka właśnie postawa uświadomienia sobie osobistej niegodności Boskiej przychylności, konieczna jest u wszystkich, którzy są w stanie przyjąć łaskę Boga wyłącznie na warunkach, na których On ją oferuje.

Znalazłszy w ten sposób filozoficzną podstawę naszego przedmiotu przechodzimy do pytania odnośnie skutku. Jaki jest prawny wynik przyjęcia Chrystusa? Odpowiadamy, że nieuniknionym rezultatem właściwego przyjęcia Chrystusa, na warunkach przymierza z Bogiem, musi być moralne podniesienie. Chrystus bowiem przyjmuje daną osobę pod takim warunkiem, że nie tylko pragnie ona przebaczenia za grzechy przeszłe, ale również pragnie porzucić grzech na przyszłość. Im niższy jest poziom tego człowieka na skali moralności, tym bardziej radykalna będzie jego ostateczna przemiana. Lecz na początku swego nawrócenia taka osoba proporcjonalnie mniej uświadamiać będzie wszystkie kroki oczyszczania się w słowie, myśli i uczynku, jakie są przed nią na chrześcijańskiej drodze. Na początku będzie myślała o reformie poważniejszych przejawów grzechu, lecz stopniowo, lekcja za lekcją, będzie pouczana przez wielkiego Nauczyciela, i o ile wytrwa w szkole Chrystusowej, prowadzona będzie w dalszej wiedzy, ocenie i budowie charakteru.

Wymaganie wielkiego Nauczyciela, wyrażone przez Apostoła, jest tego rodzaju, że ci, którzy przystępują do Niego, w zupełnym poświęceniu, po ich przyjęciu na podstawie wiary, muszą natychmiast rozpocząć "oczyszczanie się z wszelkiego skalania ciała i ducha, dopełniając uświęcenia w bojaźni Bożej" (2 Kor. 7:1). Ktokolwiek nie będzie czynić wysiłków w tym kierunku, ten w szkole Chrystusowej nie wytrwa, ponieważ taki nie ma Jego ducha, a nie mając Jego ducha, on "nie jest Jego" (Rzym. 8:9). "Kto popełnia grzech [świadomie, dobrowolnie], z diabła jest" (1 Jana 3:8).
 
Niemniej jednak, może to wymagać lat nauki i dyscyplinowania pod nadzorem wielkiego Nauczyciela, zanim ktoś z tych, którzy głęboko unurzali się w błocie grzechu, samolubstwa i wielu skutków nikczemnego usposobienia, stanie się choćby umiarkowanie, jako tako dobry, szlachetny w charakterze. Charakter bardziej podobny jest do dębu niż do grzyba, wymaga długiego czasu zanim urośnie. A jednak, tak jak dąb mógłby zostać szybko uśmiercony siekierą, podobnie nawet silny charakter mógłby zostać szybko podkopany, podcięty i wywrócony przez grzech. Inaczej mówiąc, wzrost ku górze jest powolny, lecz skłonności prowadzące do upadku, gdy im się tylko pozwoli, mogą skutkować bardzo szybko.

W konsekwencji, wielu chrześcijan może zauważyć, że podczas gdy religia Chrystusowa wiele pomogła im samym oraz ich przyjaciołom w wydostaniu się z grząskiej gliny grzechu, postawiła ich na Opoce, którą jest Jezus Chrystus i oczyściła od wielu skalań ciała i wielu niegodziwości usposobienia, to być może po dziesięciu, dwudziestu lub czterdziestu latach takiej dyscypliny i wytrwałej pracy nad sobą, mogą oni z zaskoczeniem ujrzeć jakiegoś niedowiarka, któremu muszą przyznać, że dorównuje im pod względem moralnej nieposzlakowanej uczciwości, prawości, uczciwości lub wspaniałomyślności.
 

UDZIAŁ PRAWA DZIEDZICZNOŚCI

 
Powstaje więc pytanie, jak to się dzieje? Odpowiadamy, że tak jak moralne zboczenie odbija się na dzieciach do trzeciego i czwartego pokolenia, podobnie i moralne osiągnięcia mogą wpływać na potomstwo do kilku pokoleń. Stąd rodzice, którzy byli uczciwi i bogobojni, i którzy starali się rozwijać w sobie owoce ducha, nie tylko sami odnoszą korzyść i zbliżają się bliżej niż na początku do wielkiego standardu doskonałości, lecz także i ich dzieci rodzą się z lepszymi naturalnymi kwalifikacjami i w warunkach bardziej sprzyjających prawości i szlachetności duszy. Serdeczne osiągnięcia rodziców odbijają się bowiem na fizycznym stanie ich dzieci.

To zaś, przy okazji, udowadnia rozstrzygająco, że wielu pobożnych z wyznania rodziców jest mniej zacnych w sercu niż mogliśmy się spodziewać. Gdyby bowiem w okresie poczęcia i brzemienności, myśli, uczucia i sentymenty rodziców były kultywowane według zasad szlachetności, czystości, świętości, szacunku, życzliwości, sprawiedliwości i miłości, to ujawniłoby się to w ich dzieciach. Wyniki byłyby błogosławione zarówno dla dzieci, jak i rodziców. Naturalne przymioty dziecka bywają niejako wpojone jeszcze przed jego narodzeniem, głównie przez pragnienia matki, a gdy rodzice są dobrze dobrani, jej ideały są w znacznej mierze ideałami ojca. Chrześcijańscy rodzice powinni zbudzić się do swej odpowiedzialności pod względem władzy rozrodczej powierzonej im przez Wszechmocnego.

Przynosi to hańbę naszej cywilizacji, że w krajach cywilizowanych rodzi się tak wiele dzieci nisko-urodzonych, nawet pomiędzy tymi, którzy rozumieją prawo dziedziczności i ostrożnie chronią hodowlę swego bydła, owiec, psów i koni. Musi to wynikać z faktu, że wpływ umysłu rodziców na ich potomstwo nie jest rozpoznany. Niech te myśli nie tylko strzegą rodziców, co się tyczy ich przyszłego potomstwa, lecz także czynią ich bardzo cierpliwymi i starannymi wobec ich obecnych dzieci, w próbach usunięcia wad charakteru, jakie sami pomogli im zaszczepić. Pierwszym obowiązkiem rodzica wobec swego dziecka jest dać mu, na ile to leży w jego mocy, najbardziej sprzyjający początek w życiu.

Dzieci chrześcijańskich rodziców, zrodzone i wychowane w sprzyjający sposób, o ile również staną się chrześcijanami i rozpoczną w swym sercu walkę przeciwko moralnej nieczystości, grzechowi i wszelkim niskim i samolubnym skłonnościom upadłej natury, mogą, przy łasce Bożej osiągnąć moralną pozycję wyższą, niż osiągnęli ich rodzice. To wszystko zaś przez wprowadzanie w życie instrukcji wielkiego Nauczyciela. Ale tu przychodzi druga strona tej sprawy: Bóg przyjmuje dzieci osób wierzących na podstawie wiary ich rodziców dopóki są one niepełnoletnie. Jak tylko osiągną lata odpowiedzialności, wymagane jest osobiste przymierze z Bogiem, jeżeli mieliby oni stać się Jego ludem. Inaczej bowiem zostaną policzeni jako będący ze świata, pod jego potępieniem, a nie jako będący pod usprawiedliwieniem, które rozciąga się tylko na wierzących i na ich niepełnoletnie dzieci (1 Kor. 7:14). Bóg czyni wejście do Jego rodziny i szkoły sprawą osobistą.

Tu odnajdujemy sekret, jak to się dzieje, że niektórzy z najzacniejszych ludzi tego świata nie są ludem Bożym. Oni są dziećmi niektórych, których stopy zostały wydźwignięte z błotnistej gliny grzechu; po rodzicach odziedziczyli pewną część tego podniesienia, jakie nauczanie Chrystusa sprowadziło na świat wśród tych, którzy idą za Jego naukami. Widzimy w ten sposób, że niedowiarstwo nie ma wcale powodu chlubić się ze swoich najszlachetniejszych synów, bo cokolwiek w nich jest zacnego i wielkiego, przyszło przeważnie przez religię, wiarę ich przodków. Wprost przeciwnie, tendencją niewiary jest kierowanie do grzechu i degradacji. Nie musi się tak stać w ciągu jednej generacji, chociaż może. Syn zacnych chrześcijańskich rodziców, który odziedziczył umysł bardziej szlachetny niż szerokie masy, może do pewnego stopnia podtrzymać taki umysł przez całe życie, a jeżeli stanie się dumny ze swej moralności może on, przynajmniej na zewnątrz, okazać dobrą ogładę, a nawet przekazać coś z tego swemu potomstwu. Jednak ostatecznie samolubstwo podkopie i zniszczy tę zacność. Możemy spodziewać się degradacji w potomstwie tych, co nie przyjęli Chrystusa, z taką samą pewnością, z jaką spodziewać się możemy postępu ze strony tych, którzy Chrystusa przyjmują.
 
 
ILUSTRACJA TEGO W PIERWOTNYM KOŚCIELE
 
 
Ogólne działanie tego prawa może być ocenione tylko wtedy, gdy obserwujemy je na rozległych obszarach i w ciągu mijających stuleci. Gdy cofniemy się wstecz, do czasów naszego Pana i Apostołów, zobaczymy, że Ewangelia pociągała przeważnie tylko takich, jakich opisaliśmy powyżej, celników, grzeszników i ludzi niższej klasy, natomiast została ona odrzucona przez ludzi nastawionych światowo, obłudnie lub faryzejsko. Byli oni klasą moralnie i intelektualnie wyższą, i z tego właśnie powodu odrzucali Chrystusa, nie czując potrzeby Zbawiciela.
 
Obserwując uważnie kościół ewangeliczny, z jego skromnym początkiem i najbiedniejszą klasę, dostrzegamy, że ktokolwiek wstępował do szkoły Chrystusa i był przez Niego nauczany, bywał podniesiony przez posłuszeństwo dla tego Nauczyciela. Te wyższe nauki Mistrza, że powinniśmy miłować nie tylko jedni drugich, lecz także sympatyzującą miłością darzyć nawet tych, którzy nas nienawidzą, oczerniają, prześladują i mówią kłamliwie wszystko złe przeciwko nam z Jego powodu, nauki, że Boskie błogosławieństwo spoczywa na cichych, cierpliwych, pokornych, pokój czyniących i że sumą wszystkich cnot jest miłość, stały się standardem pomiędzy Jego naśladowcami. Znajdujemy, że te same właśnie nauczania pochodzą od pokornych rybaków i celników, którzy przyjęli Jezusa i których On wysłał jako Apostołów swej łaski.

Na przykład, słyszymy apostoła Piotra mówiącego: "Dodajcie do wiary waszej cnotę, do cnoty poznanie, do poznania powściągliwość, do powściągliwości cierpliwość, do cierpliwości pobożność, do pobożności uczucie braterskie, do uczucia braterskiego zaś miłość" (2 Piot. 1:5-7). Słyszymy apostoła Jana mówiącego: "Kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi" (1 Jana 4:20). Słyszymy apostoła Jakuba dającego takie oto zalecenia wszystkim, którzy są nauczani przez Pana: "Pokażcie to przez dobre postępowanie uczynkami swymi, nacechowanymi łagodnością i mądrością. Jeżeli jednak gorzką zazdrość i kłótliwość macie w sercach swoich, to przynajmniej nie przechwalajcie się (...) poddajcie się Bogu, przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was. Zbliżcie się do Bogu, a zbliży się do was (...) Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was. Nie obmawiajcie jedni drugich, bracia" (Jak. 3:13,14; 4:7-11); "Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czyż to nie Bóg wybrał ubogich w oczach świata, aby byli bogatymi w wierze i dziedzicami Królestwa, obiecanego tym, którzy Go miłują?" (Jak. 2:5).

Słyszymy także Apostoła Pawła, który kiedyś należał do znamienitej klasy Faryzeuszów, dającego świadectwo tej samej prawdy, i przyznającego z całą pokorą, że "nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego" (Rzym. 3:10). Wyjaśnia on, że jedynie wtedy, gdy przyjmujemy Chrystusa, dostępujemy odpuszczenia grzechów, czyli pojednania z Ojcem. Tłumaczy też dalej, iż przyoblekłszy się w Chrystusa mamy być Nowymi Stworzeniami w Nim. Stare rzeczy powinny się dla nas skończyć i przeminąć na zawsze, odtąd zaś mamy postępować w nowości żywota, nie według woli ciała, ale według zamysłów Pana. Zauważmy jak on napomina tych, którzy przyjęli imię Chrystusowe, zapewniając ich, że muszą oni także przyswoić sobie Jego ducha, czyli usposobienie, i mieć ten sam umysł [usposobienie], który był w Chrystusie Jezusie naszym Panu, umysł będący w opozycji do grzechu, niegodziwości i samolubstwa, umysł będący w harmonii z prawdą, dobrocią, czystością, życzliwością i miłością.

Powyższe uzasadnia, mówiąc: "Miłość bliźniemu złego nie wyrządza; wypełnieniem zakonu jest miłość (...) Odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroję światłości; postępujmy przystojnie jak za dnia (...) obleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie czyńcie starania o ciało, by zaspakajać pożądliwości" (Rzym. 13:10-14); "Nikomu złem za złe nie oddawajcie, starajcie się o to, co jest dobre w oczach wszystkich ludzi. Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie. Najmilsi! Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan. Jeśli tedy łaknie nieprzyjaciel twój, nakarm go; jeżeli pragnie, napój go" (Rzym. 12:17-20).

Ten sam Apostoł tłumaczy szczegółowo miłość, która jest istotą ducha Bożego, ducha Chrystusowego, którą wszyscy naśladowcy Pana muszą posiadać, jeżeli chcą w Nim trwać, wyliczając: "Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się, nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego; nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy; wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi. Miłość nigdy nie ustaje" (1 Kor. 13:4-8).
 
 
"ŚWIADECTWO PANA JEST WIERNE, UCZY PROSTACZKA MĄDROŚCI"

Psalm 19:8-15
 
 
Dla jakiejkolwiek klasy ludzi nie byłoby możliwe, bez względu jak zdegradowani byliby umysłowo i moralnie, aby po przyjęciu takich instrukcji do dobrych i uczciwych serc, nie zostali przez nie podniesieni, nie stali się bardziej szlachetni, bardziej podobni do Chrystusa, bardziej podobni do Boga. Dlatego nie zaskakuje nas, gdy widzimy, że nawet już w pierwszym wieku ci, co należeli do ludu Pana, stali się znani dla swych wysokich zasad i moralności, do tego stopnia, że masy ludu "poznały ich, że byli z Jezusem" (Dz. Ap. 4:13). Następnie widzimy, jak przeciwnik Boży, Szatan, skaził prawdę, pozbawiając ją prostoty, z jaką została ona przedstawiona przez Pana i Apostołów. Widzimy jak formy i ceremonie, przyklękania i msze, zniewolenie przez wyznania wiary i teorie ludzkie, zajęły miejsce czystej Ewangelii Chrystusa. Zauważamy tego wynik, że w proporcji jak nauki Chrystusa zostały ignorowane, w takiej samej proporcji wszedł przesąd, a duch Chrystusowy zanikł.

Niemniej jednak, mimo całego zepsucia, jakie weszło na świat z nastaniem drugiego wieku, pozostało tam dosyć prawdziwego ducha zmieszanego z błędem, aby dokonać ogromnej reformy wśród barbarzyńców Europy i wprowadzić ich w warunki wyższej cywilizacji niż ta istniejąca w reszcie świata. Później, rozpoczęty pod Boską opatrznością ruch wielkiej Reformacji podniósł tę samą klasę ludzi na niezmiernie wyższy poziom moralności. Przywrócił on dużo pierwotnej czystości chrześcijańskiej i ducha Chrystusowego. W proporcji jak ludzie uzyskali swobodny dostęp do Słowa Bożego, w proporcji jak przyjmowali je chętnie i pozwalali jego uszlachetniającym uczuciom zakiełkować w ich sercach i przynieść swój owoc, w takiej też proporcji zobaczyliśmy ludy, które poddane bezpośredniemu wpływowi Reformacji zostały podniesione jeszcze wyżej niż reszta świata.
 
 
UMYTA ŚWINIA WRACA DO WALANIA SIĘ W BŁOCIE

 
W tym wszystkim obserwujemy zasadę przedstawioną na początku; mianowicie, że to duch Chrystusowy, duch prawdy, duch sprawiedliwości Pańskiego Słowa wywierał cywilizacyjny, oświecający i uszlachetniający wpływ, doprowadzając do cudownej zmiany chrześcijańskiej ery, a szczególnie tego ostatniego stulecia [pisane w 1898]. Papiestwo i sekciarstwo przeszkadzały, lecz nie mogły tego wpływu powstrzymać. Wpływ ten ciągle jeszcze utrzymuje się wśród niższych klas społeczeństwa i podnosi je. Przy czym nadal dostrzegana jest tendencja, że im bardziej ludzie są podnoszeni, tym mniej jest prawdopodobne, że będą wysoko cenić Boską dobroć. Tak to więc jest, że niewielu możnych, niewielu uczonych, niewielu mędrców według oceny świata Bóg wybrał, lecz ubogich tego świata, bogatych w wierze, aby byli dziedzicami Królestwa.

Im szerszy i czystszy jest nasz pogląd na tę sprawę, tym bardziej będziemy w stanie sympatyzować z naszymi braćmi w Chrystusie, którzy z natury są mniej zacni, niegodziwi, samolubni, brakuje im życzliwości w myślach, słowach i postępowaniu. Gdy zrozumiemy, że Bóg ich przyjął – nie z powodu ich dobrego i szlachetnego charakteru, ale dlatego, że przyznają się oni do swoich braków i poprzez odnowienie umysłu pragną się zreformować i przekształcić – wtedy wszyscy, którzy mają umysł Pański, czyli ducha, przyjmą ich również. W takiej proporcji, w jakiej mamy umysł Chrystusowy, święty umysł, będziemy na nich patrzeć z Boskiego stanowiska współczucia dla ich słabości i mało godziwych przymiotów. Zamiast ich potępiać, odrzucać i zrywać z nimi społeczność, skoro nie osiągają najszlachetniejszych standardów, będziemy pragnąć tym bardziej im dopomóc i starać się dobrotliwie wykazać im sprawy, których oni wyraźnie nie widzą. Będziemy cierpliwi wobec nich, widząc, jak usiłują siebie przezwyciężać. Zrozumiemy, że toczą oni walkę przeciwko chorobie umysłowej, którą do pewnego stopnia odziedziczyli i która tylko stopniowo może być wykorzeniona.

Z tego punktu zapatrywania nauczymy się myśleć o nich nie według ciała, nie według ich cielesnych słabości i usposobienia, ale według ducha, według intencji ich umysłu, według ich przymierza z Bogiem. W taki sposób, jak mówi to Apostoł, nie znamy już więcej nikogo według ciała, ale według ducha. Każdy, kto przyjął Boskie dobrodziejstwo pod Przymierzem Łaski, stał się uczestnikiem ducha świątobliwości i walczy przeciwko grzechowi we wszelkiej jego formie – w myśli, w słowie i w uczynku – każdy taki stara się o wyrobienie w sobie zacnego charakteru, którego jedynym doskonałym wzorem jest nasz drogi Odkupiciel. Taki stara się wyzbyć nie tylko uczynków ciała i diabła – nie tylko wielkich niegodziwości (morderstw, kradzieży itp.), ale także i tych bardziej zwykłych elementów skażonej natury, jakimi są złość, zazdrość, nienawiść, spory itp. Stara się również coraz bardziej przyodziać w zupełną zbroję Bożą, sprzeciwiać się grzechowi i rozwijać w sobie umysł, jaki był w Chrystusie Jezusie – umysł pełen cichości, cierpliwości, wytrwałości, braterskiej uprzejmości i miłości.
 

"MIŁUJCIE JEDNI DRUGICH"

 
Starajmy się więc my (Chrześcijanie) przyjąć szerszy pogląd na tę sprawę, a szczególnie na wszystkich tych, którzy mianują imię Chrystusowe i którzy dają jakieś dowody, że starają się kroczyć Jego śladami. Niechaj nasza miłość przykryje nie tylko ich drobne, błahe skazy i różnice między nami, lecz niech ta miłość przykryje również mnóstwo ich niedoskonałości w ciele, na ile widzimy, że ich serca są lojalne wobec Pana, i że oni starają się postępować nie według ciała, ale według ducha. Czyńmy tak dopóki wyznają, że starają się wyzbywać bezecności, samolubstwa i małostkowości upadłej natury, i wyrabiać w sobie zacność charakteru, jaka przystoi doskonałemu człowieczeństwu, wyobrażeniu Boskiej natury.

Niech każdy, który przyjął imię Chrystusa czuwa nad tym, aby powstrzymać i wykorzeniać wszystkie ślady bezecności, samolubstwa, grubiaństwa i nieuczciwości, które przylgnęły do nas jako członków upadłej rasy i do tego stopnia stają się częścią nas, że często skłonni jesteśmy nazwać je naturalnymi cechami. Pamiętajmy, że choćby nawet nasz Pan i nasi bracia w Chrystusie przeoczali te wady (słusznie odróżniając między "nowym stworzeniem w Chrystusie" (Gal. 6:15), a przeciwnymi elementami jego starej natury poczytanej za umarłą), to jednak świat nie może tak rozróżniać i będzie przypisywać sprawie Pańskiej wszystkie błędy i niedoskonałości, jakie zauważy w Jego zdeklarowanych naśladowcach. W taki sposób to święte imię jest przez wielu codziennie bezczeszczone między poganami.

Pamiętajmy także, że zła natura nie może być w jednym dniu przekształcona w dobrą naturę. Przekształcenie umysłu, mowy i postępowania wymaga cierpliwości i wytrwałości, lecz może być ono ukończone tylko przez tych, którzy uczynili przymierze z Bogiem i są posłuszni rozkazom Wielkiego Nauczyciela. "Baczcie, abyście nie odtrącili tego (...) który mówi z nieba" (Żyd. 12:25). Ktokolwiek zaniedbuje Jego nauki, zaniedbuje owo wielkie zbawienie oferowane już teraz co najmniej, w tym Wieku Ewangelii, albowiem żaden nie znajdzie się między wybrańcami, oprócz tych, którzy przynajmniej w swych sercu nie będą szlachetni, prawdziwi i dobrzy – nie staną się podobni do obrazu drogiego Syna Bożego (Rzym. 8:29).

Gdyby wszyscy mogli w pełni uświadomić sobie wpływ naszego umysłu na nasze własne ciała, a także mniej bezpośredni wpływ na umysły i ciała drugich, wielki Ruch Umysłowej Reformy wnet rozpocząłby się w świecie, a szczególnie wśród ludu poświęconego Bogu. Z pewnością tacy powinni współdziałać z natchnioną modlitwą: "Serce czyste [wolę] stwórz we mnie, o Boże, a ducha prawego [usposobienie] odnów we mnie (...) Przestępców będę nauczał dróg twoich, aby się grzesznicy do ciebie nawrócili" (Ps. 51:12,15).
 

W.T. R-2319, Straż 6/1936
Dodał: Andrzej
Popularne artykuły
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 2 z 2
Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan   (ciąg dalszy artykułu)   Twierdzenia Palestyńczyków   Twierdzenia palestyńskiego, że ...dalej
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 1 z 2
    Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan     Wstęp     Nie zdarzyło się nigdy przedtem, aby ...dalej
Gromadzenie sił na Armageddon
"Albowiem przyszedł dzień on gniewu i któż się ostać może" Obj. 6:17     Księgę Objawienia Bóg dał, jak ...dalej
Wychowanie jezuickie
Wyjątki z traktatu Stanisława Szczepanowskiego pt. "Idea polska wobec prądów kosmopolitycznych". Lwów, Towarzystwo Wydawnicze 1901, ...dalej
Antychryst. Jego ostateczny koniec
OSTATECZNY KONIEC ANTYCHRYSTA WIDZIANY W 1889 ROKU     Prześledziliśmy historię papiestwa aż do obecnych czasów, do Dnia Pańskiego ...dalej
ANARCHIA - Symboliczny ogień, którym kończy się stary świat
"A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ...dalej
Dzień Sądu
W kwestii dzieła sądu w przyszłym wieku wielu ludzi posiada bardzo pomieszane pojęcia. Popularny pogląd ...dalej
Apokalipsa (rozdział 17)
Opinia T.Ch. Russella na temat siedemnastego rozdziału   "Brat Russell mówił, że ... tego rozdziału nie można ...dalej
Plagi egipskie - Dziewiąta i dziesiąta (6 z 6)
DZIEWIĄTA PLAGA EGIPSKA – CIEMNOŚCI 2 Mojżeszowa 10:20-29     "Rzekł więc Pan do Mojżesza: Wyciągnij rękę swoją ku ...dalej
Syjonizm w proroctwie
Zaproszenie   [9 października 1910 roku pastor Russell otrzymał zaproszenie od Komitetu Organizacyjnego Walnego Zgromadzenia Żydów, by ...dalej
Archiwum
Etykiety
Trzy Biada Copyright © 2011 Artykuły   Articles   Wprowadzenie   Warto zobaczyć   Kontakt
projekt graficzny cefau wykonanie eball